poniedziałek, 7 października 2019

Świat fantastyki ulokowany w ksarach i domach Berberów w Tunezji.

"Człowiek cieszy się życiem, kiedy ma swoje miejsce,
kiedy wie, gdzie jest jego miejsce w porządku wszechrzeczy.
Zniszczyć miejsce znaczy zniszczyć człowieka".
"Diuna" Frank Herbert

Tunezyjskie plenery, krajobrazy i oryginalna, niepowtarzalna architektura Berberów - rdzennych mieszkańców Wielkiego Ergu Wschodniego sprawiły, że  George Lukas wybrał Tunezję jako scenerię do serii filmów pt. "Gwiezdne wojny".
Rzeczywiście, Tunezja jest niezwykle malownicza, gdzie turkus morza przeplata się z gajami palmowymi, złotem gór i ciepłem pastelowych barw Sahary. Czy trzeba czegoś więcej by zanurzyć się w koloryt świata?
Bezkres i wielbłądy - zwierzaki kochające przestrzeń i brak pośpiechu.
Polecam każdemu zanurzyć w cieple piasku pustyni. Wtedy można poczuć dotyk delikatności i zarazem siłę i potęgę Natury.
Zabawa wiatru w "malowanie" wydm. 


... a tu zabawa wiatru w bycie rzeźbiarzem.
W zielonym gaju palmowym, miejsce wyjątkowe pośrodku pustyni.
Trudno jest się oprzeć fotografowaniu świtów i zachodów słońca. Banalne, powtarzalne i zarazem niesamowicie piękne. 
Zdjęcia gór chyba nigdy nie oddadzą ich piękna. Trzeba samemu doświadczyć tej niesamowitej korelacji przestrzeni, wiatru, ciszy i skalnych tworów. 
Ajolos, bóg wiatrów potrafi być prawdziwym artystą. 
Gdzieś pod Algierską granicą, Tunezja.
Nie mogłam oprzeć się pokusie zrobienia malutkiego kalejdoskopu zdjęć widoków tunezyjskich.
Nie tylko pan Lukas, ale także inni filmowcy i scenarzyści wybrali krajobrazy Tunezji do ponad 150 filmów!
Tutaj kręcono mi.in. sceny do takich produkcji jak "Angielski pacjent", "Gladiator", "Jezus z Nazaretu", "Piraci" R. Polańskiego, "W pustyni i w puszczy" Gowina Hooda, "Quo vadis", "Żywot Briana", "Poszukiwacze zaginionej arki" Stevena Spilberg'a, "Mały Książę", "Poza prawem", "Czarne Złoto" i oczywiście "Gwiezdne Wojny".
Ale przecież miało być o fantastyce ulokowanej w scenerii ksarów i krajobrazów z krainy Berberów. Wracam do tematu postu.
Muszę się przyznać że nie jestem fanką filmów "Gwiezdne Wojny", świat fantastki filmowej i także literackiej traktuję trochę po macoszemu. Jakoś tak nie umiem zachwycać się obcymi galaktykami, przybyszami z innych planet. Oczywiście szanuję ten rodzaj sztuki filmowej, niektóre sceny są przecież uważane za kultowe i wplatają się w realny świat, ale traktuję je z przymrużeniem oka. Na podobnych zasadach bawi mnie Czerwony Kapturek i jego rozmowy z wilkiem, Czarodziej Gandalf, elfy, Golum z "Władcy pierścieni", Harry Potter  latający na miotle jak też w "Gwiezdnych Wojnach" walki na świetliste miecze. Oderwać się od szarej rzeczywistości czasami można a nawet trzeba, bo nasz mózg czasami potrzebuje ekstremalnej rozrywki.


To jest chyba świat małych i dużych chłopców?
W Tunezji kręcono sceny na potrzeby "Gwiezdnych Wojen"w ponad stu miejscach. Są nawet  organizowane specjalne trasy turystyczne, które pokazują plenery scenarzystów kultowego filmu.
Szczególny prym wiedzie Matmata, gdzie w oryginalnym dawnym domostwie Berberów stworzono mieszkanie dla Luke Skywalkera (postać filmowa), który tam się wychował.
Matmata udawała odległą planetę Tatooine.

Matmata zatopiona pośród gór Dżabal.
Matmata to niewielkie miasteczko, trochę sklepów, dworzec autobusowy i oczywiście słynny Hotel Sidi Driss utworzony w dawnym domu Berberów. Mieszkańcy nietypowych domów zostali nazwani troglodytami czyli jaskiniowcami. Termin ten pochodzi od połączenia greckich słów - trogie (jaskinia) i dytes (nurkowanie).
Taki oto mural, Matmata, Tunezja
Matmata - niewielkie miasteczko, ale z niesamowicie ciekawą historią. Aż trudno uwierzyć, że sposób budowy domów przez Berberów, ten styl i formę przejęli Fenicjanie, Rzymianie czy nawet Francuzi z okolic Doue-la-Fontaine.
Chyba należy wspomnieć jak wygląda oryginalny dom Berberów wydrążony w skale i dlaczego tak bardzo sprawdził się w dość ekstremalnych warunkach gdzie panują wysokie temperatury.
W poprzednim poście wspomniałam o ksarach, obronnych twierdzach, domach Berberów → tutaj, które były schronieniem przed najeźdźcami i były także idealnym miejscem do przechowywania wszelakiej żywności.
Ksary górskie, które były cytadelami i zarazem miejscem do mieszkania i odpoczynku powstawały w celu ochrony przed najazdami, tworzyły swoiste miasta podziemne.
Innym rodzajem ksarów są domy i spichlerze budowane na płaskim terenie  - są to ksary równinne, które budowano w czasach protektoratu francuskiego, gdy panował względny spokój na południowych terenach Tunezji, gdy nie dochodziło do sporów między Berberami i Arabami. Takie domy wyrastały w okolicach np. Ben Gardane, Medenine, Zarzis.
Ben Gardane, Tunezja

Ksary równinne to przede wszystkim wygoda i funkcjonalność. Ten sposób budowania domostw był znany już 3 000 lat temu.
To dzięki berberyjskim architektom, którzy zaprzęgli na potrzeby domów prawa fizyki, powstały eleganckie wille Rzymian, Greków czy też francuskie piwnice do przechowywania wina. Na czym polega pomysłowość Berberów? - m.in. na  zastosowaniu materiałów higroskopijnych, budowaniu wewnętrznych, okrągłych dziedzińców, gdzie idealnie w skwarne dni dokonywała się cyrkulacja nagrzanego powietrza, gdzie zawsze w którejś części domu był cień i chłód. Takie budowanie domów zapewniało różnicę temperatur nawet do kilkunastu stopni bez zastosowania klimatyzatorów, bez których współczesny świat nie może się obejść.
Pierwsze wykute w skale domy-jaskinie w Matmacie istniały już w V wieku. p.n.e, kiedy to Herodot opisywał Berberów jako troglodytów.
Domy Berberów-troglodytów w Matmacie
Niepozorne wejście kryje naprawdę urocze wnętrza domu Berberów
Dziedziniec berberyjskiego domu, owalny, z zacienioną częścią.
Nie wiem czy bym polubiła ściankę wspinaczkową by dostać się do sypialni?
Panorama dziedzińca, tutaj króluje biel odbijająca promienie słoneczne. Wewnętrzne dziedzińce tworzą swoisty szyb wentylacyjny, którego wysokość wynosiła nawet 12 m a średnica do 24 m.
Zdjęcie sprzed 10 lat... tłum ludzi podczas zwiedzania przestał mi odpowiadać. Obecnie jak ognia unikam zorganizowanych wycieczek przez różnorakie biura podróży.
... zdecydowanie wolę zwiedzanie świata bez zorganizowanych  grup turystów. 
Coś nowego i coś starego.
Domy troglodytów nie posiadały okien. Nietypowym oknem był po prostu dziedziniec, których mogło być nawet kilka w obrębie jednego ksara.
Wnętrza domów Berberów są ciekawie rozwiązane. Na dole znajdowały się tłocznie oleju, pomieszczenia gospodarskie, gdzie przebywały zwierzęta. Na wyższym poziome lokowały się izby gospodarzy- sypialnie, kuchnia, pokoje gościnne, a jeszcze wyżej spichlerze na zboże, oliwę, daktyle.
Tutaj natura sama regulowała poziom wilgotności i temperaturę poprzez higroskopijność ścian i sufitów, które na dodatek były obłe by ułatwić obieg powietrza.
Struktura ściany fascynująca. Wnętrza domów żłobiono w piaskowcu nawet do 8 lat.
Berberowie nie wybrali Matmaty z powodu cudownych warunków do zamieszkania, wybrali ten region z konieczności. Przodkowie obecnych mieszkańców Matamty mieszkali w okolicach El Hammy, gdzie znajdują się gorące źródła i nieograniczony dostęp do słodkiej wody.
Gdy na Berberów Turcy osmańscy nałożyli wysokie podatki, ci zbuntowali się. W odwecie,  w 1630 roku wojska tureckie zniszczyły El Hammę, a Berberów wygnano właśnie do Matmaty. Berberowie zmuszeni byli się chronić przed upałami w skalnych domach wydrążonych w miękkim piaskowcu.
Ekstremalne warunki do bytowania nie zgasiły ducha bojowego u Berberów, a wręcz przeciwnie. Każdy pobór podatków przez Turków przypominał wojskową eskapadę, bo niezwykle trudno było mieszkańców Matmaty nakłonić do płacenia danin.
Gdy Tunezją władali Francuzi to przyznali Berberom autonomię, pozostawili w ich rękach sądy plemienne (miad), a w zamian pobierali tylko podatki. Ten rodzaj układu funkcjonował  do odzyskania niepodległości przez Tunezję, czyli do 1956 roku.
Do czasu gdy Lukas wykorzystał krajobrazy i domy Berbarów w Matmacie na potrzeby "Gwiezdnych Wojen", był to wyłącznie teren rolniczy, gdzie rozwinęła się uprawa palm daktylowych, fig i zboża.
Istne szaleństwo rozpętało się w Matmacie po pokazaniu światu, że domy troglodytów  z Tunezji to nie są atrapy. Zaczął się boom turystyczny, którego początek nastąpił w 1976 roku gdy nakręcono  "Gwiezdne Wojny. Nowa nadzieja". Obecnie w słynnym berberyjskim domu mieści się hotel Sidi Driss.
Byłam tam dwukrotnie, pierwszy raz 10 lat temu więc zdjęcia z tego miejsca będą trochę pomieszane. :)
Hotel Sidi Driss widoczny w oddali, na pierwszym palnie domy Berberów-troglodytów.
Wejście do hotelu jest płatne.
Jeden z dwóch dziedzińców hotelu Sidi Drris, tutaj mieszczą się pokoje hotelowe.
Zdjęcie sprzed dekady w hotelu Sidi Driss
... to same miejsce dziesięć lat później. 
Wnętrze pokoju hotelowego.

Drugi dziedziniec hotelu Sidi Drris, który był planem filmowym. 
Na ścianie, po prawej stronie, znajdują się "świetliste miecze", którymi można się pobawić.
Przybysz z innej planety? Matmata czy Tatooine?
Przed zamachami terrorystycznymi w Tunezji, Matmata pękała w szwach od najazdu turystów. Teraz tylko grupy Japończyków i Rosjan zaglądają do "księżycowego" miasta, jak też indywidualni turyści, którym strach nie przysłania piękna świata. :)
Matmata dzieli się na nową i starą. Nowa powstała po powodzi jaka dotknęła Matmatę w 1967 roku zalewając podziemne domy Berberów. Dzielnice mieszkaniowe przeniesiono na wyższe tereny. W starej Matmacie pozostało ok. 5 tyś. mieszkańców. Miasteczko dzieli się na 4 dzielnice: północno-wschodnią - Jemnine, północno-zachodnią - Ouled Abdallah, południowo-zachodnią - Touaoua i południowo-wschodnią Douaher.
W czasie II wojny światowej w podziemnych domach troglodytów w Matmacie schronili się uciekinierzy z Gabes,

A teraz przenoszę się do miejsca na Saharze (tylko nie mogę tego umiejscowić) czyli na planetę Tatooine, gdzie znajdowały się skraplacze pary wodnej z filmu "Gwiezdne Wojny". Przeżyłam tam niewielka burzę piaskową. Coś niesamowitego. Pojedyncze ziarenka pisaku wraz z wiatrem zamieniały się w bombardujące szpilki lub mikro odłamki szkła. Do dziś pamiętam ten ból.
Wdzierający się piasek w oczy, nos, usta, uszy.
Budynki wybudowano na potrzeby filmu 'Gwiezdne Wojny".
Dałam się skusić na kupno koralików i jakiegoś minerału, który w słońcu pięknie błyszczał.
Jak wspomniałam jest wiele miejsc w Tunezji, gdzie kręcono ujęcia do filmu "Gwiezdne Wojny". Kolejnym takim planem zdjęciowym był ksar Hadada.
Ksar w Hadadzie był więzieniem dla niewolników i był miastem Nos Espa na planecie Tatooine w "Gwiezdnych Wojnach. Mroczne widmo" z 1999 roku.
Ksar Hadada przed 300 laty był olbrzymim spichlerzem. Od wielu lat nie pełni już swej roli . Obecnie, z przerwami na czas renowacji, w ksarze działa hotel "Hadaba".
W dawnym spichlerzu Berberów wydzielono część hotelową, a pozostała część pozostawiona jest w oryginalnej formie. Muszę przyznać, że część ksaru bez udziwnień hotelarzy jest o wiele ładniejsza. :))
Główne wejście do dawnego spichlerza zostało zbudowane z drzewa eukaliptusowego. Obecnie mieści się w bramie sklepik z pamiątkami tunezyjskimi jak też gadżetami z filmu "Gwiezdne Wojny".
Vis a vis hotelu Hadada znajduje się nowy meczet, który powstał ze składek Tunezyjczyków, pracujących głównie we Francji.
Ciekawostką jest, że meczet posiada dwa minarety różniące się kształtem i wysokością.
Część ksaru jest niedostępna ze względu na zły stan techniczny budynków.
Ksar w Hadadzie składa się z piętrowych ghorfów. 
Owalne wnętrza ksaru, w takim pomieszczeniu cyrkulacja powietrza ma pole do popisu. 


Wiekowa tłocznia oleju. 
Po ksarach, które "występowały" w filmach serii "Gwiezdne Wojny" przenoszę się kamiennej twierdzy Toujene.
Niezwykle uroczą miejscowością jest Toujene, tu znajdują się dwie górskie fortece Berberów. Oczywiście, obecnie mieszkańcy nie muszą toczyć walk z najeźdźcami, ale charakter i zabudowa nie zmieniły się na przestrzeni wieków. Była twierdza (kalaa) nadal tętni życiem charakterystycznym dla ludzi południa - gdzie pośpiech jest niezbyt mile widziany.
Miasteczko ulokowane jest na zboczu góry i u jej podstawy, wszystko razem to tworzy oryginalny amfiteatr natury i architektury.
Widok na starą część Toujene widziany z głównej drogi biegnącej przez miasteczko.
Taki widok to tortury dla wegetarian. 
W Toujene funkcjonuje wodociąg, ale mieszkańcy wolą czerpać wodę ze studni na dziedzińcu meczetu. 

Dotykanie ciekawej historii Toujene. 
Nowa dzielnica Toujene 
Niezawodny transport na górskich szlakach. 
W takiej scenerii na pewno myśli znajdują ukojenie.
Domy Berberów w Toujene.
Noszenie wody to obowiązek kobiet, a może konieczność?
Ale Toujane to nie tylko ciekawa architektura Berberów, to tutaj była granica Linii Mareth, która została uformowana przez Francuzów w latach trzydziestych ubiegłego wieku by skutecznie bronić się przed włoską Libią.
Nie jestem historykiem i kompletnie nie znam się na przebiegu działań wojennych w Północnej Afryce. Linia Mareth po kapitulacji wojsk francuskich była umocniona przez Niemców by pokonać Brytyjczyków. Po ciężkich walkach 19 marca 1943 roku wojska Montgomerego pokonały Niemców dowodzone przez Rommla. Chyba nic nie pokręciłam?
Jak się połapać - kto, gdzie, z kim...
A dlaczego o tym napisałam?
Bo w  Toujene firma Activisin reprezentowana przez Studio Infinity Word ulokowała fragment gry komputerowej Call of Duty 2. Gry komputerowe to nie moja bajka więc przemilczę, czy ta wirtualna strzelanina jest super, czy mniej super. Oto należałoby zapytać graczy komputerowych.:)
Gracze poruszają się po miasteczku tunezyjskim, którego makieta była wzorowana na ciasnych uliczkach Toujene.
Zrobiłam zrzut ekranu tejże gry. To nie dla mnie bieganie z wirulanym karabinem i strzelanie do wszystkiego co się rusza. 
W ksarze nakręcono w 1974 r.  film "La Folle de Toujane" w reżyserii Rene Voutira, fabuła nie jest rozczulającą bajką, film opowiada o trudnych relacjach mieszkańców państw Bliskiego Wschodu.

Oj, nie za bardzo chciałam tę moją opowieść zakończyć na smutno, rozlewem krwi czy też strzelaniną choćby nawet wirtualną, bo wyjątkowość berberyjskich domów, ich lokalizacja, architektura powinny wywoływać zachwyt połączony z szacunkiem do budowniczych i mieszkańców ksarów. 
Południe Tunezji obfituje w mnogość kamiennych budowli, udało mi się zwiedzić tylko niewielką ich część. A przecież do zobaczenia pozostały ksary w Metameur, El Hallouf, Zammour, Beni Kheddache, Joumaa, Jedid, Kerachfa, Hamdoun, Guermessa...
Kto wie, może kiedyś ponownie zawitam na południe Tunezji i zobaczę pozostałe budowle Berberów powstałe ze słońca  i kamieni. 

10 komentarzy:

  1. Pierwsze zdjęcie mnie urzekło.
    Masz rację, te plaże z palmami są banalne. :P Ale urocze. :)

    Lubię fantastykę, ale nie wszystko. Za "Gwiezdnymi Wojnami" nie szaleję, ale "Startrek" może być. Wolę fantastykę w stylu książek (nie mylić z polskim filmem) o "Wiedźminie". "Władca Pierścieni" mnie nie zaciekawił, zbyt infantylny.

    Fascynujące są te domostwa Berberów. Coś niesamowitego. Mogłabym tak wakacje spędzić. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do wakacji to proponuję je spędzić na południu Tunezji w zimowych miesiącach. W lipcu i sierpni temperatury oscylują na wysokości 40 stopni. To jest wtedy prawdziwy surwiwal.
      Plaże z palmami są urocze, jak i polskie z sosnowymi drzewami. Im bliżej równika to trudniej jest uchwycić wschody i zachody słońca, bo trwają tylko kilka minut. Taki spektakl słońca, kolorów i praw fizyki choć jest powtarzalny to zarazem każdego dnia inny, bo człowiek z każdym dnie staje się również inny. Jest jak woda płynąca, która zmienia się wprost proporcjonalnie do czasu i otaczającego świata.
      Za literaturą z dziedziny fantastyki nie przepadam, to nie moja bajka. Nie umiem ocenić jest piękna, która pozycja jest warta uwagi, a którą można sobie odpuścić. Jestem w tej dziedzinie ignorantką. Może kiedyś przekonam się do fantastyki. Ale z drugiej strony czytanie ma być przyjemnością a nie katorgą, więc póki co chłonę literaturę osadzoną w w realnym świecie. :))
      Posyłam moc serdeczności z Suwalszczyzny.

      Usuń
  2. Przepiękne te krajobrazy, dla mnie nieznane i fantastyczne. Nie dziwi fakt, że wykorzystano je do produkcji filmów. Z przyjemnością oglądam i czytam Twoje posty, które przenoszą mnie w zupełnie obcy mi świat. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tunezja jest niezwykle malowniczym krajem - od złotej Sahary po oazy, gaje palmowe, turkusowe morze... A gdy do tego doda się zabytki, historię to wtedy paleta atrakcji jest zapełniona. Oczywiście jest to spojrzenie na Tunezję okiem turysty, Tunezyjczycy mogą mieć zgoła inne zdanie, masowo opuszczają swój kraj. Po prostu nie ma pracy, turyści niezbyt tłumnie odwiedzają Tunezję po zamachach.... nawet w cudownym miejscu trzeba z czegoś żyć.
      Berberyjskie miasta, ksary pustoszeją i czasami przypominają miasta-widma.
      Może kiedyś ponownie zaczną tętnić życiem?!
      Jest mi miło, że pokazałam Tobie ciekawy zakątek świata.
      Dziękuję za pozdrowienia i dygam z Suwalszczyzny. :)

      Usuń
  3. Tak przedstawiona Tunezja mi się spodobała - choć jak Ty z fantastyka nie jestem na ty. Trudno się dziwić pustynia emanuje swą magią i pociąga nawet przez zdjęcia. Ciekawa jestem mojego, pierwszego z nią spotkania. Jakie struny poruszy...? Fajnie porównać dwa wyjazdy odległe od siebie o dekadę. Które spotkanie było ciekawsze?

    Urzekło mnie zdjęcie serpentyny i ludzi jadących na osiołkach - kwintesencja bycia w drodze. :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tunezja była moim pierwszym krajem tak "na poważnie" zagranicznym. Jeszcze zanim wylądowałam zachwyciły mnie plantacje oliwek. Z "lotu ptaka" było widać jak idealnie równo są posadzone oliwkowe drzewa. Prawdopodobnie stosuje się miarkę GPS bo ja np. nawet marchwi na małej grządce nie umiem posiać równiutko. W Tunezji byłam trzy razy, na północy kraju, na Dżerbie i ostatni raz na południu. Każdy z wyjazdów był inny bo dotyczył innego regionu Tunezji. Ale ponownie pojechałabym na północ, by w spokoju zobaczyć Kartaginę i Tunis.
      Chyba bardziej doceniam podróżowanie indywidualne, a gdy wypożyczyłam auto to Tunezja stała się jeszcze piękniejsza. :) Cena benzyny na stacjach to w przeliczeniu ok.2,5 zł więc można szaleć w pokonywanie kilometrów, drogi są idealne, bez dziur , kolein, no chyba że się natrafi na jakiś remont. I ta wolność i swoboda zatrzymywania się i kontemplowania widoków i krajobrazów kiedy ma się na to ochotę. Mój mąż stwierdził, że powinnam maszerować przed samochodem, bo już ma dość zatrzymania się co parę metrów. Góry w Tunezji mają swój urok, złoto zmieszane z promieniami słońca, bajka!
      Co do pustyni... jest zachwycająca. Ta mnogość piasku aż po horyzont, ta nieustanna zmiana ukształtowania wydm, ta przestrzeń i nietypowa pustka ma coś w sobie, bo przecież na niej narodziły się trzy monoteistyczne religie. Pustynia zmusza do refleksji, zadumy i dotyka dziwnym spokojem. A gdy do tego doda się fatamorganę, gdy na piasku tworzą się tańczące miraże, to można odlecieć w zachwycie. Moim marzeniem jest zobaczenie pustyni Gobi, coś sobie ubzdurałam,że chcę tam pojechać.
      Na pewno Tobie Olu, pustynia się spodoba, bo wiem, że lubisz przestrzeń i swobodę, a takie coś oferuje ocean piasku.
      Co do osiołków, to bardzo często spotykałam je podczas zwiedzania Tunezji, spokój i wytrwałość tych zwierzaków jest godna szacunku. Osiołki nie spieszą się, mają swój rytm, tempo, idealne wpisują się w specyfikę południowych krajów.
      Dziękuje za pozdrowienia i życzę miłych doznań na pustyni.
      Posyłam moc serdeczności.

      Usuń
    2. Do tej pory myślałam, że zacznę od Iranu ... ale Twoja Tunezja jakoś mnie przyciąga. Sądząc po zdjęciach, to widzę, że nie musiałaś się ubierać "całkiem na długo"...

      Usuń
    3. Tunezyjczycy są bardzo wyrozumiali dla turystów. Oni mają swój świat, a turyści jak przyjechali to i wyjadą. Tutaj nie ma policji religijnej, która by napominała turystki o odpowiednim stroju. Mimo, że przyjezdni nie mają obowiązku chodzić w strojach jak Buka z Muminków, to ja zawsze mam w torebce jakąś chustę, którą mogłabym się okutać. :) Tak mi pozostało po krajach gdzie obowiązuje chrześcijaństwo Wschodnie, gdzie aby wejść do świątyń trzeba mieć nakrycie głowy.
      W Tunezji nie spotkałam się z krytyką lub karcącym spojrzeniem, że nie mam na sobie kilkanaście metrów materiału. Czasami jednak otulałam głowę szalem bo pył i piasek momentami był okropnie natrętny.
      Także i ja mam chętkę na Iran, muszę jednak poczekać na wymianę paszportu bo mam w nim wbitą wizę izraelską, a taka adnotacja nie przejdzie na granicy irańskiej.

      Usuń
  4. Za pustyniami nie przepadam, ale kocham zachody słońca:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachody i wschody nad pustynią wyglądają zjawiskowo. Może uda się jakoś połączyć lubienie i nielubienie piasku i słońca. :)

      Usuń