piątek, 9 sierpnia 2019

Zarzecze (Užupis) w Wilnie - dzielnica z duszą i charakterem.

"(...) za każdym przedmiotem, nie tylko tym okazałym ale i tym najbardziej niepozornym, zawsze kryją się jakieś historie. Tylko od nas zależy, czy zechcemy z jego pomocą dotrzeć do skumulowanych w nim emocji i przeżyć naszych przodków".
"Wieleńska powódź 1931 r. i jej echa".
Aleksander Srebrakowski
Instytut Historyczny Uniwersytetu Wrocławskiego

Niejednokrotnie zastanawiałam się nad fenomenem Wilna, dlaczego to miasto mogłabym odwiedzać non stop. Przestałam już liczyć ile razy byłam w stolicy Litwy, za każdym razem gdy tam jestem wstępuje we mnie nowy duch,  a miasto odkrywa przede mną kolejne tajemnice.
Wilno po prostu jest magiczne, nie wszystkie grody posiadają duszę i umiejętności czarodzieja.
W jednym z wywiadów wilnianin z urodzenia Bernard Ładysz powiedział, że "Wilno jest jak dobry chleb" i miał całkowitą rację. Do tego miasta wraca się po kęs czegoś aromatycznego, smacznego , pachnącego i zarazem normalnego i wykwintnego w swej prostocie. Takie właśnie jest Wilno!
Spotkałam się z wieloma wypowiedziami, że stolica Litwy jest niegościnna i nieprzyjazna gościom z Polski. A ja, chyba mam to szczęście, że wędrując po ścieżkach i drogach Litwy ani razu, jako Polka, nie doznałam nawet najmniejszej uszczypliwości, złośliwości czy też ignorancji, a wręcz przeciwnie. Może to zależy od postawy podróżnika czy też turysty, ale to chyba dotyczy wszystkich odwiedzanych miejsc na świecie.
Oczywiście mogę mieć żal do Litwinów, że naginają i wypaczają historię, likwidują ślady polskości w ich państwie. Ale nawet ostentacyjne pomijanie Polaków w dziejach Litwy nie zmieni historii, która  jest zapisana w annałach, kronikach, budynkach, cmentarzach, czy też obecności Polaków tutaj mieszkających.
Nie mam takich uprawnień by zmieniać granice państw czy głosić hasło "Wilno jest polskie", bo Wilno było polskie, ale już nie jest. Jest stolicą Litwy i trzeba to uszanować. Odwiedzając Wilno jestem tam tylko gościem i nie wykorzystuję w sposób niegrzeczny gościnności Litwinów.
Warto jednak opowiadać historię Wilna patrząc na miasto z perspektywy obu narodów. Tylko wtedy takie połączenie da pełen obraz dziejów miasta.
W mojej wędrówce po Litwie parę razy odwiedziłam niewielką miejscowość Merecz, gdzie zmarł król Władysław IV Waza, i tam pracownik Informacji Turystycznej podzielił moje zdanie, że historię Polski i Litwy należy opowiadać wspólnie, a nie tworzyć odrębne historie.

Mojej opowieści o Wilnie nie zacznę od Ostrej Bramy, choć zawsze moja wizyta w Wilnie tam właśnie się zaczyna, ani od przepięknych zabytków Starówki. Zacznę od wyjątkowej dzielnicy, od Zarzecza (lit. Užupis), które kiedyś było przedmieściem o reputacji takiej, że strach było tam zaglądać. Obecnie jest to najdroższa dzielnica Wilna.

Widok na Zarzecze od strony byłego klasztoru bernardynek.
Zarzecze i Anioł, symbol i opiekun dzielnicy.
A jak było wcześniej? Tak jak to bywało z przedmieściami miast, które były otoczone miejskimi murami. Gros życia miejskiego skupiało się w centrum, a przedmieścia tworzyły swoiste, nawet tajemnicze enklawy  poza murami gdzie nieczęsto paragrafy prawa była łamane. Tak było w przypadku Zarzecza, które znajdowała poza granicami ówczesnego Wilna.
Widok Wilna z murami obronnymi i przedmieściami

Mapa Wilna, "Kultura Literacka Wilna 1323-1655" Universitas
Zarzecze należy do jednych z najstarszych dzielnic Wilna, przedmieście zostało wchłonięte przez rozrastające się miasto. Według spisu z 1663 roku na Zarzeczu znajdowały się 44 domy.
Tutaj mieszkali przeważnie robotnicy, rzemieślnicy, urzędnicy niższego szczebla administracji, zakonnicy katoliccy i prawosławni, służba i mieszkańcy, których nie było stać na mieszkania w obrębie miasta.
Tutaj także znajdowały się młyny Radziwiłłów i Tyszkiewiczów. Przez Zarzecze przebiegał główny trakt w kierunku Połocka i Witebska, zwany Szlakiem Solnym lub Traktem Batorego i z racji takiego położenia  w dzielnicy tętniło życiem. 
Zarzecze "słynęło"również z szemranego towarzystwa, domów publicznych, lupanarów, wszelakich spelun. Tutaj główna ulica nosiła nazwę ulicy Śmierci. Tylko śmiałkowie zapuszczali się do "Dzielnicy za Rzeką" wieczorową i nocną porą.
Zarzecze tytuł pokątnej dzielnicy dzierżyło prawie do końca XX wieku. A dlaczego była to dzielnica pełna czerwonych latarni?
Od 1843 roku prostytucja w Cesarstwie Rosyjskim była legalna, zezwolił na nią minister spraw wewnętrznych hrabia Lew Pierowski.
Hrabia Lew Pierowski, minister spraw wewnętrznych za cara Mikołaja I
Domy publiczne były rozmieszczone pod koniec XIX wieku praktycznie w całym Wilnie, ale szef wileńskiej policji - Rajewski zdecydował o przeniesieni domów uciech na przedmieścia Wilna, dlatego też Zarzecze było pełne rozrywek damsko-męskich.
W rozporządzeniu było zaznaczone, że domy publiczne muszą znajdować minimum 300 metrów od szkoły lub świątyni a zarządzać takim przybytkiem ma kobieta  w wieku 35-60 lat ciesząca się powszechnym szacunkiem.
Na Zarzeczu wybuchały kłótnie ponieważ takie atrakcje umiejscowione były obok cmentarza i prawosławnego klasztoru św. Ducha. Spory i wojny obyczajowe mieszkańców trwały aż do wybuchu I wojny światowej.
Dawne Zarzecze to nie tylko lupanary, w dzielnicy za rzeką znajdował się pierwszy żeński klasztor na Litwie, w którym od 1495 roku  przebywały bernardynki - Mniszki Trzeciego Zakonu Regularnego św. Franciszka z Asyżu. Klasztor został założony przez Barbarę Radziwiłłównę i Annę Olechowiczówną. W 1864 roku klasztor został skasowany.
Zarzecze nie może pochwalić się spektakularnymi zabytkami, bo ich po prostu tutaj nie było. Jednym z nielicznych jest pałac Honestich gdzie  mieściła się karczma, zajazd, piekarnia. Pałac należał do rodziny od 1863-1940 roku. Pałac został wybudowany dla M. Abramowicz, później należał do Onufrego Jasiewicza aż w końcu do rodziny Honestich. Obecnie w pałacu mieszczą się mieszkania komunalne a parter zajmuje sklep.
Przez długie lata dzielnica była traktowana po macoszemu. Nikt specjalnie tutaj nie inwestował, nie przeprowadzał gruntownych remontów czy też  nie było wizjonerskich projektów by zagospodarować tę dzielnicę.  Z jednej strony szkoda, że Zarzecze, ówcześni urbaniści tak potraktowali, a z drugiej strony zostawienie dzielnicy samej sobie sprawiło, że Zarzecze jest inne od pozostałych dzielnic Wilna.  Ma swój urok, klimat i charakter nie do podrobienia.
Położenie Zarzecza jest przepiękne. Znajduje na prawym brzegu rzeki Wilejki (dawna nazwa Wilenka), która łączy się z Wilią na starym Mieście w Wilnie, bo stolica Litwy leży nad dwoma rzekami. Užupis otaczają wzgórza - Zamkowe, Trzykrzyskie, Bekiszowe, Rajskie, a także ukryte (!)- Altany.  Taka hojność Natury uczyniła z Zarzecza  niesamowitą scenerię, jakby wyjętą ze sztuki teatralnej. Czasami brak finezyjnej architektury także może być urocze bo główne role gra wtedy przyroda.


Wilenka  przepływająca obok kościoła bernardynów i skręcająca na Zarzecze. 
Dopiero w 1999 roku władze Wilna, skierowały środki, na uporządkowanie Zarzecza, gdzie niektóre domy od czasach radzieckich nie miały nawet elektryczności nie wspominając o kanalizacji czy też wodociągach. A przecież wodociągi funkcjonowały w centrum Wilna już w XVI wieku za czasów panowania Zygmunta I Starego.

Takie miejsce surrealistyczne upodobali artyści, jednym z powodów była bliskość Akademii Sztuk Pięknych czy też Ogrodu Bernardyńskiego, gdzie znajdowały się pawilony wystawowe.
Akademia Sztuk Pięknych w Wilnie, nieopodal Ogrodu Bernardyńskiego..
Zarzecze jest tak bardzo urocze, nie dziwię się artystom, że tutaj mieszkali czy też tworzyli.
Warto wspomnieć i nawet należy to zrobić o Ferdynandzie Ruszczycu, który mieszkał na Zarzeczu pod numerem 24 ul Zarzecznej. Pan Ferdynand miał przebogaty życiorys, którym można byłoby obdzielić kilka osób.
Ferdynand Ruszczyc 
Ferdynand Ruszczyc był malarzem, rysownikiem, grafikiem, scenografem, pedagogiem... Projektował plakaty, znaczki pocztowe, medale, Zaprojektował insygnia Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie,  a także togi profesorskie, tablice pamiątkowe, druki zaproszeń. Utworzył Towarzystwo Miłośników Wilna, , brał udział w Komitecie Budowy Pomnika Adama Mickiewicza, w Komitecie Koronacji Obrazu Matki Boskiej Ostrobramskiej. Był pomysłodawcą Śród Literackich w Wilnie. Pierwsze spotkanie intelektualistów odbyło się 23 lutego 1927 roku w wileńskim Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Stefana Batorego.
W 1928 roku zorganizowała wystawę regionalną w Wilnie, która ukazywała 9 lat odrodzenia życia gospodarczego i kulturalnego odrodzonej Polski, dokonała szkiców i rysunków odkrytych w 1931 roku Grobów Królewskich w katedrze w Wilnie, otwierał bale akademickie,oprowadzał wycieczki i delegacje po Wilnie przedstawienia teatralne. Stworzył dekoracje do 15 sztuk teatralnych  mi.in. do "Balladyny", "Wesela", "Nocy Listopadowej", "Lilii Wenedy". Do 1905 roku było zabronione wystawianie sztuk w jęz. polski i "Lilia Weneda" była pierwszym przedstawieniem wystawianym po polsku w Wilnie, premiera odbyła się 17 października w 1906 roku w Starym Teatrze.
Zaprojektowany przez Ferdynanda Ruszczyca plakat na przedstawienie teatralne "Noc Listopadowa".
W 1903  roku odbyła się w Ogrodzie Bernardyńskim pierwsza wystaw malarska Ferdynanda Ruszczyca.
"Wieczór na Wilejką" (Zarzecze) Ferdynand Ruszczyc, 1900 r. Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie.
"Z brzegów Wilejki"  (Zarzecze) Ferdynand Ruszczyc 1900 r. Muzeum Okręgowe w Toruniu.
"Ziemia" Ferdynand Ruszczyc 1898 r. Muzeum Narodowe w Warszawie.
Ferdynand Ruszczyc był w 1904 roku profesorem warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych, w 1907 roku kierował Katedrą Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, ale najbardziej sercem i duszą był związany z Uniwersytetem Stefana Batorego w Wilnie. Pracował w Komitecie Wykonawczym Odbudowy Uniwersytetu Wileńskiego. Organizował w uczelni Wydział Sztuk Pięknych, kierował pracą  Uniwersytetu, przywracał historyczny wygląd uczelni, nazwał dziedzińce uniwersyteckie - Piotra Skargi, Poczobuta, Macieja Kazimierza Sarbiewskiego. 28 sierpnia Józef Piłsudski mianował pierwszych pięciu członków Senatu akademickiego Uniwersytetu Stefana Batorego,  w tym Ferdynanda Ruszczyca, który był pierwszym dziekanem Wydziału Sztuk Pięknych, funkcje tę sprawował do 1926 roku.
Tak o Ferdynandzie Ruszczycu pisał jego student Widawski: "Dziekan uczył nas poznawać i kochać piękno Wilna. Sam to piękno tworzył, rozsiewał dookoła siebie, wypełniał sobą bez reszty mury Uniwersytetu i miasta".
Ferdynand Ruszczyc był pierwszym malarzem, który fotografię uznał za sztukę.
W 1935 roku otrzymał tytuł honorowy Uniwersytetu Stefana Batorego z rąk Ignacego Mościckiego.
Pamiątkowa tablica na Uniwersytecie Wileńskim, nazwisko Ferdynanda Ruszczyca zostało zapisane w języku litewskim.
Ferdynand Ruszczyc urodził się w Bohdanowie, które obecnie znajduje się na Białorusi, pragnął być tam pochowany, co też się stało. Niestety, rodzinny dworek został spalony, został tylko nagrobek na cmentarzu.
Wnętrze salonu w Bohdanowie (Białoruś), Ferdynand Ruszczyc, Muzeum Narodowe w Warszawie.
Grób Ferdynanda Ruszczyca w Bohdanowie, Białoruś
Znaczek pocztowy wydany przez Białoruś upamiętniający Ferdynanda Ruszczyca.
Ferdynand Ruszczyc dostał w październiku 1932 r. rozległego udaru, ale pomoc żony i córki podczas rehabilitacji sprawiła, że pan Ferdynand zaczął malować lewą ręką, bo prawa była sparaliżowana.
Autoportret, który Ferdynand Ruszczyc narysował w 1936 roku lewą ręką.
Ferdynand Ruszczyc "miał pod sercem skarb opatulany - Wilno. Nie odsłaniał go profanom".
Taką miał prośbę do wilnian - "Gdy będę musiał Was pożegnać, proszę  byście mnie ułożyli w tę kochaną ziemię naszą bohdanowską u stóp najdroższych rodziców. A że nie chciałbym rozstać się z umiłowanym moim Wilnem, niech mi wolno będzie cząstką w nim przebywać: ukryjcie w jednym zakątków u Świętego Bartłomieja na Zarzeczu jako wotum - serce moje. Wierzę w obcowanie dusz i dlatego wiem, że w godzinie trudnej walki będę z Wami. A gdy po szafirowym niebie wileńskim pomkną białe obłoki i będzie Wam wesoło - wówczas wspomnijcie mnie".
Skąd ten sentyment pana Ruszczyca do malutkiego kościółka Świętego Bartłomieja Apostoła na Zarzeczu? - bo tutaj w 1913 roku brał ślub z Reginą Rouckówną, córką Oskara Rouckiego kierownika Wileńskiego oddziału Towarzystwa Ubezpieczeniowego, właściciela Porudonina pod Wilnem.
Regina Ruszyczycowa z domu Rouckówna, rysunek wykonany przez męża, 1920 r. , własność prywatna
Kościół Świętego Bartłomieja Apostoła na Zarzeczu w Wilnie, gdzie brał ślub Ferdynand Ruszczyc z Reginą Rouckówną.
Wnętrze najmniejszego kościoła w Wilnie - św. Bartłomieja na Zarzeczu.


Historia malutkiego kościółka na Zarzeczu jest ciekawa tak jak prawie wszystkich świątyń w Wilnie. W 1644 roku cześnik wieleński Jakub Proniewicz-Załamaja ufundował niewielki drewniany kościółek dla Kanoników Regularnych od Pokuty zwanymi markami. Była to świątynia pw. św. Augustyna, która, niestety, 20 maja 1649 roku spaliła się od pioruna.W 1664 roku Jan Rajski odbudował kościół, który dotrwał do końca XVIII wieku.
Od nazwiska pana Rajskiego miejsce, w którym znajduje się kościół św. Bartłomieja nazwane zostało Rajską Górą.
W 1788 roku zakonnicy "biali" staraniem Augustyna Stodolnika wybudowali na Rajskiej Górze oratorium wg. projektu Marcina Knakfusa a w 1824 roku kościół został przebudowany w stylu klasycystycznym. W 1881 roku cech garncarzy z Zarzecza ufundował wieżę, która stanęła obok świątyni.  W 1949 roku władze radzieckie zamknęły kościół, w budynku została urządzona pracownia rzeźbiarska i magazyn materiałów budowlanych.
Po odzyskaniu niepodległości przez Litwę kościół przekazano katolikom z Białorusi.
Nie dziwię się panu Ruszczycowi, że wybrał to miejsce na swój ślub i chciał by jego serce jako wotum było tutaj pochowane. Z Rajskiej Góry roztacza się piękny widok na dachy Zarzecza i na Górę Zbawiciela.. Stąd można zobaczyć wieżyce kościoła Wniebowstąpienia Pańskiego i klasztor Misjonarzy, kompleks klasztorny sióstr Wizytek i kopułę kościoła pw. Serca Jezusowego w dzielnicy Rossa, a także cerkiew Świętego Ducha.
Widok z Rajskiej Góry na Zarzeczu, gdzie znajduje się kościół pw. św. Bartłomieja Apostoła Z lewej strony widoczna jest kopuła kościoła pw. Serca Jezusowego na Rossie, a po prawej wieżyce kościoła Wniebowstąpienia Pańskiego, między morzem zieleni wije się rzeka Wilenka. 
Nad dachami Zarzecza ( Rajskiej Góry), w tle cerkiew Ducha Świętego. 
Od  prawej - widoczna cerkiew Ducha Świętego, kościół Wniebowstąpienia Pańskiego i kopuła kościoła pw. Serca Jezusowego na Rossie.   
Z Zarzeczem związana jest także święta Maria Faustyna (Helena) Kowalska (o tej postaci na pewno napisze oddzielny post), która przez krótki czas mieszkała m.in. w Dzielnicy za Rzeką . Chyba wszystkim katolikom znany jest obraz "Jezu ufam Tobie", który został namalowany w kaplicy klasztornej klasztoru Sióstr Jezusa Miłosiernego założonego przez błogosławionego księdza Sopoćkę, klasztor znajdował się przy kościele widzianym z Rajskiej Góry, ( to ten z kopułą). Obraz namalował profesor Eugeniusz Kazimierzowski wg wizjonerskich wskazówek siostry Faustyny.
Święta Maria Faustyna Kowalska, kanonizowana prze Jana Pawła II
Obraz "Jezu, ufam Tobie" namalowany przez Eugeniusza Kazimierzowskiego w 1934 roku, który w 2005 roku  został przeniesiony z bocznej kaplicy kościoła św. Ducha do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Napis w języku polskim  Jezu , ufam Tobie został zasłonięty. Na nic zdały się protesty  polskich katolików...
Obraz był pokazany w Ostrej Bramie  w 1935 roku, następnie przebywał od 1937 roku do 1947 w kościele św. Michała i Świętego Ducha, obecnie można go zobaczyć w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, napis "Jezu, Ufam Tobie" został zasłonięty.
Zmieniam teraz nastrój i przenoszę się do krainy poezji. Na Zarzeczu przy ulicy Młynowej pod nr 2. mieszkał w Wilnie w latach 1934- 1936, wraz z żoną Natalią poeta Konstanty Ildefons Gałczyński. Tutaj przyszła na świat córka poety Kira.
Tak wspominała o Zarzeczu żona poety: "Wilno zaciszne, kojące, dobre, jak żadne inne miasto". A tak zabawnie wspominał mieszkanie na Młynowej Gałczyński: "W Wilnie zajmuję tylko jeden skromny pokój z jednym łóżkiem. Łóżko jest wąskie jak wstążka, to też noc żoną podzieliliśmy na dwie połowy: od północy śpię ja, a po północy żona".
Dom na Zarzeczu przy ulicy Młynowej gdzie mieszkał K.I. Gałczyński
K.I.Gałczyński z żoną Natalią na Zarzeczu w Wilnie, 1935 rok. 
Na chodniku biegnącej wzdłuż Wilenki na Zarzeczu umieszczono strofy wiersza K.I. Gałczyńskiego "Rozmowa liryczna"
"Rozmowa liryczna"

- Powiedz mi jak mnie kochasz.
- Powiem.
- Więc?
- Kocham cię w słońcu. 
I przy blasku świec.
Kocham cię w kapeluszu i w berecie.
W wielkim wietrze na szosie, 
i na koncercie.
W bzach i w brzozach, 
i w malinach, 
i w klonach.
I gdy śpisz (...). 
W Wilnie Gałczyński jak przystało na poetę  - tworzył poezję, prowadził cotygodniowe felietony do Wileńskiej Rozgłośni Polskiego Radia, pisał satyryczne teksty do audycji "Kwadrans dla ponurych", brał udział w Wileńskich Środach Literackich, w Celi Konrada gdzie spotykali się twórcy sztuki, intelektualiści różnych wyznań, zapatrywań politycznych. Od 23 lutego 1927 roku do 1939 roku tych spotkań odbyło się 370. Obecnie Środy Literackie odbywają się w muzeum Adama Mickiewicza w Wilnie zostały wznowione w 2009 roku, w tych spotkaniach uczestniczył m.in. Czesław Miłosz.
Na Zarzeczu także mieszkał wilnianin z urodzenia - Bernard Ładysz (ur. 24 lipca 1922), aktor, śpiewak operowy o unikatowym głosie bas-baryton. Był także żołnierzem AK, uczestniczył w akcji "Burza" na Wileńszczyźnie. Za swą działalność w AK i za odmowę złożenia przysięgi na wierność Związku Radzieckiemu  został zesłany do obozu w Kałudze ( 3611. pułk zapasowy Armii Czerwonej).
Tak wspominał swą młodość: "Jestem szczęśliwy i dumny, że młodość przeżyłem w Wilnie, piękną młodość, jakiej życzyłbym wszystkim: śpiewy, zabawy, wódeczka, przyroda. Nie ma nic wspanialszego na świecie!  Ale w ostatecznym rozrachunku warto przeżyć nawet chwile trochę tragiczne... Potem jest o czym opowiadać w dorosłym życiu".
Pan Bernard jako chłopak śpiewał w chórze "Hasło" funkcjonującym przy kościele bernardyńskim. Praktycznie był samoukiem, nie czytał nut, ale miał niesamowity (!) talent. Co ciekawe, chciał zostać malarzem, a nie śpiewakiem. Do Polski wrócił w 1946 roku.
Za swą przynależność do AK nie dostał się na Akademię Sztuk Pięknych Warszawie, do Politechniki Warszawskiej także. Jak wspominał, nadal czeka na odpowiedź z tych uczelni :) Panu Ładyszowi nie udało się ukończyć Szkoły Muzycznej ze względu na swoją niepokorną duszę, ale jako jedynemu Polakowi udało się śpiewać wspólnie z Marią Callas. Pan Bernard w 1956 roku wygrał konkurs wokalny w Vercelli. Na pewno kariera wyjątkowego śpiewaka potoczyła by się inaczej, ale władze komunistyczne nie pozwoliły panu Ładyszowi na wyjazdy za granicę i kariera została uwięziona w Polsce. Pan Bernard występował w Zespole Reprezentacyjnym Wojska Polskiego, w Operze Warszawskiej, w Teatrze Wielkim.
Pan Ładysz także miał przygody z X muzą. Grał w "Lalce", "Ziemi Obiecanej", "Karate po polsku", "Dolinie Issy", "Pierścieniu i Róży", "Ogniem i mieczem", "Znachorze".
Did Lirnik (Bernard Ładysz) w w filmie "Ogniem i mieczem".

Trochę oddaliłam się od Zarzecza i Wilna, już wracam nad Wilenkę. :)
Pan Bernard tak wspominał Wilno: "W Wilnie jestem tak zakochany, że chciałbym tam złożyć swe stare kości. Żona zresztą też wilnianka (przyp.Leokadia Rynkiewicz-Ładysz)
Trudno mówić o tym mieście w dwóch zdaniach. Kocham je i poza nim nic dla mnie nie istnieje. To miasto jest jak dobry chleb".

Z Zarzeczem był również związany Antoni Wiwulski wybitny architekt i rzeźbiarz, który zaprojektował m.in. symbol Wilna - Trzy Krzyże, które górują nad miastem.
Antoni Wiwulski 1910 r.  - architekt rzeźbiarz, ale przede wszystkim wielki patriota i człowiek o niezłomnych zasadach..

Antoni Wiwulski studiowała  wyższej Szkole Technicznej w Wiedniu na wydziale architektury i Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Artystycznych w Paryżu. Podczas studiów paryskich rzeźbiarzem opiekował się Władysław Mickiewicz, syn Adama Mickiewicza. W stolicy Francji poznał Ignacego Jana Paderewskiego, który zlecił młodemu artyście zaprojektowanie Pomnika Grunwaldzkiego.
Antoni Wiwulski (Z muszką)obok Ignacego Jana Paderewskiego podczas uroczystości odsłonięcia Pomnika Grunwaldzkiego w Krakowie 15 lipca 1910 r.
Wiwulski zaprojektował oryginalną jak na ówczesne czasy modernistyczną kaplicę Objawienia Matki Bożej w Szydłowie na Litwie. Jest to jedno z pięciu miejsc w Europie, gdzie objawiła się Maryja i które zostało uznane przez kościół katolicki ( Fatima w Portugalii, Lourdes we Francji, Częstochowa i Sarow w Rosji).
Kaplica Objawienia w Szydłowie (Litwa), którą zaprojektował Antoni Wiwulski.
Antoni Wiwulski zaprojektował także pamiątkową tablicę poświęconą Tadeuszowi Kościuszce w kościele św.św Janów w Wilnie.
Brał także udział w konkursie na projekt pomnika Tadeusza Kościuszki w Waszyngtonie, ale swój akces zgłosił zbyt późno i projekt nie został uwzględniony.
Biskup wieleński Edward Ropp zlecił Wiwulskiemu zaprojektowanie kościoła pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa. "Miała to być Świątynia Pańska modlitewna, pełna wymownych rzeźb i ornamentów. Na szczycie kościoła rzeźba Chrystusa, miała błogosławić miasto i cały kraj". Świątynia nie została ukończona, na przeszkodzie stanęły wojny i śmierć artysty. Antoni Wiwulski został pochowany w niedokończonej świątyni. Na jego grobie widniał napis "Obrońca Wilna". W latach 60. ubiegłego wieku, kościół, władze radzieckie kazały rozebrać, a na jego miejscu powstał Pałac Budowlańców. Szczątki artysty zostały przeniesione na cmentarz na Rossie.
Projekt kościoła pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa autorstwa Antoniego Wiwulskiego. 
I właśnie z Zarzeczem związane są ostanie dni życia artysty.
Tutaj pełnił wartę podczas styczniowej nocy w czasie obrony Wilna w 1919 r.  przed najazdem sowietów. Schodząc z warty zobaczył, że jego zmiennik nie ma odpowiedniego ubrania i oddał mu swój płaszcz. Niestety, ten gest współczucia przypłacił zapaleniem płuc, zmarł 10 stycznia 1919 roku.
Tak o Antonim Wiwulskim pisał ksiądz Walerian Meysztowicz: "Poznałem go w roku 1918, rok przed śmiercią... był to głęboko wierzący człowiek. Wysoki, wychudzony, schorowany, ale zawsze starannie ubrany. Ciemne farbowany włosy. I te jasne, sypiące iskrami oczy. Z całej jego postaci biła dobroć, jasność i wesołość".
W setną rocznicę śmierci Antoniego Wiwulskiego na Zarzeczu przy ul Zarzecze 5 gdzie mieścił się Sztab Wileńskiej Samoobrony odsłonięto nietypowy pomnik - płaszcz Wiwulskiego. Oto filmik z tej uroczystości.

Na zarzeczu znajduje się również pomnik poświęcony szesnastoletniemu uczniowi szkoły rzemieślniczej, Mieczysławowi Dordzikowi (1915-24.04.1931r), który zginął w nurcie Wilejki podczas wielkiej powodzi która nawiedziła Wilno w 1931 roku. Chłopiec ratował żydowskiego przyjaciela Chackiela Chamaca. A utorem pomnika był Bolesław Bałzukiewicz profesor Wydziału Sztuk Pięknych Uniwersytetu Stefana Batorego (zaprojektował także rzeźbę Elektry na  szczycie budynku Elektrowni Miejskiej, pomnik Józefa Montwiła, tablicę pamiątkową i popiersie Juliusza Słowackiego, pomnik nagrobny Joachima Lelewela).
Elektra autorstwa Bolesława Bałzukiewicza 
Pomnik Joachima Lelewela na Rossie.
Pomnik Mieczysława Dordzika powstał z inicjatywy Towarzystwa Przyjaciół Młodzieży Chrześcijańskiej.
Na pomniku widnieje napis "Ów czyn dziecka Wilna z chrześcijańskiej miłości bliźniego zrodzony uczciła tym pomnikiem ludność wileńska", a u dołu fragment z I listu św. Pawła do Koryntian - "Nie szukam, co mnie pożyteczne jest, ale co wielom".
"Słowo" 23.04.1934 r.

Wilejka na Zarzeczu w tle widoczny Sobór Przeczystej Bogurodzicy. 
Wilejka i widoczny kościół pw. Wniebowstąpienia Pańskiego.
Współczesna odsłona domu z Zarzecza (dotyczy zdjęcia powyżej).
Na Zarzeczu, przy ulicy Połockiej 6 od 1 grudnia 1931 roku funkcjonował Zakład Badawczo - Leczniczy Dla chorych na Nowotwory, którym kierował Kazimierz Pelczar, prekursor onkologii, od 1930 roku kierował katedrą Patologii Ogólnej Wydziału Medycyny Uniwersytetu Stefana Batorego. Profesor został rozstrzelany przez Niemców 17.09.1943 roku w Ponarach.
Kazimierz Pelczar 
Dawny szpital onkologiczny na Zarzeczu przy ulicy Połockiej 6
Na Zarzeczu w Wilnie znajduje się jeden z najpiękniejszych cmentarzy Europy - Cmentarz Bernardyński.

Pierwotnie cmentarz znajdował się przed kościołem bernardyńskim nieopodal kościoła św. Anny, tu gdzie obecnie znajduje się ulica Świętej Anny. To własnie budowa nowej arterii miasta była przyczyną przeniesienia cmentarza na Zarzecze. Cmentarz na Zarzeczu został założony 25 lutego 1810 roku, jego powierzchnia wynosi 4,6 ha. Cmentarz został zamknięty w 1990 roku.
Brama Cmentarza Bernardyńskiego na Zarzeczu w Wilnie.
Nekropolia zarzeczańska położona jest w przepięknym miejscu, na skarpie górującej nad Wilenką, w cichym i ustronnym miejscu. W 1858 rzeka podmyła skarpę, którą w tym samym roku umocniono.
To miejsce powinien odwiedzić każdy Polak, bo tutaj spoczywają Nasi Przodkowie - profesorowie Uniwersytetu Wileńskiego/Stefana Batorego, literaci, poeci, malarze, aktorzy, śpiewacy, kompozytorzy, pedagodzy, projektanci, duchowni, lekarze...
Stanisław Jundziłł - zoolog i botanik, Konstanty Porcyanko - profesor chirurgii i okulistyki, Ludwik Sobolewski - bibliograf, Jan Znosko - filozof i ekonomista, Leon Borowski - profesor wymowy i poezji, Kanuty Rusiecki - malarz, Aleksander i Wincenty Slendzińscy - malrze, pierwsi fotografowie Wilna Józef Czechowicz i Stanisław Fleury, siostra Józefa Piłsudskiego - Zofia Kadencowa "Zula", Tekla Iwicka - filantropka i działaczka społeczna,   Józef Ziemacki - profesor chirurgii...
Aleksander Slendziński, autoportet 
Siostra Józefa Piłsudskiego - Zofia Kadencowa "Zula".
Stanisław Filllbert Fleury - fotograf Wilna, archiwum zdjęć Wilna, córka Wacława przekazała do Muzeum Narodowego w Gdańsku. 


Na Cmentarzu Bernardyńskim spoczywa także Helena Dzierżyńska z Januszewskich matka jednego z największych oprawców świata - Feliksa Dzierżyńskiego zwanego Czerwonym Katem, twórcy sowieckiego aparatu terroru i pierwszych organów bezpieczeństwa sowieckiej Rosji.
Niewielki pomnik matki Dzierżyńskiego uratował nekropolię od całkowitego zniszczenia. Władze Rosji chciały zlikwidować cmentarz, ale grób matki Krwawego Feliksa i strach przed gniewem Dzierżyńskiego w przypadku zniszczenia pomnika odwiódł wandali od unicestwienia wyjątkowego cmentarza.
Rodzina Dzierżyńskich mieszkała na Zarzeczu w Wilnie
Helena Dzierżyńska z Januszewskich (1849 - 15.01.1896)
Pomnik nagrobny matki Feliksa Dzierżyńskiego
Z inicjatywy Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa i Fundacji Wspierania Współpracy Polsko-Litewskiej z funduszy polskiego rządu udało się odrestaurować 150 nagrobków. Cmentarzem opiekują się także uczniowie średniej szkoły im.Władysława Syrokomli tzw. "Syrokomlówki".

A teraz zmieniam tematykę wędrówki po Zarzeczu i zapraszam do Republiki Zarzecza, którą proklamowano 1.04.1997 roku. Ów pomysł miał ożywić wyjątkową dzielnicę Wilna. Republika Zarzecza nawiązuje do paryskiego Monmart i kopenhaskiego Kristiani.

Republika posiada hymn, konstytucję, prezydenta, premiera, ambasadora, posiadała nawet 11. osobową armię.  Konstytucja Republiki Zarzecza została napisana przez Romasa Lileikisa (prezydent Republiki , poeta i reżyser) i Thomasa Chepaitisa. Zawiera dość oryginalne zapisy praw obywateli nietypowej Republiki. Konstytucja zawiera 38 artykułów i jest przetłumaczona na 23 języki m.in na łacinę, tybetański, żmudzki. Konstytucję Republiki Zarzecza pobłogosławił papież Franciszek podczas wizyty we wrześniu 2018 roku.
Do konstytucji dopisany jest jest jeszcze jeden artykuł - "Każda sztuczna inteligencja ma prawo wierzyć w dobrą wolę ludzkości" i jest pierwszą konstytucją, która wspomina o sztucznej inteligencji.
Konstytucja Republiki Zarzecza w jęz.polskim.
Symbolem Republiki Zarzecza jest Anioł Zarzeczański, który łączy Ziemię z Niebem. Wysokość kolumny wynosi 8 m zaś Anioł jest 3,5 rzeźbą. Anioł na Zarzeczu pojawił się w 2002 roku, autorem rzeźby jest Romas Viciauskas. Anioł jest także dedykowany Zenonasasowi Steinysowi - malarzowi, karykaturzyście "Duszy Zarzecza". Pierwotnie na tym miejscu stało olbrzymie wielkanocne jajko, symbolizujące odnowę dzielnicy.
Wielkanocną Pisankę z Zarzecza została ustawiona na placu przy ulicy Zawackiej.

Godłem Republiki jest otwarta dłoń z prześwitem, która jest symbolem otwartości, że nie ma nic do ukrycia i nie bierze łapówek. Kolor godła jest uzależniony od pór roku - zimą niebieski, wiosną zielony, latem żółty, zaś jesienią czerwony.

W 2001 roku Republikę Zarzecza w Wilnie odwiedził XIV Dalajlama z tej okazji na Zarzeczu powstał skwer Tybetański, który był przyczyną interwencji ambasady Chin.
https://kauno.diena.lt/naujienos/vilnius/miesto-pulsas/jo-sventenybe-dalai-lama-xiv-lankesi-vilniaus-rotuseje-413513
W 1998 roku Republika Zarzecza nawiązała współpracę z paryskim Montmartre.

Zarzecze jest pełne projektów artystycznych, kawiarenek, galerii, pracowni artystycznych i emanuje wyjątkowym klimatem i urokiem.

Wilenka i most Zarzeczny
Most Zarzeczny ozdobiony kłódkami zakochanych.
Rusałka z Zarzecza - potrafi rzucać uroki i sprawić, że ciągle będzie się wracało na Zarzecze. 

Centrum informacji turystycznej na Zarzeczu.
Reklama gabinetu dentystycznego jak najbardziej współczesnego  na Zarzeczu.
Na Zarzeczu znajdują się klimatyczne kawiarenki i restauracje. 
Szalone pomysły artystów z Zarzecza.

Na zakończenie spaceru po Zarzeczu zapraszam na Wzgórze Altany. Według źródeł historycznych w 1932 roku pani Melania Dluska na wzgórzu ustawiła ośmioboczną altankę, bo tutaj jej mąż eksperymentował z uprawą roślin egzotycznych. Zarząd Miasta Wilna nakazał rozbiórkę altany, bo ekscentryczna dama postawiła ją bez pozwolenia. Nie rozebrała samowoli budowlanej, ale za nią uczyniła to niemiecka bomba podczas II wojny światowej.
W 1989 roku na Wzgórzu Altany przeprowadzono badania archeologiczne. Ustalono, że w połowie XVI wieku znajdował się tutaj cmentarz, a zmarli byli chowani  w tym miejscu do XVIII wieku.
Ze Wzgórza Altany rozpościera się przepiękna panorama Wilna, jest to ulubione miejsce młodzieży, ponieważ Wzgórze znajduje się tuż za szkolnym placem. Co ciekawe do Wzgórza Altany nie prowadzą żadne znaki informacyjne i aby się tam dostać trzeba wejść na teren szkoły lub wspiąć się na górę od strony Ogrodu Bernardyńskiego.
Wzgórze Altany na Zarzeczu i panorama Wilna. U podstawy Wzgórza Altany znajduje się Ogród Bernardyński. 

Sądzę, że zachęciłam do odwidzenia Zarzecza w Wilnie, bo ta dzielnica jest przesiąknięta historią i ciekawą, oryginalną współczesnością.



14 komentarzy:

  1. Wilno ma swój niesamowity klimat. Byłam tam z pięć razy i chętnie pojechałabym ponownie. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podziwiam ilość pracy jaki włożyłaś w przygotowanie tego posta. Ileż informacji i ciekawostek musiałaś wyszukać i zebrać, żeby nam to przedstawić. W Wilnie oczywiście byłem ale tylko w miejscach ogólnie znanych. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Szukanie ciekawostek podróżniczych jest to niezwykle miła zabawa. A Zarzecze w Wilnie bardzo lubię, to taki nieoszlifowany diament, gdzie widać piękno a także spękania i rysy. Zarzecze znajduje się praktycznie nieopodal kościoła pw. św. Anny i bernardyńskiego i zaczyna się obok pomnika Adama Mickiewicza, więc nie jest tam "daleko" od np. Zaułka Bernardyńskiego i Muzeum Adama Mickiewicza. Warto tam pobyć choćby przez chwilę i zanurzyć się w historię dzielnicy.
    Teraz większość opowieści o Zarzeczu oscyluje wokół Republiki Zarzecza, a historia i postaci związane z dzielnicą jakość tak pokrywa kurz zapomnienia.
    Dobrze, że powoli jest odnawiany Cmentarz Bernardyński, bo to prawdziwa perełka wśród nekropolii Europy. A jeszcze przecież w latach 80. ubiegłego wieku cmentarz był sukcesywnie niszczony przez wandali, szczątki ludzkie wyrzucane z krypt, dewastowano nagrobne rzeźby... Kiedyś trzeba powiedzieć stop szaleństwu niszczenia pamięci i historii.

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba nigdzie nie przeczytałem tylu wiadomości o Zarzeczu. Nie przypuszczałem że tyle osób jest związanych z tą dzielnicą. Dzięki za tak interesujący i merytoryczny spacer po wileńskiej dzielnicy.
    Pozdrawiam.
    Piotr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa i chyba pozostało mi zaprosić pana na Zarzecze na spacer z historią tą sprzed wielu lat, i tą współczesną.
      Pozdrawiam z Suwalszczyzny.

      Usuń
    2. W Wilnie byłem tylko raz i na Zarzecze oczywiście nie zawitałem. Z jednej strony szkoda, bo dopisałbym kolejną pozycję do odwiedzonych "państw" (Montmartre już zaliczone ;), ale z drugiej to nawet dobrze, bo będzie pretekst by wrócić. A tak w ogóle to ciekawy wpis. Pozdrawiam!

      Usuń
    3. Wilno jest specyficznym miastem, nie od razu pokazuje całe swe piękno. Potrafi dawkować atrakcje, tajemnice i ciekawostki. I dlatego należy i powinno się do Wilna ciągle wracać, czego życzę panu i sobie także.
      A ja z miłą chęcią powróciłabym do Paryża i oczywiście na Montmartre także, które odwiedziłam baaardzo dawno temu. Jestem ciekawa jak po latach odebrałabym Paryż, bo szczerze powiem stolica Francji jakoś tak nie przypadła mi do gustu, dlaczego?... nie wiem. :)))
      Posyłam moc serdeczności z Suwalszczyzny.

      Usuń
  5. Na cmentarzu Bernardyńskim została pochowana m.in. Teofila Radziwiłłowa - "Księżna Dominikowa". Pochowano ją w podziemiach klasycystycznej kaplicy cmentarnej, jak widzę na jednym ze zdjęć obecnie odnowionej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tę informację. :) Pisząc o Cmentarzu Bernardyńskim tylko napomknęłam o osobach tak spoczywających, może warto stworzyć oddzielny post o historii i dziejach tego wyjątkowego cmentarza, który w mojej ocenie jest bardziej ładniejszy i bardziej klimatyczny niż ten na Rossie.

      Usuń
  6. W pełni się zgodzę, że Zarzece jest wyjątkowe. Byłam 2 razy i 2 razy czarowało swymi zakątkami. Jak również nigdy nie byłam źle czy niegościnnie potraktowana. Nie wiedziałam tylko, że to najdroższa dzielnica jest ... no i nie byłam na wzgórzu Altany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Wzgórze Altany dotarłam przypadkiem, nawet niektórzy wilnianie nie wiedzą o tym miejscu. Jest to uroczy zakątek Wilna, w tym miejscu spotyka się młodzież czasami popijając napoje serwowane przez Bachusa. A Zarzecze przypomina naszą warszawską Pragę, gdzie ceny nieruchomości szybują w górę niczym F-16.

      Usuń
  7. Tyle miejsc, tyle zacnych ludzi, tyle ciekawostek... Ogrom pracy, dziękuję. W Wilnie byłam tylko raz. Czułam dyskomfort już od pierwszych kroków. Najpierw ze strony przewodniczki, która była Litwinką. Traktowała nas jak piąte koło u wozu. Wypowiadała się wyraźnie pomijając polskie elementy w historii Wilna. Ale co tam, była w pracy, odwaliła robotę i już. Jednak potem na mieście, gdy spacerowałam z inną panią, jakas kobieta Litwinka spojrzała na nas pogardliwie i rzekła: najpierw ruskie, teraz pchają się te chamy polaki. Nigdy więcej nawet nie pomyślałam, żeby tam pojechać niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, musiałaś mieć ogromnego pecha, że trafiłaś na nieżyczliwość ze strony Litwinów. Mnie, jak wspomniałam w poście NIGDY nie przytrafiła się nawet najmniejsza niegrzeczność ze strony Litwinów, a wręcz odwrotnie. Zawsze mogłam liczyć na ich pomoc, podpowiedź i nawet w enklawie litewskości w Kownie zawsze spotykałam się z miłymi gestami.
      Co do przewodników, nie tylko na Litwie, mam mieszane odczucia i unikam ich jak ognia. Staram się zwiedzać indywidualnie, za granicą wypożyczam auto... Oczywiście czasami i mi się zdarza przebywać na zorganizowanych wycieczkach, ale mam powyżej uszu odwiedzin u zaprzyjaźnionych restauratorów, w sklepikach z garnkami, patelniami, dzbanuszkami, obrazkami itd. Na to traci się mnóstwo czasu więcej niż na zwiedzanie. Najgorzej wspominam zorganizowaną wycieczkę do Pragi, to był horror logistyczny.
      A do Wilna zapraszam ponownie, może nie będzie tak źle. :))
      Litwini są zakochani w swoim kraju i starają się za wszelką cenę podkreślać swoją indywidualność i niezależność. Warto na pewno uczyć się od nich patriotyzmu i miłości do własnej ojczyzny.
      Ale my Polacy także nie chcemy by w np. Gdańsku, Wrocławiu Niemcy się panoszyli, by przywracano niemieckie nazwy, by podkreślać niemieckość tych miast.
      Serdecznie pozdrawiam z Suwalszczyzny i dziękuję za miłe słowa dotyczące mojej opowieści o Zarzeczu. :)

      Usuń