środa, 19 lipca 2017

"Mam, tak samo jak ty, miasto moje, a w nim najpiękniejszy mój świat, najpiękniejsze dni"... A może - wsi spokojna, wsi wesoła?

Nie mogłam się zdecydować na tytuł mojej kolejnej blogowej opowieści.
Bardzo przepraszam Marka Gaszyńskiego, za to, że do tekstu "Sen o Warszawie", dodałam także pytanie o wieś.
Za nic w świecie nie chce brukać songu o Warszawie, który także jest hymnem klubu sportowego Legia Warszawa i kto raz słyszał piosenkę w wykonaniu Czesława Niemena śpiewaną prze kibiców, zrozumie, że ta piosenka jest wyjątkowa.
Ale to właśnie ta piosenka chyba najbardziej obrazuje miłość do małej miejskiej ojczyzny. No, może jeszcze piosenka T.Love, która wspomina o wiośnie pachnącej spalinami. :))
Dla tych z kolei, którzy kochają wieś wybrałam wiersz Jana Kochanowskiego "Wsi spokojna, wsi wesoła", aby ułagodzić dwa fronty - miejski i wiejski.
Które miejsce jest idealne do życia, wieś czy miasto? Gdzie szukać spokoju, szczęścia i idealnych warunków do zamieszkania?
Ten post nie będzie odpowiedzią, ale pozwoli choć w minimalnym stopniu zrozumieć zakochanych w mieście lub wsi i wybory mieszkańców, którzy mieszkają w różnych tzw. jednostkach podziału administracyjnego.
Jestem mieszczuchem, który/która mieszka od urodzenia w mieście. Nigdy nie marzyłam, aby zamieszkać na wsi. Ba, nawet nie marzyłam, aby spędzić tam wakacje. O ile sobie przypominam, to na wsi spędziłam "całą" dobę dopiero w dorosłym życiu. Wiem, że usłyszę , że nie wiem co straciłam, że wiele mnie ominęło. Może i tak, a może i nie.
Mała Huta na Suwalszczyźnie
Okolice Szczyrzyca w Beskidzie Wyspowym
Na pewno mnie ominęły sianokosy, żniwa rodem z powieści "Noce i dnie", "Nad Niemnem" czy autentyczny folklor jak w  powieści Reymonta "Chłopi"...
Ja jednak będąc dzieckiem wolałam pasjonować się przygodami bohaterów z filmu "Siedem stron świata" , "Wojna domowa", "Czterdziestolatek". Miałam w czasie dzieciństwa tyle atrakcji w mieście, że nie zakiełkowała we mnie tęsknota za byciem "Panią na zagrodzie". Hmm, no może przez chwilkę marzyłam jakby to było "cudownie" mieszkać na wsi. :)) I aby było śmiesznie to obecnie mam letnią hacjendę na ... wsi.
Przy okazji pisania postu odkurzyłam dawno już nieoglądane przez mnie zdjęcia z moich wojaży na trasie  miasto-wieś, które wrzucam do internetowej szuflady. Do tej opowieści nadadzą się idealnie.
Gdzieś na mojej hacjendzie w Dolinie Rospudy, Suwalszczyzna

Przygotowując się do napisania tego postu przewertowałam masę blogów, wpisów internautów na forach dyskusyjnych, artykułów w prasie o plusach i minusach mieszkania na wsi lub mieście; tych dyskusji jest całe mnóstwo. Czasami takie dyskusje stawały na ostrzu noża, bo zwolennicy mieszkania, tu, czy też tam, bombardowali się wzajemnie merytorycznymi lub emocjonalnymi argumentami.  Trudno jest przekonać jednoznacznie do zamieszkania na wsi lub mieście, tak jak pogodzić tych co lubią morze lub góry.
Tak jak w wierszu Jonasza Kofty - "Świat jest wielką jabłonią..."
Na wybór miejsca do zamieszkania wpływa wiele czynników, jedne zależą od nas samych, a inne, to czasami zaskakujący splot wydarzeń lub życiowych sytuacji.
Nooo po prostu cukierkowy obrazek z Suwalszczyzny, okolice Szelmentu.
Chyba każdy z nas lubi zieleń, ciszę, spokój i eko powietrze. To nie podlega dyskusji. Czystego powietrza potrzebujemy... jak powietrza. Ale czy na wsi zawsze jest ono czyste? To zależy w jakim regionie np. Polski mieszkamy, czy w pobliżu są duże zakłady przemysłowe, czy wieś ma gazociąg, czy mieszkańcy w miarę przestrzegają zakazu spalania odpadów komunalnych. Z tym bywa różnie.
Czy np. podkrakowskie i mazowieckie wsie są zimą wolne od smogu, na pewno nie! Bo przecież ten smog gdzieś musi się rozpuścić, gdzieś osiąść w postaci trującej powłoki. Czasami oblepi miasto, ale czasami wiatr przegna trującą chmurę gazów na podmiejskie osady.  To wina miast, że generują trujące opary? - nie, to wina postępu cywilizacyjnego i naszego zimnego klimatu. Jakoś trzeba ogrzać mieszkania zimą, nie każdy potrafi być Eskimosem i mieszkać w igloo i nie każdego stać na błękitno paliwo. Oczywiście, że nie pochwalam w żaden sposób zatruwania powietrza chemikaliami, ale staram się zrozumieć, dlaczego ludzie świadomie lub nie, spalają różne odpady w przydomowych piecach.

Pięknie, ale cholernie zimno. nic na to nie poradzę, że nie lubię zimy, nawet tej bajkowej.
Nie muszę wyjeżdżać na wieś, aby spotkać ptasie towarzystwo, Czarna Hańcza, Suwałki
Nie cierpię zimy! Mogę nią się zachwycać tylko przez chwilę, a później cisną mi się na usta niecenzuralne słowa.
Pierwszoplanowym argumentem, który przewija się prawie we wszystkich dyskusjach o wsi, jest kontakt z naturą. Na pewno na wsi przyroda jest na wyciągnięcie ręki, jest po prostu dookoła. Tejże wiejskiej przyrody nie przysłaniają wieżowce, miejskie blokowiska, mnogość bilbordów, reklam. Wieś to zwyczajnie mniej zabudowań, mniej infrastruktury, mniej miejskiej dżungli.


Piękno natury można oczywiście spotkać w  miejskich aglomeracjach. Czasami są to wypielęgnowane rabaty kwiatowe, parki, a czasami całkiem urocze krajobrazy niczym z Dalmacji. Na pewno mieszkańcy miast  mają ulubione miejskie zakątki i oazy zieleni, które pięknem nie ustępują wiejskim krajobrazom.
Park Saski w Warszawie
Park Konstytucji 3 Maja, Suwałki
Łódź
Białostockie Planty
Kraków-Zakrzówek
Ogród na dachu Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego.
Wieś z pewnością jest niezwykle fotogeniczna - kwiatki, łąki, drzewa, lasy, rzeki, jeziora, proszą się o uwiecznienie ich piękna. I to jest niezaprzeczalny fakt.



Szelment, Suwalszczyzna
... na mojej działce
Wyciąg narciarski na Szelmencie, Suwalszczyzna
... moja hacjenda w Dolinie Rospudy
Większość wsi nie posiada rozbudowanej sieci sklepów i usług. Oczywiście to zależy od rodzaju wiejskiej aglomeracji, czy są to zwarte skupiska domów, czy też budynki są oddalone od siebie. Z praktyki wiem, że w wiejskich sklepach ceny przypominają te z miejskich stacji benzynowych. Mały obrót, niezbyt duża ilość klientów, wysoka marża na produkty. Po prostu sklep musi zarabiać na siebie. Trudno jest jednak utrzymać niskie ceny, gdy praktycznie większość zakupów mieszkańcy wsi  ( dotyczy to także mieszczuchów) robią w supermarketach i galeriach handlowych. Może nikt tam nas nie wita słowami - o! co słychać u pani, jak zdrówko męża, co u dzieci?, ale są tam zazwyczaj niskie ceny, promocje, atrakcje dla dzieci, puby, restauracje i kawiarnie. Wiejski sklepik lub ten z miejskiego osiedla, tego nie zapewnia klientom. Większość takich placówek handlowych cienko przędzie. W mieście nie ma problemu, gdy kolejny osiedlowy sklepik zamyka swoje podwoje, na wsi wiąże się to z jeżdżeniem kilka, lub kilkanaście kilometrów po choćby chleb lub przysłowiową sól. I ten argument o małej ilości sklepów (lub ich braku) zdecydowanie odstrasza potencjalnych chętnych do zamieszkania na wsi. Oczywiście, już słyszę argumenty, że są przecież samochody, że zakupy można robić planowo i w większych ilościach. Ależ oczywiście, że można. Miasto jednak daje ten luksus, że praktycznie w kapciach można kupić w dowolnym czasie i terminie chleb czy choćby wodę mineralną. W mieście można planować zakupy, ale można także je robić od niechcenia, w wolnej chwili, bez konieczności pokonywania wielu kilometrów. Poza tym do bycia na wsi obecnie jest niezbędny samochód lub nawet kilka aut, jeśli domownicy prowadzą różnorodny tryb życia.
Dojazdy i przejazdy nie dotyczą tylko zakupów, ale także dostania się do pracy, szkół, urzędów ośrodków zdrowia, a także wszelakich przybytków kultury i gastronomii.

Kawiarnia w Muzeum Powstania Warszawskiego w Warszawie
Kawiarnie to chyba atrybut miast...


Warszawa, przed Teatrem Narodowym

Sprawa jeszcze bardziej się komplikuje gdy mieszka się na wsi i ma się bardzo małe, lub wieku szkolnym dzieci. Trzeba pomnożyć enty razy dojazdy na wszelkie zajęcia pozalekcyjne, basen, spotkania z przyjaciółmi, kolegami. Jednorazowy przejazd to nie problem na trasie miasto - wieś, ale gdy w ciągu dnia mamy takich przejazdów kilka, wtedy zjada to czas i pieniądze. Mieszkając na wsi, a prowadząc życie zawodowe, czy też ucząc się w szkołach w mieście, trzeba mieć kuzyna w Zatoce Perskiej, coby dostarczył po cenach promocyjnych paliwo.
Takie jeżdżenie w kółko zupełnie mi nie pasuje. Lubię ten miejski luksus, że w każdej chwili mogę korzystać z miejskiej infrastruktury bez konieczności podróżowania jak chomik w kołowrotku.
Trzeba jeszcze wziąć poprawkę, że z każdym rokiem przybywa nam lat i spryt  w jeżdżeniu, tu, tam i z powrotem zmniejsza się z każdą chwilą. A co zrobić gdy popsuje się auto? Prosić o pomoc sąsiedzką? Można oczywiście, ale ja wolę być niezależną i nie robić nikomu kłopotu.
Umiem docenić także spokój i sielskość wsi. ale na dłuższą metę cisza może być obezwładniająca i po prostu denerwująca. Gdy nie otaczają mnie dźwięki to tykanie zegara staje się porównywalne ze startującym samolotem. Na wsi wytrzymuję kilka dni. Nacieszę się ciszą, kwiatkami, owadami i zaczynam tęsknić za cywilizacją, chodnikami, nawet szum aut mi nie przeszkadza. Chyba tak samo lubię miejską zawieruchę jak i sielskość wsi. Szala jednak przechyla się ku miastu... Jak dla mnie jest tam ciekawiej. W mieście bezustannie coś się dzieje. Wieś jest piękna, ale tylko letnią porą.
Nie jestem odosobniona w tej miłości do miasta. Jakoś smętną, błotną, zimną i mokrą wsią niezbyt wiele osób się zachwyca. No chyba, że są to fotograficy, osoby lubiące surwiwal lub chcący doświadczyć przeciwwagi do ugładzonego lub rozczochranego miejskiego życia.
Tallin
Berlin
Białystok
Warszawa
Stambuł
Łódź
Wilno
Tbilisi
Kair
Saloniki
Drezno
Praga
A tu dla odmiany sielskie anielskie obrazki wsi.Wieś, wsi jest nierówna, to zależy w którym zakątku Polski się znajduje. Czy są lasy, jeziora, góry, pagórki. Jak daleko jest położona od miejskiej aglomeracji, czy jest tam przemysł, usługi, całodobowa opieka medyczna, przedszkola, szkoły, ośrodki kultury itd.

Okolice Limanowej, Beskid Wyspowy
Okolice Bakałarzewa, Dolina Rospudy, Suwalszczyzna
Mam to szczęście, że mieszkam na Suwalszczyźnie, gdzie "wsi spokojna, wsi wesoła" to nie tylko slogan. Jest tylko małe "ale", no może nie małe, całkiem spore jest to "ale". Są to gospodarskie stworzenia, jest ich całkiem sporo na Podlasiu. Mam wrażenie, że chyba cała produkcja zwierzęca w Polsce znajduje się w moim regionie. Zwierzaki są cudowne, ale już chmary komarów i much, które towarzyszą krowom, koniom, owcom... i przy okazji ludziom, już nie są tak bardzo sympatyczne. Nie sympatyczny jest także zapach obór czy chlewów. Nie jestem przysłowiową mimozą, ale zapach, gdy pola są nawożone gnojowicą jest okropny. Wiem, że to należy do części składowej życia na wsi, ale nic na to nie poradzę, że ta woń mi nie odpowiada. Tak samo drażni mnie zapach wydobywający się z miejskich oczyszczalni czy przyblokowych śmietników. Życie w oparach rozkładających się cząstek organicznych jest niezbyt przyjemne.
W Wigierskim Parku Narodowym














A tak wygląda moja działka w Dolinie Rospudy na Suwalszczyźnie.










Twórcza praca bobrów na mojej działce.







A to kilka ujęć z ukochanej mojej Suwalszczyzny.


Jezioro Okrągłe przez które przepływa rzeka Rospuda.

Zimujące łabędzie w Zatoce Słupiańskiej nad jeziorem Wigry
Zima nad Wigrami na Suwalszczyźnie
Klasztor Wigierski
Wiele czynników ma wpływ na nasz wybór miejsca do życia - czysta ekonomia, wysokość podatków, dostępność do komunikacji szeroko pojętej, praca zarobkowa, dostępność do szkół, uczelni, a także zamiłowanie do pracy w ogrodzie, remontów przy domu. Nie bez znaczenia jest także dziedziczenie ziemi, sprawy spadkowe, miłe lub złe doświadczenia z mieszkaniem na wsi lub mieście, wspomnienia z dzieciństwa, nasz wiek, wykształcenie, relacje międzysąsiedzkie  itd.
Nie wymieniłam na pewno wszystkich elementów, które wpływają na nasze wybory mieszkaniowe.
Ilu mieszkańców wsi i miast tyle na pewno jest doświadczeń i spostrzeżeń.
Niezależnie od tego gdzie mieszkamy, w mieście czy wiosce, na pewno warto dostrzegać piękno i wychwytywać  szczęścia chwile w gąszczu dobra i tego wszystkiego co nam uwiera i przeszkadza.







 




10 komentarzy:

  1. Piękny post ubarwiony ślicznymi fotografiami.
    Ja nie lubię wsi i nie mogłabym mieszkać na wsi. Dlaczego? Dlatego, że w małej społeczności trudno się żyje. Wszyscy znają się ze wszystkimi, wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą - a jak nie wiedzą to sobie dopowiedzą, a mieszczuchów nie tolerują.
    Na wsi nie jest tak spokojnie jak wydawać by się mogło. Dużo spokojniej żyję w mieście gdzie chociaż jest inne tempo życia to ma się więcej prywatności. Jestem mieszczuchem od urodzenia i nie mam żadnej rodziny na wsi, co na pewno ma wpływ na moje spojrzenie na wieś. Miałam kilka koleżanek, które wyprowadziły się na wieś - taka była przez jakiś czas moda na bycie wiejską babą. Życie to zweryfikowało, niektóre wróciły do miast, inne pozostały bo już nie miały gdzie wrócić gdyż posprzedawały mieszkania.
    Bardzo natomiast lubię zatrzymać się będąc przejazdem na jakiejś pięknie ukwieconej wsi z urokliwymi kapliczkami. Ale to już jest zupełnie inna bajka.
    Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam Jolu, ze jestem odosobniona w tym kochaniu wsi w oryginalny sposób.
      Także i ja nie przepadam za życiem na wsi, gdzie wszyscy o wszystkich wiedzą. Mimo, że człowiek należy do stadnej istoty, ciągłe bycie pod obserwacją i na świeczniku jest denerwujące. Na wsi bycie oryginalnym w sposobie zachowania, stroju, wyborów życiowych, często wzbudza śmiech i wytykanie palcami. Miasto na pewno daje poczucie anonimowości. Z jednej strony bycie przezroczystym jest dobre, ale z drugiej czasami jest potrzebne ludzkie zainteresowanie. Jak to wypośrodkować?
      Nie odpowiada mi mieszkanie na wsi, która staje się tylko sypialnią, jak i prowadzenie np. produkcji zwierzęcej, bez wolnego dnia, bez urlopu od nieustannych zawodowych obowiązków. Praca w mieście daje luksus choćby minimalnego poczucia wolności. Oczywiście nie zawsze można wziąć urlop kiedy się chce, ale kiedyś go się dostanie.
      Tak jak wspomniałam w poście, wieś jest bardzo fotogeniczna w ujęciach baśniowych jak i tych obrazujących nawet brzydotę. Ale także i w mieście można zatracić się w fotografowaniu. Wszystko zależy od wrażliwości fotografującego.
      Luksusem byłoby mieć mieszkanie, i na wsi, i w mieście ,spędzać czas kiedy i gdzie się chce. Jak widać nie można mieć wszystkiego...
      Serdecznie Ciebie pozdrawiam z Suwalszczyzny i dziękuje za merytoryczny komentarz.

      Usuń
  2. Nie wiem, czy to lato tak działa, czy czysty przypadek, ale widzę wiele wpisów o życiu na wsi, kontra życie w mieście. Dla mnie jest to bardzo ciekawy temat. Sam się zastanawiam, co by było, gdybym wybrał życie na wsi, a nie w mieście? Nie rozstrzygnę tego pewnie.
    Mam pewien luksus bycia i na wsi i w mieście. Na co dzień mieszkam w tym drugim, ale mam dom na prawdziwej wsi, nie takiej działkowej. Lepiej spędzam czas na wsi, tam każdy dzień ma historię, w mieście dni przeciekają przez palce. Jednak jakoś nie jestem przekonany, że mieszkając wyłącznie na wsi wiódłbym szczęśliwe życie. Więc stoję w takim rozkroku miasto-wieś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Także i ja mam ten przywilej, że mogę w dowolnej chwili wybierać wiś czy miasto. Jednak zdecydowanie wolę miasto. Lubię wieś, ale tylko lubię. Jest tam ładnie, zielono, kolorowo, czasami pachnąco, można zauważyć pory roku i zmieniającą się i tętniąca przyrodę. Ale takie piękno jest tylko w porze letniej. Nie cierpię szarej i mglistej jesieni i wiosny, a zimę na wsi to tylko jestem w stanie zaakceptować przez parę chwil. Nie lubię wszędobylskiego błota, wilgoci, mgły-smogu, gnijących elementów drewnianych, gdzie żadne super chemikalia nie dają rady z wilgocią i deszczem... brr. Ja odwrotnie jak Ty Hegemonie, odnajduję się w mieście, a na wsi jakoś czas tak mi ucieka na bezsensie pielenia, koszenia i wypatrywania słońca lub deszczu. Czytać, pisać lub malować (co bardzo lubię)mogę z powodzeniem robić w miejskim zaciszu. Właśnie przed chwilą uciekłam z tej "cudownej" wioski, bo wygonił mnie hałas - remonty domów - wiertarki, szlifierki, piły, hałas maszyn rolniczych, które formują kostki z siana, odgłos pił, które tną drewno na opał, włączona muzyka na full u wczasowiczów nad jeziorem, ryczące krowy. To był jakiś horror. W mieście też są takie odgłosy, ale ściany budynków skutecznie je niwelują. Ooo nie, wieś to nie dla mnie.

      Usuń
  3. Mówisz o tych zajęciach pozalekcyjnych, ale jest wiele szkół, które zapewniają dzieciom dojazd i nie trzeba ich odwozić na zajęcia. Pewnie to kwestia dogadania tak jak w szkole TennisLove. A nawet jeśli to by nie wypaliło, to przecież wokół są inni rodzice, którzy też jeżdżą samochodami. Może wystarczy się dogadać i wymieniać?
    Takie pomysły mi przyszły do głowy, ale nie wiem też, czy są wykonalne w Twoim przypadku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)) Mam już bardzo dorosłego syna, więc wożenie do szkoły i na wszelkie zajęcia dodatkowe już dawno przerabiałam.
      Na pewno technicznie da się pogodzić życie na wsi z dojazdami do miasta.
      Pamiętam jak mój syn miał całe mnóstwo zajęć dodatkowych- szkoła muzyczna, nauka jęz. obcych a później korepetycje przygotowujące do olimpiad przedmiotowych i nie wyobrażam sobie jakbym miała pogodzić ciągłe jeżdżenie z mieszkaniem poza miastem. Trzeba także wspomnieć o spotkaniach z kolegami, imprezami w mieście. Do dziś pamiętam jak ja z mężem ciągle gdzieś musiałam zawozić, odwozić, przywozić syna. Gdybym mieszkała na wsi to chyba musiałbym zamieszkać w aucie. :)))
      Jak zaznaczyłam w poście wszystko zależy od odległości, od wielkości miasta i wsi i jak się chce spędzać czas. Wszystko także zależy od naszych upodobań i co tu dużo pisać, także od zasobności portfela.
      Co do pomocy sąsiedzkiej, to raz ona działa, a raz nie.
      Miasto jak dla mnie daje ten luz, ze nawet gdybym nie mogła dojechać własnym autem, dziecko może skorzystać z miejskiej komunikacji, metra lub taksówki bez konieczności proszenia kogoś o pomoc.
      Lubię tę miejską wolność i niezależność. Lubię także wieś, ale bez fajerwerków i euforii - och jak pięknie, och jak wspaniale, och jak cudownie.
      Serdecznie pozdrawiam z Suwalszczyzny. :)

      Usuń
  4. Całe dzieciństwo mieszkałam na wsi i to był cudowny czas. Taki zupełnie beztroski. Zabawa całymi dniami na świerzym powietrzu, podchody w lesie, kąpiele w jeziorze, pozostawienie rozweru w dowolnym miejscu bez obawy, że ktos go ukradnie (jako dziecko nawet przez myśl mi to nie przeszło), powroty do domu wieczorem, po tym jak rodzice niektórych znajomych oznajmiali im, iż czas do domu (dosłownie krzycząc: "Aśkaaa do domu!"). Ah! Tyle, że moja wieś to nie taka wieś bardzo typowo - nikt nie miał gospodarstwa, kilka sklepów w róznych częściach miejscowości, do najbliższego miasta jest 15kmm.
    Jednakże obecnie bardziej odpowiada mi życie miejskie. Już od czasów studiów wiedziałam, że miasto to jest TO :) I na chwilę obecną nie chciałabym się przeprowadzać.
    Także na wszystko wpływa wiele czynników, a także czas, w którym się obecnie znajdujemy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, Madziu, dziękuję bardzo za ten komentarz, bo sprawiłaś, że przeniosłam się do lat beztroski. Pamiętam jak moja mama także wołała z pierwszego piętra - "Dorooootka, do domu", jak moi koledzy z podstawówki, pod oknem wykrzykiwali - " Duśka, chodź na podwórko, chodź na rower, wrotki..." Ech, to były piękne dni. W czasie mojego dzieciństwa nie były znane chipsy, więc nie rzadkim widokiem były pajdy chleba posmarowane masłem i posypane cukrem, lub chleb polany wodą z cukrem. Chyba teraz dzieci nie znają takich smakołyków?:)) Życie w mieście, także miało swoje uroki.
      Z wiekiem nasze priorytety mieszkaniowe zmieniają się. Raz pragnie się ciszy innym razem kontrolowanego zamieszania. Ważne abyśmy umieli się odnaleźć w danym miejscu, niezależnie czy to będzie miasto czy wieś.
      Posyłam serdeczne pozdrowienia z Doliny Rospudy.

      Usuń
  5. podobnie jak Ty całe swoje życie mieszkałam w mieście. średniej wielkości, ale jednak mieście z całym niezbędnym zapleczem. rodziny na wsi nigdy nie miałam więc to zawsze było dla mnie takie trochę tajemnicze miejsce, które oglądałam głównie zza szyby samochodu. w wieku nastoletnim zazdrościłam trochę znajomym, którzy do szkoły dojeżdżali do nas, bo za każdym razem inna szkoła, inne miejsce, nowi znajomi a ja ciągle w tym samym kręgu. a potem podrosłam i zaczęłam się przenosić z miasta do miasta i zaczęłam odczuwać jakie są jednak tego niedogodności. mimo wszystko do natury ciągnie mnie niesamowicie i podejrzewam, że gdyby nie względy praktyczne to mogłabym na wsi mieszkać i nawet dojazdy nie byłyby straszne (w końcu i dziś jeżdżę 30 kilometrów z Gdyni do Gdańska do pracy). brakuje mi jednak kontaktu z naturą, nawet jeśli nie zawsze jest on czysty, estetyczny czy pachnący. i dochodzę do wniosku, że idealnym rozwiązaniem byłoby dla mnie jakieś nieco bardziej odległe przedmieście gdzie byłoby i zaplecze i już jednak ta natura bardziej wszechobecna. ale cóż, póki co zostaje bloczek w mieście... i nie będę jednak z tego powodu narzekać :)

    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno ideałem by było aby mieszkać pośród natury i nie dojeżdżać codziennie do pracy. A jednocześnie mieć całe zaplecze handlowo-usługowe na wyciągnięcie dłoni. Ale czy nadal byłaby to natura nieskażona cywilizacją pachnącą betonem, stalą i szkłem? Mieszkałam przez jakiś czas na przedmieściach Warszawy na skraju Puszczy Kampinowskiej i zapewniam, było tam mało kontaktu z naturą. Nie miałam czasu na słuchanie śpiewu ptaków czy na wydychanie wonności lasu. Gro wolnego czasu pochłaniały dojazdy, dojazdy i jeszcze raz dojazdy. A marzenie, że na emeryturze nawiążę bliższy kontakt z naturę weryfikują wszelakie niedomagania przychodzące z wiekiem, które wymagają oprawy lekarsko-rehabilitacyjnej.
      W blokowisku także mieszkałam, które składało się z wielu wieżowców, miło wspominam tamten czas, przynajmniej odpadało koszenie trawnika, odśnieżanie, wywóz śmieci itd.
      Chyba trudno jest pogodzić obcowanie z naturą i jednoczesne korzystanie z "dóbr" miasta.
      Gratuluję wszystkim szczęściarzom, którzy mają możliwość łączenia miasta i wsi bez kompromisów i wyrzeczeń. :))

      Usuń