niedziela, 3 września 2017

"Uważaj, to nie chmury, to pałac"... - opowieść o dwóch kontrowersyjnych budynkach Rygi i Warszawy.

Chyba każdemu z nas przydarzyło się otrzymać niezbyt trafiony prezent. A to szalik przypominający łowicki dywanik, a to sweterek z wydzierganym reniferem, a to kolejną parę skarpet w krzykliwe wzory... Czasami takie prezenty lądują na dnie szafy lub zmieniają adres i właściciela.
A co zrobić z prezentem, którego nie można upchnąć do szuflady, garażu czy zastosować manewru w postaci "przechodniego proporca"?
A jeśli jest to ooogrooomny budynek- prezent?
Można go zburzyć, przebudować, polubić, zaakceptować - opcji jest wiele, aż po nienawiść, złość i frustrację.
Takimi budynkami z pewnością są Pałac Kultury i Nauki w Warszawie i Pałac-Wieżowiec Akademii Nauk w Rydze, są to podarunki od "dobrego wujka" Stalina i narodu radzieckiego. Takich podarków bratnie kraje otrzymały więcej. "Cudne" prezenty możemy zobaczyć  także w Pradze, Bukareszcie, Kijowie.
Wieżowce z Rygi i Warszawy są swoistymi pamiątkami po epoce stalinowskiej.
Pałac Kultury i Nauki w Warszawie
Pałac Akademii Nauk w Rydze, Łotwa
Może zacznę od prezentu znajdującego się w Rydze.
Wieżowiec został podarowany Łotyszom w ramach wielkiej bratniej miłości. Budynek miał symbolizować wielkość przyjaźni, pokazywać zarazem kto tu rządzi i rozdaje karty.
Pierwszy łotewski wieżowiec ma 23 pięter, jego wysokość wynosi 107,6 metrów i 766 pomieszczeń. Na 17 piętrze, z wysokości 65 metrów można podziwiać panoramę Rygi.
W założeniach pomysłodawców, wieżowiec miał być siedzibą łotewskich kołchoźników, oprócz tego w budynku miło się mieścić centrum edukacji, dwie sale konferencyjne, sala wystawiennicza, biblioteka oraz hotel na 320 miejsc umiejscowiony w wieży budynku. Po śmierci Stalina, Nikita Chruszczow odpowiednim dekretem przekazał budynek Łotewskiej SSR Akademii Nauk.



Architekci prezentują model ryskiego wieżowca. Drugi od lewej -główny architekt profesor Oswalda Tīlmanis, pierwszy z lewej - architekt Włodzimierz Szynitnikov, drugi od prawej - architekt Karl Płuksne.
Projekt wieżowca - Dom Kołchoźnika w Rydze, autorstwa Oswalda Tilmanisa Na wieżycy widnieje pięcioramienna gwiazda w otoczeniu wieńca z kłosów pszenicy.
Kamień węgielny pod budowę wieżowca w Rydze położono 17 grudnia 1951. Budowa trwała 10 lat.. Oficjalnego otwarcia dokonano 31 grudnia 1959 roku, dwa lata przed końcowymi pracami budowlanymi.

Projekt i plac budowy "Domu Kołchoźnika" w Rydze. Tygodnik "Star", archiwum Łotewskiej Biblioteki Narodowej




Łotewski wieżowiec stanął na miejscu gdzie do 1812 roku istniał cmentarz kościoła luterańskiego i w miejscu drewnianego "Gościnnego Dworu".
W wieżowcu znajdowała się Wielka Sala, która nie była dostępna dla ogółu mieszkańców Łotwy. Obecnie ta sala została przemieniona w salą widowiskową, która obecnie nazywa się "Ryga".





W wieżowcu, jak wspomniałam, znajduje się także platforma widokowa. Winda dojeżdża do 15 piętra, dwa piętra należy przejść pieszo aby dostać się do tarasu widokowego, z którego roztacza się widok na Rygę. Z tarasu można oglądać stolicę Łotwy z nietypowego  miejsca, ponieważ wieżowiec umiejscowiony jest na uboczu zabytkowej secesyjnej Starówki.
Szczerze powiem, widok aż tak bardzo nie jest zachwycający, ale warto spojrzeć na Rygę także i z tej perspektywy.




Wieża telewizyjna

"Trójkątny" budynek do Biblioteka Narodowa, Ryga






Wieża kościoła św. Piotra 

A teraz zapraszam do Warszawy do Pałacu Kultury i Nauki, nazywanym pieszczotliwie "PeKiNem".
Aby ciskać gromy lub patrzeć z zachwytem na jak na razie najwyższy budynek w Warszawie, na pewno warto przybliżyć historię powstania kontrowersyjnego pałacu-wieżowca. 
Gro informacji i ciekawostek wyczytałam w opracowaniu Collegium Civitas Press "Spojrzenia. Pałac Kultury i Nauki w socjologicznym kalejdoskopie", jak też w wielu innych publikacjach.


"To nie chmury, to Pałac Kultury". Pałac ma wysokość 230,68 metrów, a od poziomu ul. Marszałkowskiej jego wysokość wynosi 234,5 metra. Wieżowiec posiada 46 kondygnacji w tym dwie, które tworzą piwnice. Pałac zajmuje 19 miejsce w Europie pod względem wysokości. 
 Za chwileczkę, za momencik Pałac Kultury nie będzie najwyższym budynkiem w Warszawie, ma powstać  najwyższy budynek w UE - Varso Tower, którego całkowita wysokość ma wynieść 310 m, a wysokość bryły 230 m. Z tego wieżowca będzie można spojrzeć na PKiN z góry. 
W tym miejscu trzeba cofnąć się do czasów powojennych, do czasów, gdy Polską "opiekował" się bratni naród radziecki z przywódcą Stalinem.
Trzeba także "odwiedzić" Moskwę, gdzie powstały słynne wieżowce określane mianem  "Siedmiu Sióstr". Są to wieżowce wzorowane na nowojorskich drapaczach chmur, zbudowane w stylu rosyjskiego baroku, angielskiego neogotyku i art deco. Do roku 1957 powstało ich siedem, miał także powstać ósmy budynek zaprojektowany w 1947 roku przez Dmitrija Czeczulina. Projekt ósmego siostrzanego budynku został zaadoptowany na potrzeby umiejscowienia podarunku od "bratniego narodu"  w Warszawie.
W Moskwie została jednak stanęła "Ósma Siostra", jest to zbudowany w 2005 roku Triumph Palace.
Jedna z Siedmiu Sióstr - dom mieszkalny na Wybrzeżu Kotielniczeskim
A to ósmy siostrzany budynek w Moskwie zbudowany w XXI wieku.
Triumph Palace w Moskwie - ósma Moskiewska Siostra
Ówczesne władze karnie słuchały tego co urbaniści zza wschodniej granicy narzucili Warszawie, tego jak ma wyglądać, co należy odbudować, zbudować lub zburzyć i wyburzyć.
Niewola Polski zmieniła tylko szyld...
Podarunek od Stalina, który miał stanąć w Warszawie próbowano zaadoptować do stylu architektury Krakowa, Kazimierza nad Wisłą, Puław, Torunia, Chełma, Kielc, Nieborowa, Płocka. Wieżowiec miał nawiązywać do polskiego ducha narodowego. W którym miejscu wieżowiec nawiązuje do polskich skarbów architektury, tego trudno jest się doszukać.
Radzieccy architekci - Lew Rudniew, Aleksander Hriakow, Igor Rażyn i Aleksander Wielikanow ustalili jak ma wyglądać prezent od władz Moskwy.
PKiN jest najwyższym budynkiem w Warszawie, jego wysokość wynosi 160 m plus 70 metrowa iglica, a boczne wieże mają wysokość 60 metrów. Wysokość budynku zmierzono w dość oryginalny sposób - samolot z balonem wskazał pułap, do którego ma sięgać "dach" pałacu. Polskich architektów poniosła ułańska fantazja, bo pierwotnie budynek miał mieć wysokość o wiele  niższą ok. 100 m.
Premier Józef Cyrankiewicz i ambasador ZSRR Arkadij Sobolew, 2 kwietnia 1952 roku podpisali umowę między oboma rządami.
Bolesław Bierut w taki oto sposób dziękował narodowi radzieckiemu, list dziękczynny otrzymał towarzysz Stalin.
"W imieniu Rządu Polskiego i całego Narodu Polskiego proszę przyjąć wyrazy naszej gorącej wdzięczności za przyjacielski i szlachetny dar Rządu Radzieckiego - budowę monumentalnego Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Wspaniały gmach wysokościowy, który ludzie radzieccy - robotnicy, technicy, inżynierowie, architekci - wzniosą w samym sercu zburzonej przez wandalów faszystowskich Warszawy będzie po wsze czasy pomnikiem braterskiej troski o inne narody, po raz pierwszy w historii ludzkości realizowanej przez narody radzieckie, będzie symbolem niewzruszonej i scementowanej po wieki przyjaźni między narodem polskim i narodami Związku Radzieckiego, będzie pomnikiem wielkiej epoki stalinowskiej i jej nieprzebranych sił i jej niezwyciężonych idei.
Budowa PKiN w Warszawie - wymowne świadectwo twórczej pracy i pokojowych dążeń Związku Radzieckiego - jeszcze bardziej zmoże zapał całego narodu polskiego do dalszej ofiarnej pracy w imię pokojowego budownictwa i obrony pokoju przed zbrodniczymi planami podżegaczy wojennych. 
Niech żyje Wielki Związek Radziecki".
Trudno jest po takim peanie ocieplić wizerunek "pomnika wiekuistej wdzięczności".
Pałac miał posiadać elementy nawiązujące do stylu architektonicznego miast Polski, ale 21 kwietnia 1952 podpisano umowę, która nie uwzględniała poprawek polskich architektów.
Klamka zapadła!
Oficjalna datą rozpoczęcia wznoszenia wieżowca jest dzień 21 lipca 1952 roku, wtedy to wmurowano kamień węgielny.
Wykopy (9 m) pod budowę PKiN w Warszawie, 1952 r. 



Towarzysz Stalin zmarł 5 marca 1953 roku, nie doczekał się zakończenia budowy PKiN. Na zdjęciu widać, olbrzymi portret Stalina i pracowników, którzy są "pogrążeni" w żalu.
Wiec na placu przed PKiN w dniu śmierci Stalina

Przy budowie PKiN pracowało 3500 pracowników. Podczas prac budowlanych zginęło ok 16 osób. Siedemnasta osoba, która zginęła na budowie była młodym chłopkiem. Chłopak zginął podczas nocnych prac na budowie, a jego ciała nigdy nie odnaleziono. Mężczyzna  ponoć "straszy" w Sali Kongresowej...
4 lipca 1955 został oficjalnie zakończona budowa pałacu, choć tak naprawdę prace budowlane trwały do 1970 przy tak zwanej "ścianie wschodniej". Prace obejmowały także przebudowę Śródmieścia.
21 lipca 1955 o godzinie 16.00 przekazano PKiN władzom polskim. Następnego dnia w uroczystościach na Placu im. Stalina odbyła się propagandowa uroczystość - parada wojskowa, występy młodzieży, sportowców.

Szkielet pałacu jest wykonany ze stali, do budowy zużyto 40 milionów cegieł. Zewnętrzne ściany są obłożone ceramicznymi cegłami, które wykonano w fabryce na Uralu.  
zdj. Zbyszko Siemaszko



Pałac Kultury i Nauki to także sale zaprojektowane z wielkim rozmachem, w których odbywają się konferencje, sympozja, narady.

Sala im.Gagarina
Sala M.Kopernika
Sala A.Puszkina
Sala W. Tiereszkowej

W Pałacu mieszczą się także teatry, muzea, restauracje.
Muzeum Domków dla Lalek na pewno jest ciekawym miejscem w pałacu, tutaj można zapomnieć o złym duchu, który ciągnie się za historią PKiN. O tym miejscu napiszę także w oddzielnym poście o muzeach lalek, które udało mi się zobaczyć tu i ówdzie.






Muzeum Techniki w PKiN mieści się w gmachu od samego początku. Tutaj gościem był Jurij Gagarin, który odwiedził to miejsce w 1961 roku.



Logo Muzeum Ewolucji Instytutu Paleobiologii PAN







Logo Teatru Studio im. Stanisława Ignacego Witkiewicza


Teatr Dramatyczny znajduje się od początku funkcjonowania PKiN. Początkowo był to Teatr Domu Wojska Polskiego, a od 1957 funkcjonuje pod obecną nazwą.




Mają tutaj także siedziby wyższe uczelnie - Collegium Civitas, Wszechnica Polska Szkoła Wyższa, Akademia Fotografii, Wyższa Szkoła Pedagogiki i Administracji im. Mieszka I, Wyższa Szkoła Promocji, Mediów i Show Businessu.Na 30 piętrze znajduje się taras widokowy, galerie wystawowe i Sala Gotycka. Z tego miejsca roztacza się przepiękna panorama na współczesną Warszawę.














Prace wykonane przez dzieci. Modele PKiN można oglądać w bocznej galerii tarasu widokowego. 
A na 40 piętrze znajduje się zegar milenijny. Oficjalnie rozpoczął tykanie w noc sylwestrową w 2000 roku. Zegar został wykonany przez francuska firmę Bodet. Ogromny, drugi co wielkości zegar w Europie został wykonany z aluminium. Każda z czterech tarcz ma średnicę 6, 3 metra, wskazówka minutowa 3,54 m, godzinowa 2,7 m a całość waży 450 kg. Na każdej tarczy znajduje się wizerunek syrenki warszawskiej. Co ciekawe, zegar nie ma mechanizmu napędzającego wskazówki, jest sterowany poprzez satelitę.

Zegar milenijny na PKiN  zainstalowany na 40 piętrze w 2000 roku
Iglicę wieńczącą pałac miała ozdabiać rzeźba przedstawiająca Józefa Stalina, ale z tego pomysłu zrezygnowano. Iglica została obłożona lustrzanymi płytkami, aby  pałac był widoczny z daleka. Stożkowata iglica ma 42 metry wysokości, 1,5 metra średnicy i kończy się zamykanym włazem. Tam praktycznie nikt nie ma dostępu, no chyba, że szaleńcy. :))

PKiN posiada także Salę Kongresową, która w czasach PRL-u była nietypowym oknem na świat.
Tutaj oprócz zjazdów partyjnych, przeróżnych kongresów  występowały gwiazdy sceny i estrady.
A byli to - Marlena Dietrich, The Rolling Stones,  Mirelle Mathieu, Paul anka, Marino Marini, King Grimson, Elthon John, An Kiepura, Abba. Iron Maiden, Ella Fizgerald, Procol Harum, Joe Cocker, Charles Aznavour, Leonard Cohen...





Obecnie Sala Kongresowa jest w remoncie, ma być  udostępniona w 2018 roku. W Sali wymieniane są fotele, elementy łatwopalne, mają być zainstalowane nowe multimedia.  To właśnie ze względu na przepisy przeciwpożarowe słynna Sala doczekała się gruntownego remontu. Sala Kongresowa posiada także towarzystwo w postaci dwóch sal konferencyjnych - Mickiewicza i Puszkina i 12 saloników.
Główna sala ma 56 m długości i 50 m  szerokości a wysokość to 19 metrów. Salę otacza 30 kolumn. Po remoncie ma być zmniejszona ilość foteli z 2870 na 2694.

Ciekawym tematem są zwierzęta zamieszkujące PKiN, a są to ciekawi mieszkańcy począwszy od kotów, które przebywają w piwnicach budynku i praktycznie są mimowolnymi więźniami aż po sokoły wędrowne, które kochają wolność i swobodę.
Może to zabrzmi dość dziwnie, ale wg. autora światowych bestsellerów "Sekretne życie drzew" i "Duchowe życie zwierząt" Petera Wohllebena, 65% wszystkich ptaków, które zamieszkują teren Polski... można spotkać w Warszawie. A dlaczego ptaki wybierają metropolie, po wyjaśnienia zapraszam do lektury książek.
Koty w pałacu są chyba od zawsze. Są to potomkowie kotów, które mieszkały w przedwojennej Warszawie, w kamienicach przy ulicach Złotej, Chmielnej, Sennej, Pańskiej, budynki które ocalały z wojennej pożogi zostały zburzone na potrzeby budowy PKiN. Pod młot i taran zostały przeznaczone nawet secesyjne kamienice, których nie zniszczyły bomby niemieckie...
Wracam do kotów. Żyją one w podziemiach pałacu na tzw. poziomie - 2. Na początku było ich dużo, bardzo, dużo. Podczas budowy pałacu, zwierzakami opiekowali się pracownicy. Później koty znalazły schronienie i dom w piwnicach budynku, których powierzchnia sięga kilku tysięcy m 2.
Koty pałacowe posiadają w swoich genach także futrzastą arystokrację, bo w latach '80 ubiegłego wieku u podnóża pałacu, na Placu Defilad znajdował się bazar. Kwitł tam wszelaki handel, znajdowały się  także w ofercie rasowe kocięta przywożone ze Związku Radzieckiego. Część z nich, która nie znalazła nabywców, otrzymywała "wolność".
Bazar znajdujący się na Placu Defilad , zdj. static.panoramio.com.
Porzucone, bezpańskie koty znalazły schronienie w kocim mieście, które dla nich stanowiły piwnice pałacu.  Podziemne kocie miasto liczyło ponad 60 mieszkańców.

Kocie korytarze w PKiN w Warszawie
Dzięki kotom, gryzonie nie niszczą przewodów elektrycznych, światłowodów.
Tajemnicze korytarze 2 poziomu PKiN
Prowiant zdobywały we własnym zakresie - a były to przede wszystkim gryzonie, które także obrały za dom pałac. Wszystko byłoby ok, gdyby nie specyficzna kocia woń, która rozchodziła się na wyższe piętra. Koty miały być zdecydowanie przegonione z pałacu. Z pomocą zwierzakom przyszła pani Elżbieta Michalska, która za własne pieniądze kupowała karmę  i zainstalowała kotom toalety-kuwety. Całe szczęście, że podczas jednej z kontroli urzędniczej skarbówki, pani inspektor podpowiedziała, że koty mogą być "etatowymi" pracownikami i za wykonywaną pracę sanitarną otrzymywać wypłatę. Od tej pory koty są pełnoprawnymi pracownikami pałacu. Ich liczba została zredukowana do nastu, zwierzaki mają opiekę weterynaryjną, są także wykastrowane i wysterylizowane, maja także zapewnione pożywienie i żwirek do kuwet. Administracja także udostępniła kotom jedno z piwnicznych pomieszczeń, gdzie znajduje się tzw. "Koci Raj", gdzie są ustawione domki, zabawki i koty mają dostęp do sztucznego słońca.
W zastępstwie kocich piękności z PKiN moją opowieść ozdabia kocur "Bohater", notabene także warszawiak. :)))
A teraz przenoszę się na 45 piętro pałacu, gdzie do ubiegłego roku znajdowało się miejsce lęgowe sokoła wędrownego.
W  związku z remontem tarasu, gdzie znajdowało się także gniazdo pałacowych sokołów, dom patków został przeniesiony na 37 piętro, ale sokołom nie spodobała się przymusowa przeprowadzka i ptaki założyły gniazdo na budynku Warsaw Trade Tower. Franek i Giga, bo tak nazywa się para eksmitowanych sokołów, doczekała się trójki pociech.  W 2016 roku ta sama para także miała pod swoją opieką trójkę dzieci - Bazylego, Oriona i Wawę.
Na poziomie technicznym Warsaw Trade Tower para sokołów wędrownych założyła gniazdo i doczekała się trójki potomstwa.

Gniazdo sokołów na PKiN było otoczone siatką faradaja, aby chronić ptaki przed nadmiernym promieniowaniem.
Wędrowne sokoły zostały sprowadzone do pałacu w 1998 roku. Pan sokół nosił imię Wars a jego wybranka serca - Sawa. Wspólnie dochowali się 22 własnych pociech i 6 adoptowanych ( z hodowli). Wars dożył 20 lat a jego partnerka 19.
Pałac Kultury i Nauki zamieszkują także wróble, jerzyki, gołębie i pszczoły ( na dachu Teatru Studio znajduje się pasieka).
Wiele ciekawostek na temat pałacowych zwierząt, i nie tylko zwierząt  można przeczytać w książce Beaty Chomątowskiej "Pałac. Biografia intymna".

O Pałacu Kultury i Nauki można pisać wiele, bo ponad 60 lat istnienia podarunku od wodza Stalina, trudno jest zamknąć w paru słowach. Obecnie administracja pałacu stara się odczarować "pogańską świątynię pod wezwaniem Józefa Stalina" jak powiedział o niej Jerzy Pilch i zamienić ją w bardziej przyjazną Polakom nowoczesną siedzibę wszelakich kulturalnych rozrywek.
Pałac, 2 lutego 2007 roku został wpisany do rejestru zabytków, co oznacza, że jest pod ochroną prawną.
Już nie funkcjonuje w pałacu Instytut Nauk Społecznych czy też Wieczorny Uniwersytet Marksizmu i Leninizmu, a 17 listopada 1956 roku zniknął z nazwy PKiN patron Józef Stalin, mimo to, budynek dalej jest przysłowiowym ziarenkiem piasku w oku. I to sporych rozmiarów ziarenkiem. 

Pałac Kultury i Nauki na pewno wzbudza wiele emocji. Trudno być obojętnym na taki dar od Związku Radzieckiego, który miał byś symbolem pseudo przyjaźni i miłości poddanych Stalina.
No cóż, prezent jakoś tak się zakotwiczył w Warszawie i niejednokrotnie uwiera jak szalik zawiązany na szyi zbyt za ciasno. Da się oddychać, ale niecenzuralne słowa cisną się na usta.
Trudno jest wymazać z historii Polski lata poddaństwa i opieki ZSRR.
Ale jak w memie, który zamieściłam na zakończenie mojej subiektywnej wędrówki  po "Koszmarnym śnie pijanego cukiernika" jak powiedział o PKiN Władysław Broniewski - ten klimat i czas wart jest wspomnienia i przypomnienia. 





7 komentarzy:

  1. Bardzo fajny i ciekawy post. Czytałam go z dużym zainteresowaniem. Koty... mam wrażenie, że spotkać je można wszędzie :) na każdej z moich wypraw znajdzie się tzw. "koci raj" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak!, koty są chyba wszędobylskie. Choć jestem bardziej psiarą niż kociarą, lubię koty fotografować. Chyba najbardziej, jak do tej pory miejscem gdzie widziałam "koci Raj", jest Turcja. Tam koty wiodą iście rajskie życie. A gdy oglądnęłam film "Kedi - sekretne życie kotów" o kotach stambulskich, wiem teraz na pewno, że Turcja jest kocim Edenem. Przepiękne koty spotkałam także na Cyprze. Chyba kiedyś poświęcę oddzielny post właśnie - kotom.
      PS
      Przepraszam Ciebie Madziu za zwłokę w odpowiedzi, ale właśnie wróciłam z wyjazdu na Węgry, a mój "super nowoczesny" telefon w żaden sposób nie rozumiał, że chcę się zalogować do mojego bloga.

      Usuń
  2. Ja odniosłam wrażenie, że Łotysze mniej podpadli Stalinowi i ich prezent był niższy i mniej dominował. A dodając całkiem zgrabną wieże telewizyjną na koniec epoki komunizmu - wyszli architektonicznie nie najgorzej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)) Warszawski Pałac także miał mieć wysokość podobną do tego łotewskiego, ale naszych architektów troszeczkę poniosło i kukuruźnik z balonem, który miał wyznaczyć pułap iglicy wzniósł się "ciut" wyżej niż radzieccy architekci pierwotnie planowali.
      Poza tym według nowej wizji zabudowy Warszawy, miało powstać nowe centrum stolicy, odmienne od tego jakie było w przedwojennej Warszawie. Pałac w Rydze znajduje się troszeczkę na uboczu od centrum miasta i nawet trudno jest się doszukać czubka wieżowca, bo nie góruje na miastem. :))

      Usuń
  3. Najciekawsze, że zaraz po wybudowaniu PKiN miał jasną elewację, która trochę pokryła się "patyną czasu". Znam oba te pałace - i z Rygi i z Warszawy i uważam, że powinno się je zachować. To jest symbol pewnej epoki, która się wydarzyła...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Pałac pierwotnie miał złocisty kolor, bo piaskowiec sprowadzany z Uralu miał właśnie taki odcień.
      Także i ja zdania, ze jest to kawałek naszej trudnej historii.
      Przypomniał mi się film opowiadający m.in. o budowie Pałacu - "Rewers", o szarych latach komunizmu i trudnej do zinterpretowania historii tamtych czasów.

      Usuń
  4. Pomimo, że PKiN ma złą sławę, to wpisał się już w obecną Warszawę i osobiście też jestem za zostawieniem go. Tym bardziej, że współczesne wieżowce zmniejszyły jego dominację, a od niektóry z tych prostokątnych pudełek jednak wyróżnia się formą.

    OdpowiedzUsuń