wtorek, 20 lutego 2018

Wielki Bazar w Stambule i ulica "Pokątna"

 
„ … przybył do Stambułu, do miasta tysiąca cudów,
w którym minarety wznoszą się nad pałacami niczym las,
gdzie wody północy i południa
spotykają się z Ziemią wschodu i zachodu – do CENTRUM ŚWIATA”.

Stambuł...  jest wyjątkowy, tutaj każde określenie, każdy przymiotnik opisujący miasto dwóch kontynentów znajdzie odpowiedni adres. Można tu znaleźć piękno i brzydotę, czar i strach, zło i dobro, cuda i dziwy. Każdy powie, że taką mieszankę oferuje praktycznie każde miasto, ale w Stambule ta mieszanka jest nierozerwalna i tworzy charakter i styl miasta.
Widzę, że moją domeną staje się "problem" wciśnięcia w ramy postu opowieści o miejscach wyjątkowych, gdzie historię czuję się wszystkimi zmysłami. Czy mam opisać pobieżnie i zdawkowo koloryt danego miejsca, czy dzielić opowieść na rozdziały, czy delektować się detalami, czy też opisać całościowo miasto wymieniając tak jak przewodnik - Proszę państwa na prawo most, na lewo mos, a dołem rzeka płynie, idziemy dalej?   :))
Ot i mam dylemat, ni oczywiście problem.
Stambułem postanowiłam delektować się kawałek po kawałeczku, aby poczuć smak miasta.
I taka właśnie będzie moja opowieść o mieście znad Bosforu, tych opowieści będzie oczywiście więcej, a ciekawski czytelnik mego bloga zepnie w całość stambulski album przywołując do tablicy etykiety na pasku zarządzającym blogiem.
Jak na razie wspomniałam o Stambule pisząc post o Adamie Mickiewiczu, który ostatnie miesiące życia spędził wtedy jeszcze jako Konstantynopolu   https://bezbrzeznemysli.blogspot.com/2017/04/stambu-i-dom-muzeum-adama-mickiewicza.html.
Tym razem zapraszam do odwiedzenia Wielkiego/Krytego Bazaru, który  turystów, kupców i ciekawskich kusi od 550 lat i przy okazji zapraszam do przechadzki ulicą, która przypominała mi ulicę Pokątną z powieści "Harry Potter", a która to znajduje się niedaleko Bazaru. Bardzo lubiłam tam chodzić, bo rzadko spotyka się magiczne miejsca, które pulsują czarami i  tajemniczą aurą rodem z literatury. Co ciekawe, ta ulica jest autentyczna, bez statystów i cienia sztuczności. :))
Bazarowy rozgardiasz w Stambule
Wielki Bazar w Stambule
Niepowtarzalne uliczki stambulskiego bazaru
Wielki Bazar - tur. Kapalıçarşı jest niezwykle ciekawym miejscem. Jest pierwowzorem współczesnych galerii handlowych, pierwszym i największym zadaszonym bazarem na świecie.
Jest także najliczniej odwiedzanym zabytkiem/atrakcją na świecie; w 2004 roku Wielki Bazar odwiedziło 91 250 000 (!) osób. Ta liczba robi wrażenie. I jak tu nie odwiedzić Bazaru będąc w Stambule.
Wielki Bazar nie od razu  był wielki. Mehmed II Zdobywca po zajęciu  29 maja 1453 roku Konstantynopola wyznaczył niedaleko swojego płacu, bazare, miejsce, gdzie można byłoby skupić najcenniejsze gałęzie przynoszące zysk, czyli instytucje bankowo-finansowe, obrót złotem, jedwabiem, bawełną, bronią, niewolnikami.
Budowę bazaru rozpoczęto zimą 1455-1456 roku, prace budowlane trwały sześć lat.
Starą część Bazaru przykrywa 15 dużych i 8 małych kopuł, które były wzorowane na architekturze bazarów Bursy i Edrine.
Złoto króluje na Wielkim Bazarze, od samego początku funkcjonowania tej wyjątkowej galerii handlowej.

Wielki Bazar to mekka zakochanych w złotej biżuterii, do których i ja się zaliczam.
Ulica Złotników na Wielkim Bazarze w Stambule.
Na placu o wymiarach 48m x 36m powstał niewielki budynek - bedesten. W 1464 roku istniały już dwie zadaszone hale przeznaczone dla jubilerów i antykwariuszy, w których także ulokowane były miejskie sejfy na kosztowności i pieniądze.
Za czasów panowania Sulejmana Wspaniałego powstał kolejny  bedesten - Sandal Bedesten, który jest przykryty 20 kopułami. W budynku sprzedawano jedwabie produkowane w  Bursie a także wyroby wykonane z drzewa sandałowego, stąd nazwa budynku. 
Do XIX wieku obok Wielkiego Bazaru handlowano niewolnikami. Z każdym rokiem bazar rozrastał się tworząc swoiste handlowe miasteczko, kolejne kramy zostawały przykryte dachami tworząc wyjątkową budowlę, na pomysł której nie wpadłby nawet szalony architekt.
Obecnie Wielki Bazar zajmuje powierzchnię 30 ha, posiada 61 ulic, 4000 sklepów, 18 bram, 2 meczety, 4 fontanny, 25 000 pracowników, pocztę, posterunek policji, restauracje, kawiarnie. Kilka wieków wcześniej na bazarze była szkoła. 5 meczetów, 24 bramy, 10 studni.
Codziennie przez teren Bazaru przewija się ponad pół miliona osób.
Brama Nurosmaniye z napisem "Bóg lituje się na tym, kto poświęca się handlu"
Fontanna na Wielkim Bazarze z pitną wodą.
Kieys w takim budynku była serwowana kawa i drobne przekąski. Obecnie pełni rolę malutkiego sklepiku z bizuterią.
Bazar na przestrzeni wieków doświadczył wielu katastrof. Najbardziej niszczycielskie były pożary i trzęsienia ziemi, których było razem wziętych ponad 20. Po trzęsieniu ziemi w 1894 roku, bazar został odbudowany i to co teraz oglądamy pochodzi właśnie z tego okresu. Ostatni pożar wybuchł 28 lipca 1959 roku, a Bazar, jak feniks z popiołów, zawsze się odradzał.
Stambulski Bazar  nie składał się z luźno skupionych straganów, ale był i jest nadal sprawnie zarządzanym przedsiębiorstwem handlowo-usługowym. Na pierwszy rzut oka panuje tam chaos, ale jest to kontrolowany rozgardiasz, gdzie wszytko i wszyscy znają swoje miejsce.
Najcenniejsze kramy znajdowały się  po środku galerii i usytuowane były tematycznie tworząc układ cechowych ulic. Każdy, kto był na orientalnych bazarach, to takie rozmieszczenie sklepów jest mu znane. Taka strategia  usytuowania i lokalizacji kramów podyktowana była przede wszystkim bezpieczeństwem kupców, ochroną towaru i wygodą kupujących, którzy nie musieli krążyć po bazarowych uliczkach. Do 1923 roku na Bazarze funkcjonował system cechów i gildii, który został zastąpiony stowarzyszeniem kupieckim.
Kupcy przestrzegali ustanowionych praw i etykiety, w ramach uczciwej konkurencji nie mogli reklamować sprzedawanego towaru, brak było szyldów. Cenne towary trzymano w specjalnych szafach czyli współczesnych gablotach. Co ciekawe, do 1984 roku Bazar nie posiadał sklepów a tylko przydzielone nisze na stragany, które miały wymiary 1,8-2,4 m szerokości i 0,9-1,22 m głębokości.
Kramy były "zamykane"  na zasuwane kotary-zasłony, które były pilnowane przez wynajętych przez kupców strażników. 
"Bazar"Amadeo Preziosi

Stragan na Wielkim Bazarze w Stambule, który był zabezpieczony tylko zasłoną.
Wielki Bazar w Stambule, kramy kupieckie bez szyldów i reklam, XIX wiek (1890) zdj. Jean Pascal Sebah
Kupcami mogli być tylko mężczyźni, na terenie bazaru nie było restauracji, a tylko wyznaczone miejsca, gdzie serwowano niewyszukane potrawy.
Nie zdarzały się przypadki kradzieży wśród kupców, poza nielicznymi przypadkami. Ciekawym wątkiem kryminalnym była kradzież złotych monet, wówczas bazar był zamknięty przez dwa tygodnie do czasu odnalezienia sprawcy niecnego czynu. Okazał się nim perski kupiec, który ukrył monety pod podłogą. W ramach łaski sułtana Mehmeda Zdobywcy, złodziej został skazany na śmierć bez uprzednich tortur.
Bazar jest zamykany na noc o godz. 19  i dlatego posiada drugą nazwę, którą posługują się stambulczycy - Zamknięty Bazar -Kapalıçarşı . Aby móc wejść nocą na teren bazaru potrzebne było specjalne zezwolenie wydawane przez cesarza.Tylko raz się zdarzyło, że nocą zostały otwarte bramy. Było to w 1867 roku, podczas tryumfalnego powrotu z Egiptu sułtana Abdelaiza, którego witały tłumy mieszkańców Konstantynopola.
A co można kupić na Wielkim Bazarze? - wszystko to co się świeci, pachnie i błyszczy. Tutaj królują artykuły tekstylno-przemysłowe. Oczywiście są stragany z przyprawami, bakaliami, ale wszystko to co pieści zmysłu smaku i powonienia kupimy na Bazarze Egipskim, który nie jest zbyt daleko oddalony od Wielkiego Bazaru.
A tak o Wielkim Bazarze pisał Jan Chryzostom Pasek: "Wódki pachnące w baniach, srebrne naczynia do wody, andżary rubinami i diamentami nasadzane, zegarki specjalne na złotych obiciach wiszące...".
Ulica tekstyliów
Stroje dla...księżniczek :))
... a tu stroje dla książątek
Suknie ślubne + walizki na podróż poślubną
Tureckie lampiony potrafią oczarować...

... jak z baśni opowiadającej o wystroju pracowni czarnoksiężnika.
Pomimo, że Wielki Bazar generuje tony śmieci w postaci folii, to z zakamarków one nie straszą. Służby odpowiedzialne za prządek działają wyjątkowo sprawnie! 
Ciekawy przepis obowiązywał sprzedawców butów. Za czasów sułtana Sulejmana, żółte buty mogli nosić muzułmanie, niebieskie - wyznawcy kościoła greckiego i prawosławni, czarne - żydzi, czerwone -Ormianie.
Tureckie narodowe flagi można zobaczyć chyba na wszystkich fasadach budynków.
Tulipanowe szklaneczki
Zostałam poczęstowana herbatą serwowaną oczywiście w tulipanowej szklaneczce.Wśród kupców, kupujących krążą roznosiciele herbaty, aby umilić czas spędzany na Bazarze. 
Opisując Wielki Bazar trudno jest nie wspomnieć o Polakach, którzy gościli pod dachem unikatowego targowiska. To miejsce odwiedzali Polacy służbowo, turystycznie i z czystej ciekawości, byli zafascynowani barwami, kolorami, wzorami tkanin, nieszablonowymi kształtami i precyzją wyrobu biżuterii, dywanów, strojów... Ten zachwyt nad wachlarzem artyzmu i kunsztu rzemieślników chyba nadal kusi i nęci i trudno jest się oprzeć pokusie, choćby tylko zerknięcia na  stragany, sklepiki pełne barw i różnorodności oferowanych towarów.
Często nasi rodacy ulegali modzie Wschodu, wybierali z niej co ładniejsze kąski w postaci wzorów tkanin, broni, szeroko pojętych artykułów gospodarstwa domowego, które zaspokajały wyrafinowane gusta pań i panów. Nawet służba w XVII wieku, w niektórych szlacheckich domach Rzeczypospolitej, nosiła strój turecki.
Oprócz materialnych rzeczy i przedmiotów zaadoptowaliśmy także nazwy pospolite; do języka polskiego zostały dodane  słowa pochodzące z Turcji lub krajów Wschodu.
I tak...słowo bazar w jęz. tureckim oznacza miejsce wyznaczone na potrzeby handlu, a inne wyrazy uświadamiają czym nasi przodkowie ekscytowali się, do tego stopnia, że po dzień dzisiejszy te nazwy funkcjonują w naszej mowie. Oczywiście niektóre z nich wypadły ze współczesnej mowy potocznej, ale trudno wyobrazić sobie język polski bez  rumaka, karabeli, kołczana, misiurki, kołpaka, kajdan. Jan III Sobieski  bardzo chętnie przeniósł na polski dwór tureckie elementy zdobnicze strojów,  broni, końskiego rzędu. A takie słowa  jak: kiesa, kaleka, kilim, filiżanka, torba, kobierzec, makatka, dywan, tapczan, kaftan, baldachim, kebab, kawior, kapcie, bakalie, bambosze, kaletnik...stały się na dobre "polskimi". 
Król Zygmunt August w 1553 roku wysłał do Stambułu sądeckiego kasztelana Wawrzyńca Spytka Jordana z instrukcją i wskazówkami jak mają wyglądać przedmioty, które później miały ozdabiać komnaty Wawelu.

Tak bardzo spodobały się wschodnie wzory polskim władcom, że wysyłali kupców nie tylko do Turcji ale także do Persji (obecnie Iran). 
Zygmunt III Waza w latach 1601-1602 polecił Ormianinowi Seferowi Muratowiczowi aby ten dopilnował i nadzorował prace nad zamówionymi kobiercami i dywanami w Persji.  Dywany musiały mieć wkomponowany królewski herb. Ormianin zakupił także namiot i bułatowe szable.
"Opowieści z 1001 i jednej nocy"... i bułatowe szable, 1873 r. Gustawe Boulangu
Zakupów w Turcji/ państwie Osmańskim, za pośrednictwem dyplomatów i kupców, dokonywał także Władysław IV, Jan III Sobieski, August III.
Manufaktury w Rzeczpospolitej produkowały tkaniny, dywany inspirowane wzorami tureckimi i perskimi. Początkowo tkaniny były importowane, później powstały fabryki w Polsce. Wielkim popytem cieszyły się "pasy wschodnie", które były sprowadzone wprost z Konstantynopola np. przez dom handlowy Nikorowicza we Lwowie.
Józef Żagiel (1762-1795) szambelan króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, przepasany pasem wschodnim/kontuszowym.
Józef Żagiel  i brama Słucka z Nieświeża na znaczku, wydanym przez pocztę Białorusi
Oryginalny słucki kontuszowy pas z manufaktury Radziwiłłów w Słucku (Białoruś), Muzeum w Mińsku
Słynne manufaktury produkujące "pasy wschodnie/kontuszowe"założyli polscy magnaci - Potoccy w Stanisławowie, Łahodowie, Olesku, Radziwiłłowie w   Nieświeżu  i Słucku, tkalnie znajdowały się także w Kobyłce pod Warszawą, Gdańsku, Krakowie, Lwowie. Zakłady te były nazywane persjarniami, a tkaczy persjarzami.
Nie dziwię się, że tak bardzo spodobały się naszym rodakom tureckie wzory, bo przecież jest to kalejdoskop barw i kolorów.
Warto także przypomnieć, że w latach osiemdziesiątych XX wieku, gdy w naszych sklepach królował pustostan, a gdy już coś zostało"rzucone" (czyt. dostarczone) na sklepowe półki, to kolory towarów nie drażniły oczu. W tamtym okresie Polacy nagminnie wyjeżdżali na zakupy na Wielki Bazar do Stambułu po ... dywany, kożuchy, jeansy, sweterki ze słynnymi wzorami tureckimi. Ech, to były szalone czasy!
Oryginalne XVIII wieczne dywan w Muzeum Sztuki Islamu w Stambule
Tureckie wzory na dywanach, Muzeum Sztuki Islamu w Stambule
Bazar w Stambule na pewno potrzebuje gruntownego remontu, ale czy później przypadkiem nie będzie przypominał współczesnych galerii handlowych? Może i jest tam czysto i sterylnie, ale na pewno nie ma tam specyficznego klimatu tworzonego przez lata i wieki. Wolę Bazar stambulski  w takim wydaniu jak jest obecnie.
Stambuł ma także wiele współczesnych galerii i centr handlowych, które są  takie same, bez charakteru i wyrazu. Niby ładnie, ale czegoś tam brakuje.

Ulice na Wielkim Bazarze miały nazwy nawiązujące do asortymentu sprzedawanego towaru, a przed kramami widniały nazwiska kupców.
"Unikalny"osprzęt i układ rur kanalizacyjnych jest swoistym elementem wystroju Wielkiego Bazaru w Stambule.
Aby poczuć atmosferę Wielkiego Bazaru warto zarezerwować trochę, nawet więcej niż trochę, czasu, nie należy się spieszyć i co rusz zerkać na zegarek. Nie wyobrażam sobie zwiedzanie Bazaru w zorganizowanej-wycieczkowej grupie, gdzie jest określony limit czasu, ustalony punkt zbiórki.
Nie należy się  obawiać zgubienia powrotnej drogi, Bazar, mimo, że zajmuje ogromny teren jest łatwy w nawigacji. Nawet jeśli wyjdzie się inną bramą niż pierwotnie się zaplanowało to i tak znajdziemy "odpowiednią" drogę. Takie czary-mary tworzy Wielki Bazar. Poza tym wokół Bazaru jest wiele charakterystycznych budowli, którą są swoistymi azymutami.
Wielki Bazar położony jest na III stambulskim wzgórzu  ( wszystkich wzgórz jest siedem, podobnie jak w Rzymie), w dzielnicy Fatich. Obok Bazaru znajduje Uniwersytet Stambulski z olbrzymią fasadą, którą trudno przeoczyć i pozostałości Forum Konstantyna.
Brama Uniwersytetu Stambulskiego została zbudowana na potrzeby Ministerstwa Wojny, które w XIX wieku miało siedzibę w budynku obecnej uczelni. A jeszcze wcześniej znajdował się w tym miejscu pałac sułtana - Esky  Saray. Szkoda, że zaostrzone przepisy nie pozwalają wejść na teren uniwersytetu, potrzebne jest odpowiednie zezwolenie lub legitymacja studencka. Uniwersytet zajmuje budynki po byłym ministerstwie od 1924 roku.
Kolumna Konstantyna , która kiedyś należała do forum Konstantyna. kiedyś była otoczona kolumnadą. Kolumna została postawiona w 328 roku. Jej wysokość wynosiła 50 metrów, na jej szczycie znajdował się posąg Apollina . W 1105 roku silny wiatr zniszczył górną część kolumny. Po pożarze miasta w 1779 roku sułtan Abdlhamid I zabezpieczył pozostałości kolumny metalowymi obręczami.
Kolumna Konstantyna i meczet Mahmuda Paszy
Wielki Bazar bardzo często gości w literaturze i trudno jest wymienić wszystkie utwory, gdzie "występuje ". Jednym z pierwszych dzieł, które było poświęcone stambulskiemu targowisku jest książka Edmondo De  Amicisa "Costantinopoli". A gdyby ktoś chciał poczuć atmosferę Stambułu to polecam książki Elif Shafak i Orhana Pamuka, który będzie w tym roku (2018) honorowym gościem Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie.
Bazar  występował także w filmach  np. "Pozdrowienia z Rosji", "Świat to za mało",był scenerią przygód brytyjskiego agenta OO7 i polskiego J-23.
Daniel Craig w w filmie "Skyfall" (2012) pędził motocyklem po dachach Bazaru. Jak zapewnili producenci, oryginalna dachówka nie ucierpiała, została zastąpiona repliką. Z kolei Hans Kloss w "Stawce większej niż życie" w odcinku pt. "Café Rose" zgubił w bazarowych uliczkach osoby, który go śledziły.
Kadr serialu "Stawka większa niż życie", odc. 4 "Café Rose"... i Wielki Bazar w Stambule

Daniel Craig i Wielki Bazar w Stambule, kadr z filmu "Skyfall"
I gdy już zahaczyłam o wątek literacko-filmowy zapraszam na "moją" ulicę Pokątną w Stambule. Ulica ta nie jest tak naprawdę wierną kopią handlowo-szemranej ulicy z książki "Harry Potter i Kamień Filozoficzny", ale gdy zobaczyłam warsztat, gdzie naprawia się dziurawe kotły i księgarnię-antykwariat to przeniosłam się na zaczarowane ulice Londynu będąc w Stambule. W jednej chwili można pokonać ponad 3000 kilometrów.
Ulica Pokątna w Londynie , za  pubem "Dziurawy Kocioł"

Nie wiem jak naprawdę nazywa się stambulska "Pokątna", nie było tam pubu "Dziurawy Kocioł", sklepu Madame Malkin z szatami na wszystkie okazje, sklepu Ollvandera z różdżkami, ale za to był warsztat naprawiający kotły, garnki, dzbanki i czajniki, był antykwariat, być może nawet z księgami z zaklęciami, były malutkie restauracje tłumnie odwiedzane przez żaków i studentów, gdzie serwowano dania o niewiadomym składzie.
Aby dostać się na zaczarowaną ulicę niepotrzebny jest proszek Fiuu, wystarczy skierować się, po wyjściu z Bazaru, w stronę Uniwersytetu Stambulskiego, by za budynkami uczelni znaleźć się na "Pokątnej".
Ulica "Pokątna " łączy za pomocą akweduktu Walensa III i IV wzgórze Stambułu.
Antykwariat na tajemniczej ulicy Pokątnej w Stambule. Jakby dobrze poszukać to z pewnością można znaleźć księgi dla czarodziejów.
Warsztat "Dziurawy Kocioł" znajduje się na lewo, za drewnianymi drzwiami z poprzeczną belką, pod fragmnetem akweduktu Walensa.. 
Naprawianie i zdobienie garnuszków, rondelków, patelni i miseczek... na ulicy Pokątnej w Stambule.
W warsztacie średniowiecznego rzemieślnika, który został teleportowany do XXI wieku.
Ten warsztat, gdzie naprawiano garnki i kotły, po prostu powalił mnie na kolana. Nigdy na żywo nie oglądałam autentycznej scenerii  wyjętej ze średniowiecznych baśni. Takie cuda tylko na stambulskiej ulicy Pokątnej,  przy warsztacie (nie pubie) "Dziurawy Kocioł".
Następny post przeniesie czytelnika mego bloga na Egipski Bazar w Stambule, gdzie zapachy, aromaty i kolory grają pierwsze skrzypce. Aha, jeszcze zaproszę w miejsce, którego próg przekraczają amatorzy pewnego smakołyku. A wyżłobiony próg tajemniczego lokalu wygląda tak...