poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Stambuł i Dom - Muzeum Adama Mickiewicza.

W poprzednim poście (tutaj) odwiedziłam Zosie i Nowogródek na Białorusi, gdzie Adam Mickiewicz urodził się i spędził dzieciństwo.A teraz zapraszam do Stambułu, gdzie nasz wieszcz narodowy w dziwnych okolicznościach rozstał się z życiem w dniu 26 listopada 1855 roku.
Nie będę w tym poście przybliżała historii miasta dwóch kontynentów, to jest nie lada wyzwanie dla historyków, orientalistów, a mój post blogowy jest tylko małą zachętą do drążenia i poznawania ciekawostek tego świata.

Muzeum Adama Mickiewicza w Stambule, dzielnica Beyoğlu/Pera, oddział Muzeum Sztuki Tureckiej i Islamskiej w Stambule, Turcja

Za czasów Mickiewicza Stambuł był Konstantynopolem. Obecna nazwa obowiązuje od 1930 roku i w wolnym tłumaczeniu oznacza "do miasta".
Adam Mickiewicz opuścił Paryż 11 września 1855 roku, a 22 września na parowcu "Tabor"przybył do Konstantynopola w celu utworzenia polskich oddziałów/legionów (legionistami mieli być w przeważającej większości Żydzi), które miały walczyć w wojnie krymskiej (1853-1856) przeciwko Rosji po stronie Turcji - to jest wersja nieoficjalna celu podróży. Mickiewicz miał także pogodzić Michała Czajkowskiego, który dowodził legionami sułtańskimi podległymi Turcji i Władysława hr. Czartoryskiego dowodzącego legionami podległymi Anglii.
Oficjalnym zaś powodem wyjazdu Mickiewicza do Konstantynopola była misja naukowa, której celem miało być zbieranie w Turcji i krajach bałkańskich informacji i materiałów naukowych na temat zakładów naukowych i ośrodków literackich - bibliotek, uczelni, drukarni, księgarni itp., a także poznanie organizacji nauczania publicznego w Cesarstwie Ottomańskim. Adam Mickiewicz miał otrzymać 1500 funtów, a na czas misji dysponował zaliczką w wysokości 500 funtów.
Projekt instrukcji w sprawie misji na Wschód Adama Mickiewicza z 15 czerwca 1855 roku
Poecie/politykowi towarzyszyli w Konstantynopolu Armand Levy w roli sekretarza, syn księcia Adama Jerzego Czartoryskiego, Władysław (to on przeniósł zbiory rodowe do Krakowa, które w grudniu 2016 roku stały się własnością polskiego narodu) i Henryk Służalski.
Stambuł nie pozostawia nikogo obojętnym na swe uroki, niezależnie od stuleci, które stworzyły nadbosforską metropolię. Jest to zachwyt zmieszany ze zdziwieniem i domieszką przerażenia. Taki właśnie jest Stambuł. Jest to miasto "tysiąca cudów, gdzie wody północy i południa spotykają się z ziemią wschodu i zachodu - jest to centrum świata".
Tak Mickiewicz opisał Konstantynopol w liście do Wiery Chlustin , rosyjskiej arystokratki "Muzy znad Dniepru" (21 października 1855 r.).
"Nie będę opowiadał o zewnętrznych wspaniałościach Konstantynopola; znasz je Pani z opisów; inaczej przedstawia się to od wewnątrz. Trzeba mieć zmysły iście demokratyczne i bardzo mocne, aby znieść pierwsze wrażenia wschodniego miasta.
Wyznam Pani nawet, że nie bez pewnej przyjemności zatrzymywałem się w niektórych częściach miasta, które mi się zdawały zupełnie podobne do miejsc w moim rodzinnym miasteczku litewskim (Nowogródku). 
Nowogródek początek XX wieku

Konstantynopol z przełomu XIX i XX wieku
Proszę sobie wyobrazić na przykład plac targowy pokryty warstwą nawozu i pierza, gdzie się swobodnie przechadzają kury, indyki i wszelkiego rodzaju stworzenia wśród gromady drzemiących psów. Aby jednak dostać się z tego placu do nas, trzeba było iść uliczkami, które wydały się tak prymitywne i tak malownicze, że oszczędzam Pani ich opisu. Zresztą zdobywam się raz dziennie na te przeprawy przez kupy zdechłych szczurów i rozpłatanych kotów, poprzez Anglików spitych na umór, i tureckich tragarzy.
Jest tu jedna rzecz, która spodobałaby się Pani, a to uczciwość i umiarkowanie kupców. Nikt mnie nie zapraszał do wejścia. nie ma wcale ogłoszeń i reklam. Przystawałem oglądałem towary, tymczasem kramarz jakby nie dostrzegał mojej obecności. Zapytany, mówił mi cenę przedmiotu i pogrążał się w zadumie. Ponieważ miałem kłopot z monetą turecką, proponowano mi towar na kredyt. Po raz pierwszy w życiu miałem ochotę czynić zakupy".
Rzeczywiście, trudno jest nie zachwycać się (w różny sposób) tym wyjątkowym miastem...
Mickiewicz, aby bliżej poznać specyfikę państwa tureckiego uczył się jęz. tureckiego z podręcznika Aleksandra Chodźki przeznaczonego dla żołnierzy wyjeżdżających na Wschód. 
Próbka pisma osmańsko-tureckiego zapisanego przez Adama Mickiewicza skryptem arabskim.
XIX wieczny Stambuł, most Galata, Nowy Meczet i w oddali górujący meczet Sulejmana Wspaniałego 
Widok na mosty Złotego Rogu, Stambuł, Turcja
Widok na Złoty Róg w Stambule z murów okalających Meczet Sulejmana Wspaniałego 
Stambuł za czasów gdy przebywał w nim Mickiewicz na pewno był troszeczkę inny. Po Bosforze nie pływały wodoloty, a po ulicach nie pędziły (lub stały w korkach) auta.
Tak o Konstantynopolu pisała Ludwika Groppler (jeszcze powrócę do tej postaci w poście).
"W ówczesnym Stambule nie znano nawet europejskich powozów. Turczynki wyjeżdżały z haremów na spacery w misternych, omalże średniowiecznych kolebkach, ozdobionych jak tabakierki, ciągnionych przez woły, noszono je także w lektykach. Mężczyźni jeździli zawsze konno. Niebrukowane ulice miasta wyglądały w okresie suszy jak wyschnięte łożyska górskich potoków, w zimie pokrywała je warstwa czarnego śliskiego błota od 10 do 20 cm grubości. Śmiecie i cuchnące odpadki kuchenne zalegały wszystkie drogi i place miejskie, zatruwając powietrze w czasie upałów.nikt ulic nie sprzątał poza psami. (Maria Czapska 1938 rok)
Są jednak takie miejsca w mieście dwóch kontynentów, gdzie czas płynie wolniej i kosmiczna prędkość XXI wieku nie zmieniła ducha dawnego miasta. Takim miejscem z pewnością jest dzielnica Pera. Nazwa dzielnicy to pozostałość z greki, oznacza miasto "powyżej", lub "nad". To tam Adam Mickiewicz, 8 listopada 1855 roku wynajął dom od pani Rudnickiej - "Polki wyszłej za mąż za Niemca, krawca". Dom o numerze 26 znajdował się u zbiegu ulic Jeni-Szeri i Kallendżi-Kulek.
Pera jest niepowtarzalną dzielnicą Stambułu, tak o tym miejscu pisał Henryk Sienkiewicz: "Po śniadaniu udaliśmy się na Perę(...). Pera jest brudna jak Kaźmierz w Krakowie. Domy też nie lepsze. Grande Rue jest wąska jak ulica Chmielna. Magazyny nędzne. (...) Co to jest Stambuł? To nie brudy, tylko obrzydliwości. To nie Kraków, nie Lwów, nie Tarnopol, ale jakiś niechlujny Pacanów czy Baranów..." Muszę przyznać, że autor trylogii nie był zachwycony miastem dwóch kontynentów.

Pera, część dzielnicy w luksusowej wersji, ul. Grande Rue, Mickiewicz mieszkał w dolnej części Pery, która z luksusem miała mało wspólnego.
Pera, to tutaj Mickiewicz wynajmował mieszkanie w Konstantynopolu, upłynęło sporo lat, a charakter i styl dzielnicy zbytnio się nie zmienił. Nadal jest to dzielnica imigrantów. 
Dzielnica Pera, na dole ulicy znajduje się Dom-Muzeum Adama Mickiewicza, Stambuł
Dolna Pera w Stambule, dzielnica pełna kontrastów, dzięki różnorodności i autentyczności, pozbawiona jest sztuczności potrafi zachwycić i oczarować.

Pera, dzielnica Stambułu, od lat nie zmieniła swojego charakteru...





Trochę było zawirowań z wynajęciem mieszkania w Konstantynopolu przez Adama Mickiewicza. Poeta, hmm... wówczas chyba bardziej już polityk (od 20 lat Mickiewicz nie napisał żadnego literackiego utworu) o mały włos byłby zamieszkał w najpiękniejszej dzielnicy Stambułu - Bebeku. Tam właśnie mieszkał krakowianin Henryk Aleksander Groppler. Dom formalnie należał do Ksawerego Branickiego i miejscowa Polonia była przeciwna, aby wieszcz narodowy, patriota zamieszkał w domu targowiczanina.

Dzielnica Bebek w Stambule była i jest nadal jedna z najbardziej ekskluzywnych dzielnic miasta. Tak o Bebeku pisał H. Sienkiewicz: "Bebek jest to szereg domów rozrzuconych na górzystym brzegu. Uliczki bardzo ciasne, gdzieniegdzie pałacyk, zresztą domy nędzne choć charakterystyczne tureckie z oknami i balkonami pokrytymi skośną, drewnianą kratką".
Widok na Bosfor i dzielnicę Bebek w Stambule, zdjęcie początek XX wieku
Dzielnica Bebek we współczesnej odsłonie, to jest nadal luksusowa dzielnica Stambułu
Bebek w Stambule widziany od strony Bosforu. 
Henryk Groppler od strony matki był ciotecznym bratem Jana Matejki. Artysta wraz z żoną był w Stambule w odwiedzinach u kuzyna  i na jednym z obrazów uwiecznił Bebek - stambulską dzielnicę znad Bosforu.
"Widok Bebeku"  1872 rok Jan Matejko, Lwowska Galeria Obrazów
Henryk Groppler to wyjątkowa postać wśród ówczesnej Polonii przebywającej w Konstantynopolu.
Portret Henryka Gropplera, 1872 rok, Jan Matejko, zbiory prywatne
Pan Henryk wraz z żoną Ludwiką Groppler prowadził tzw. salon demokratyczny, a ich dom nazywany był ambasadą Polski, był także centrum emigracji polskiej. Tam właśnie spotykali się polscy patrioci, artyści, politycy, jak również włoscy oficerowie, węgierscy generałowie. Groppler gościł w stambulskim domu oprócz wspomnianego Jana Matejki, także Henryka Sienkiewicza, Karola Brzozowskiego, Jana Stykę, Kazimierza Pochwalskiego, Teodora Tomasza Jeża, Józefa Wysockiego, St. Chlebowskiego - nadwornego malarza sułtana Abd-ul-Aiza, Włodzimierza Spasowicza - krytyka i publicystę, Hieronima - brata Napoleona, Jadwigę Zamojską, Seweryna Bielińskiego - adiutanta Józefa Wysockiego, Tadeusza Oksza-Orzechowskiego, Franciszka Sokulskiego,, gen. Edmunda Różyckiego, kurierów z Warszawy, Krakowa, Lwowa, Kijowa, Odessy, Paryża, Turynu, a także Adam Mickiewicza.
Tak opisywał spotkanie  poety z  młodziutką Ludwiką, żoną Gropplera Karol Brzozowski: "Gdy pojawił się przed nią Adam, tak jak stała, nie potrafiła wydusić z siebie ani jednego słowa, żebyście zobaczyli, ile umiejętności wykazał, by wydobyć biedną z jej położenia". Tygodnik Ilustrowany 1866 rok.
A spotkanie z Mickiewiczem tak relacjonowała pani Groppler: "... że była tak przejęta widokiem wieszcza, wstępującego w progi jej domu, ze po prostu straciła zupełnie głowę i zapomniała nawet o gościnności polskiej i  nie zdobyła się na poczęstowanie znakomitego gościa jakimś posiłkiem, co Mickiewicza zdziwiło, ze już wiele słyszał o zamożności i hojności tego domu". ( Dr. T. Gerstman, Gazeta Lwowska 13 sierpnia 1899 r.)

Portret Ludwika Groppler z Głowackich, Rafał Hadziewicz 
Ludwika była siostrą malarza Jana Nepomucena Głowackiego.
Ludwika Groppler była pianistką, kompozytorką i zarazem dyplomatką. Komponowała utwory muzyczne - mazurki, polonezy, walce, menuety, tańce chorwackie, barkarole, gawoty... Część utworów wydała w zbiorze "Niezapominajki polskie" w Konstantynopolu w 1899 roku. Była także nazywana królową demokratów. Wraz z mężem prowadziła w Konstantynopolu "otwarty dom", gdzie byli przyjmowani artyści, politycy, gdzie odbywały się koncerty i spotkania towarzyskie. Posiadłość Gropplerów była nazywana także oazą na pustyni. "Był to jedyny w Konstantynopolu dom polski, po polsku gościnny i nacechowany tonem towarzystwa wytwornego".



Henryk Sienkiewicz i Kazimierz Pochwalski na statku z widokiem na Bosfor, 1940 rok Kazimierz Pochwalski, Muzeum Narodowe w Kielcach.
Henryk Sienkiewicz tak wspominał: "Brakuje Bebeku, a w nim zacnych i kochanych Państwa Gropplerów, w którym gościnnym domu czas upływał jak w Polsce i lepiej, bo swobodniej niż w Polsce".
A kim był Henryk Anastazy Groppler? Na pewno był to człowiek, któremu sprzyjała Fortuna i przysłowiowy łut szczęścia.
Pan Henryk urodził się w 1822 roku w Krakowie. Tutaj prowadził rodzinne przedsiębiorstwo zegarmistrzowsko-jubilerskie. W latach czterdziestych XIX wieku wyjechał do Genewy, gdzie pobierał nauki. W okresie Wiosny Ludów podróżował jako agent handlowy po Wileńszczyźnie, Ukrainie i Mołdawii, działając zarazem jako agent polityczny Towarzystwa Demokratycznego Polskiego. W 1850 roku wyjechał do Turcji, gdzie na początku tam pobytu prowadził w Konstantynopolu firmę jubilerską i był także przedstawicielem firmy Sigersa. W 1863 roku jeździł jako emisariusz Rządu Narodowego do Odessy, zbierał fundusze na powstanie styczniowe w Polsce.
W Konstantynopolu Groppler dorobił się ogromnego majątku.
Hmm... ten post to opowieść o Adamie Mickiewiczu, ale trudno mi przejść obojętnie obok Polaków, którzy w Carogrodzie ( nazwa Stambułu nawiązująca do Cesarskiego Miasta), znaleźli swoje miejsce i tutaj tworzyli małą ojczyznę. I właśnie historia krakowianina Gropplera jest idealnym przykładem, że pomysłowość i fantazja Polka nie zna granic. Chyba warto stworzyć oddzielny post o Polakach przebywających nad Bosforem.
A w jaki sposób Groppler pozyskał ogromny majątek, to jest ciekawa historia.
"Zaczęło się wszystko zgoła zwyczajnie. W 1857 roku grupa Polaków, poszukujących w Turcji środków utrzymania, zawiązała spółkę w celu eksploatacji złóż kolorowego marmuru w okolicach Bandirmy (starożytna Panderma), na azjatyckim wybrzeżu morza Marmara. Przedsięwzięciem kierował Włodzimierz Kozłowski, który dysponował gotówką od rodziny w kraju. Tereny spółka nabyła od Ormian, zakupiono maszynę parowa do cięcia marmuru. Eksploatacje złóż powierzano Józefowi Ratyńskiemu, rzemieślnikowi o wybitnych uzdolnieniach technicznych. Spółka miała kłopoty finansowe, ponieważ nie potrafiono sprzedać wydobytego marmuru. Od bankructwa firmę uratował Henryk Groppler, który zajął się marketingiem. Prosperita nie trwała długo, ponownie zaczęły się kłopoty ze sprzedażą mimo, że marmur otrzymał srebrny medal na wystawie powszechnej w 1867 roku w Paryżu.
Bandirma ok 1920 rok widok na port, Turcja.
I w tym momencie Los zafundował polskiemu przedsiębiorcy ciekawy zbieg okoliczności. Przy kamieniołomie przebywał "na łaskawym chlebie"rzeźbiarz z Warszawy, Karol Martyni. Jako wyraz swej wdzięczności Martyni ofiarował Gropplerowi medalion, który wyrzeźbił z białego krystalicznego minerału. Medalionem zainteresował się Francuz, inżynier, Camille Desmazures, Zainteresował się on medalionem, nie ze względów artystycznych, ale ze względu na materiał z którego był wykonany, a był to boracyt, minerał bardzo poszukiwany na ówczesnych rynkach zachodnich. Za boracyt płacono 1300 franków, a dzienne wydobycie sięgało 10 ton. Cło wywozowe było niskie, bo Turcy nie znając minerału zakwalifikowali go jako  gips. Pan Groppler dysponował 9 statkami parowami, którymi transportował boracyt.
Rzadka, odmiana gipsu- boracyt!
I wyjaśniło się skąd Henryk Groppler posiadał m.in.środki na zakup placu i odbudowę domu, gdzie zmarł Adam Mickiewicz, jak też na wspomaganie finansowe Polaków mieszkających w Turcji.
Na temat losów Polaków, którym się udało na obczyźnie, lub nie, przeczytałam w książce prof. Bolesława Orłowskiego "Osiągnięcia inżynierskie polskiej emigracji".

A tak, wg opisów gości, wyglądała willa Groplerów, której wystrój  zadziwia i wprawia w zdumienie.
"Nad wszelki wyraz był oryginalny i ciekawy jego dom w Bebeku. Miejscowość ta leży o kilka km od Carogrodu, na prawym brzegu Bosforu. Ich dom stał na górze, przy uliczce wązkiej, spadzistej, był dwupiętrowy, a choć malutki, pełen wewnątrz przedziwnych osobliwości. Trzebaby w nim być koniecznie, żeby powziąć o nim dokładne wyobrażenie. Wschodnie dywany i atłasy zachodnie, wazy etruskie i marmury greckie, kosztowne opony i przedziwne boazerye perskie, ściany i sufity wykładane drzewem koloru perłowego, wygodne otomany tureckie i kanapy perskie- wszystko tam było pomieszczone i tworzyło chaos prawdziwy, lecz nie ów, który nas ogłusza, ale ten, w którym jest o tyle harmonji, że oko się nie gubi, myśl się nie rozstrzela i widz może z przyjemnością przypatrzeć każdemu przedmiotowi z osobna.
W tym uroczym zakątku mieszkali państwo Gropplerowie. Dziś ten, który był duszą tego domu nie żyje, Polacy przybywające do Carogrodu, nie mają tam nikogo.
Wraz z Henrykiem Gropplerem umarła polska gościnność nad Bosforem". (Józef Rogosz,Wieczory Zimowe, Lwów, 1888 rok)
Archiwum cyfrowych zbiorów Uniwersytetu Jagiellońskiego
"Nie willa, ale pałac, co się zowie. Nie mieszkanie, ale sen wschodni. W całym mieszkaniu nie ma ani jednego zwyczajnego mebla: sofy, krzesła kryte perskimi dywanami, kilimkami z Brussy, jedwabiami z Trebizondy; a na podłogach kobierce ze wszystkich targów wschodnich, w oknie zasłony indyjskie, a japońszczyzny, a chińszczyzny; nad obrazami podobne do pajęczyn tkaniny różnych kolorów i najdziwaczniejszych haftów, stoliki w kształcie świątyń i i płaskich pagód wykładane perłowa masą. Mnie umieszczono w w bibliotece, która jest prawdziwym muzeum. We drzwiach portiery kupowane w meczetach, stare, zahaftowane złotem. a ileż przedmiotów małych a cennych, wykopalisk egipskich, chrząszczów, bożków etc, etc." (Henryk Sienkiewicz 1886 r.)
Ale Henryk Groppler był przede wszystkim wspaniałym patriotą, wspierał finansowo miejscową Polonię, gościł w swoim domu rzesze Polaków.
Tak o gościnności pana Henryka pisał Henryk Sienkiewicz i Józef Rogosz - pisarz i publicysta.
"Sam gospodarz, człowiek lat 50 kilku, raźny, czerstwy, witał nas tak gościnnie, ..., że był rozpromieniony. Na samym wstępie darował mi starą szablę perską, której cała pochwa pokryta jest zupełnie rzeźbionymi koralami i turkusami. Nie wiedziałem, co ze sobą zrobić, jak przyjąć, jak odmówić, bo z jednej strony, bo ja wiem, może to warte 500, a może i 1000 franków, a z drugiej tak prosił, tak nalegał, tak wmawiał, że to dla Wołodyjowskiego, że trudno było odrzucić. Wystrzegam się jak ognia, żeby czego nie pochwalić, w obawie, że darują. Gospodarz wygląda tak, jakby był gotów darować całą willę. Panią poznaliśmy dopiero przy śniadaniu; także niezmiernie serdeczna, tylko w inny sposób od męża, bo się rozczula do łez. Tęskni niesłychanie do kraju i choruje z tęsknoty." (H.Sienkiewicz Konstantynopol 1886).
"Był to człowiek tak zacny, tak gościnny, że każdego Polaka pragnął mieć obok siebie, by się nim opiekować. to też w jego domu widywano niegdyś Adama Mickiewicza, jenerała Zamojskiego i Sadyka-baszę; później byli w nim gośćmi codziennymi: Tadeusz Orzechowski, Karol Brzozowski Jeż, Karol Pieńkowski, Włodzimierz Milowicz, w latach zas ostatnich mieszkał tam jego sławny kuzyn, Jan Matejko, a niedługo po panu Spasowiczu przybył także do Bebeku ze swymi przyjaciółmi Henryk Sienkiewicz. A ilu biedakom z  kraju wyrzuconym i z głodu umierającym Groppler rękę pomocna podał! Obok tego interesował się wszystkiem co sie działo nad Wisłą i Wartą, celniejsze utwory polskich pisarzy miał i czytał, nawet wybitniejsze dzieła sztuki polskiej nie były mu obce. a jak kochał swa mowę ojczystą!
Groppler miał rozliczne znajomości. Począwszy od wielkiego wezyra, a skończywszy na urzędnikach celnych, znał wszystkich w Konstantynopolu; w zagranicznych ambasadach znano go także i ceniono, szczególna zaś przyjaźnią zaszczycał  go był gubernator Brussy, a następnie w.wezyr Achmet Vefik pasza, znany na Wschodzie jako wielki miłośnik literatury". (Józef Rogosz, Nowe Sioło pod Stryjem, 1887 r.)
To Henryk Groppler z własnych środków wykupił plac od władz Stambułu, gdzie stał drewniany dom w którym mieszkał Adam Mickiewicz. Gdyby nie miłość do ojczyzny pana Henryka, to ślad po pobycie Adama Mickiewicza w Stambule uległby zatarciu.
O odbudowanym domu napiszę w dalszej części postu.
Jak wspomniałam wcześniej,  ostatnim lokum Adma Mickiewicza w Konstantynopolu był dom w dzielnicy Pera, ale poeta mieszkał także w innych dzielnicach Carogrodu.
Poeta po przyjeździe do Konstantynopola przebywał w klasztorze lazarystów  wraz z dwójką przyjaciół, Armandem Levym i Henrykiem Służalskim w jednym pokoju (jeden tylko pokój /wspomnienia Służalskiego/w każdym rogu jeden z nas trzech, mieliśmy zamiast łóżek materace i dywan, płaszcze zastępowały kołdry. Jeden kufer służył nam za stół jadalny, drugi za kanapę dla gości, dokuczały nam pchły, pluskwy i komary". Następnie Mickiewicz udał się Burgas, po powrocie ponownie zamieszkał w klasztorze lazarystów, ale warunki były tam okropne i doktor Drozdowski, agent" Hotelu Lambert"- obozu politycznego powstałego na emigracji po powstaniu listopadowym, który do życia powołał książę Adam Czartoryski, ulokował Adama Mickiewicza i jego przyjaciół w Hotelu Luxemburg, skąd Mickiewicz przeniósł się do wynajętego domu pani Rudnickiej w dzielnicy Pera.
Mickiewicz, jak wspomniałam, "mieszkał" przez dwa tygodnie (przebywał w wojskowym, polowym namiocie) w Burgas, w obozie kozaków otomańskich, którym komenderował Michał Czajkowski herbu Jastrzębiec vel Sadyk Pasza.
Muzeum Adma Mickiewicza w Stambule
"Powrót z polowania w obozie pod Burgas", listopad 1855.
Na pierwszym planie, od lewej Służalski, Mickiewicz i Sadyk-pasza.
Według rysunku Piotra Suchodolskiego.

A tak opisywał Adama Mickiewicza przybyłego do Burgas jeden z oficerów - "... wieku dość podeszłego, dobrze zbudowany, wzrostu miernego, ale barczysty; ogolony zupełnie, rysy miał wydatne i wyraziste; długi srebrny włos spadał w nieładzie z głowy jego, którą pokrywał kaszkiet z dnem szeroki,m na tył pochylonym, z daszkiem przyciskającym skronie; surdut był na nim długi, obszerny, oliwkowej barwy, zapięty aż pod samą szyję, spodnie szaraczkowe. Strój był prosty inic w powierzchowności nie było, co by go od innych odznaczało, a mimo woli przecie czynił niepospolite wrażenie wyrazem i postawą".
Mickiewicz proponował Czajkowskiemu utworzenie legionów w skład których wchodziliby Żydzi. W jednym z listów tak pisał Czajkowski: "Przyznaję, że chociaż doskonale rozumiałem całą ważność tej organizacji i dla Turcji, i dla  sprawy polskiej, dziwnym mi się jakoś wydawało - szlachcic polski, i to z rodu Kozaków, na czele huzarów Izraelitów".
"W obozie Sadyka panuje porządek, a razem ochota i wesołość. Żołnierze bardzo przywiązani do dawódcy, korpus oficerów jest doborem ludzi rzadkich. Są tam i starzy wojskowi i młodzi synowie obywatelscy z Poznańskiego i Polski. Wszystko zgodne i wszystko żyje po bratersku. Duch i ton ich daleki od grubego żóldackiego hałasu i od rozlazłości salonowej. Zdawało mi się, że byłem na łonie ojczyzny i gdyby nie słabość nagła, z trudnością bym się wyrwał z tego obozu" - List Adam Mickiewicz do Adama Czartoryskiego.

"Adam Mickiewicz z Sadykiem Paszą w Turcji" 1890 rok, Juliusz Kossak
Na obrazie malarz umieścił ulubionego bułanego konia Mickiewicza - "Krokodyla" i charta, z którym poeta się nie rozstawał, a który wabił się "Kapłan".
Adama Mickiewicza niezwykle serdecznie przyjęto w obozie otomańskich Kozaków.
"Pierwszą ucztę urządzono w polu, pod rozłożystą lipą. Między konarami drzewa umieszczono transparent  z godłem polskim i "cyfrą Adama Mickiewicza"oraz napisem: "Niech żyje Polska!, Niech żyje jej Wieszcz! Od tej lipy tedy, w owalno podługowaty okrąg, w kolano wykopane rowy stanowiły ławy dla gości; a stół był podsypany ziemią, wyłożony tarcicami i okryty granatowym suknem, ławy zaś czerwonym. Wokoło były gęsto w ziemię powbijane lance z czerwonymi chorągiewkami, wieńce laurowe wisiały od jednej do drugiej, a na każdym grocie lancy była latarnia. Pod lipą zrobiony był tron z samych siodeł, uzbrojony karabinkami, pistoletami i pałaszami, co przy odblasku świtała sprawiało prześliczny widok".
Michał Czajkowski to niezwykle ciekawa postać. Przybył do Turcji w 1841 roku, gdzie został mianowany przez Adama Czartoryskiego szefem Agencji Głównej Misji Wschodniej Hotelu Lambert. Podczas wojny krymskiej dowodził oddziałem kozaków otomańskich. Z inicjatywy księcia Czartoryskiego zakupił grunty należące do zakonu św. Wincentego, gdzie została utworzona wieś Adampol (od imienia Adama Czartoryskiego). Pierwszy dom został wyświęcony 19 marca 1842 roku. Znaleźli tutaj schronienie powstańcy listopadowi, wykupieni z niewoli tureckiej Polacy - jeńcy przymusowo wcieleni do armii rosyjskiej, uczestnicy Wiosny Ludów, wojny krymskiej, powstania styczniowego.
Michał Czajkowski przeszedł na islam w 1850 roku, unikając w ten sposób ekstradycji do Rosji, ponieważ jako wyznawca Allaha był pod opieką sułtana. Czajkowski przyjął imię Mehmed Sadyk (czyli wierny) Effendi zwany Paszą (jest to honorowy tytuł dostojników wojskowych i cywilnych). Z tych samych względów na islam także przeszedł Józef Bem, inżynier Seweryn Bieliński - Nihad Pasza, Ludwik Bystrzanowski, Władysław Kościelski, Aleksander Iliński, płk. Ludwik Sas-Monasterski - Lufti Bej,
Żoną Czajkowskiego była Ludwika ze Śniadeckich (muza i miłość "Safona" czternastoletniego wówczas Juliusza Słowackiego), córka profesora wileńskiego.  Pomagała mężowi w prowadzeniu biura, zajmowała się korespondencją, współtworzyła Adampol, gdzie została pochowana na zboczu Alemdagu. Niektóre źródła podają, że Ludwika i Michał żyli w niesformalizowanym związku. Czajkowski pozostawił w Paryżu żonę i trójkę dzieci. Jak widać strzała Amora nie zna żadnych barier. Czajkowski, po śmierci Ludwiki pojął za żonę młodą Greczynkę, której zdrady małżeńskie doprowadziły do samobójstwa Michała.
Ludwika Śniadecka, tak jak Ludwika Groppler, prowadziła salon towarzyski, i obie panie były po prostu zazdrosne o wpływy i rangę przyjmowanych gości. Na korzyść pani Groppler przemawiała niezwykła uroda, takt, inteligencja, talent i urok osobisty.
Ludwika Śniadecka, żona (?) Michała Czajkowskiego, 1825 rok, akwarela S.Prószyński
Michał Czajkowski - Mehmed Sadyk Effendi
"Ludwika Śniadecka", Stanisław Chlebowski, Muzeum Narodowe w Warszawie
Po powrocie z Burgas Mickiewicz zachorował na "dyaryę" - dezynterię i nie powrócił już nigdy do pełni sił. Nie wiadomo co mogło zaszkodzić Adamowi, czy trudy pobytu w obozie, czy choroba, czy osłabienie, czy też potrawy?
"Podano przeswędzoną kiepską baraninę, niesłychanie tłusto przyprawioną, następnie bigos, za kapustą, z dzika. Bigos był rzeczywiście dobry, ale tak tłusty, pieprzny i paprykowany, że tylko nasze młode, wojskowe żołądki mogły go od biedy strawić, a przy tym polany był tamtejszym mocnym winem, mógł więc łatwo zaszkodzić starszemu i delikatniejszemu organizmowi Mickiewicza". Sam Mickiewicz po takiej uczcie narzekał, że "jak gdyby mu kamień leżał na żołądku".
A tak wyglądał jeden z pokazów sztuki wojennej, którą zaprezentował Mickiewiczowi Michał Czajkowski w czasie "promenade militaire": "Sześć sotni kozaków w rozwiniętym froncie stanęło na stepie, w środku Mickiewicz z Sadykiem i zaproszonym gośćmi, przed nimi jechał pluton śpiewaków z kozackimi instrumentami, tj.teorbanami, czyntlami, piszczałkami, a głownie chór śpiewaków kozackich. Mickiewicz był ubrany w granatową czamrę, w krakusce z kokardą czerwoną i orzełkiem polskim. Pochód był wspaniały".
Fragmenty cytatów z pobytu Adama Mickiewicza w obozie Michała Czajkowskiego" Muzeum Adama Mickiewicza w Stambule. Adam Mickiewicz w taki oto sposób dziękował za niezwykle miłe przyjęcie w Burgas: "Bracia! dziękuję wam z całej duszy i serca. Nie mam wyrazu na objawienie wam uczuć moich. Dziękuję wam za waszą życzliwość dla mnie, ale dziękuję wam bardziej za wasze poświęcenie, wytrwałość i ochoczość. Sława wam! Ten tylko prawy Polak, ten tylko prawdziwym synem Polski, kto oręż nosi przy boku, kto tak znosić i cierpieć potrafi jak wy!niech żyją tacy synowie, niech żyje takich synów Matka".
Oryginalny dom w dzielnicy Konstantynopola, gdzie Mickiewicz mieszkał po kres swych dni uległ zniszczeniu w wyniku pożaru, który wybuchł w tej części miasta w marcu 1877 roku.
Polacy na miejscu pogorzeliska chcieli postawić pomnik lub pamiątkową kolumnę. W 1879 roku Józef Ratyński w imieniu Henryka Gropplera odkupił od władz Konstantynopola teren/posesję za 100 funtów tureckich (2300 franków) i wybudował murowany dom, starając się wiernie odwzorować stan przed pożarem. Budowa domu została ukończona w 1884 roku. Członkowie Towarzystwa Wzajemnej Pomocy i Dobroczynności w Konstantynopolu  w 1901 roku  przedłożyli wspólnie oświadczenie, że "dzisiejszy budynek wzniesiony jest ściśle według planu spalonego budynku, na co my starzy możemy złożyć przysięgę, a co stwierdził konsul austryjacki". Syn Józefa wmurował dwujęzyczną tablicę informującą, kto przybywał w tym domu, tablica nie dotrwała do naszych czasów. Nową tablicę wmurowano w 1909 po wprowadzeniu pisowni łacińskiej. Drugą zaś wmurowano w 1919 roku na której znajduje się medalion z profilem poety. Dom został przebudowany w 1933 roku.
Tak naprawdę dom nie stoi idealnie w tym samym miejscu, ponieważ władze tureckie zmodernizowały plan odbudowy Pery. Jedyne co się zgadza to grunt, na którym kiedyś znajdował się dom, w którym umarł Adam Mickiewicz.
Córka Józefa Ratyńskiego po latach stwierdziła, że " jedyną pamiątką po wieszczu naszym pozostał tylko grunt, na którym umarł"
"Dom pamiątkowy", tak , w 1909 roku określono odbudowany dom, gdzie zmarł Adam Mickiewicz, Stambuł





Dom w którym zmarł Adam Mickiewicz, kiedyś ulica nosiła nazwę - Adam Sokak (Adam w jęz. tureckim oznacza mężczyznę), później Hanum Sokak (ulica kobiety). Po protestach attache prasowego Tadeusza Gasztolta Seyfeddina nazwę ulicy zmieniono na Dam Mickiewicz Sokak, ale ta nazwa niezbyt długo istniała, zmieniono ją na Tatli Badem Sokagi, czyli ulica Pachnących Migdałów... Czy ta ulica pachnie migdałami? , muszę podziwiać dobry humor radnych Stambułu , którzy nadali tej ulicy taką nazwę.

Obecnie Dom-Muzeum Adama Mickiewicza jest udostępnione zwiedzającym, wstęp jest bezpłatny, a wnętrza domu zwiedza się indywidualnie. Ochrona - strażnik, który tam pracuje wpuszcza bez słowa odwiedzających i wskazuje w milczeniu od czego należy rozpocząć zwiedzani, a potem znika w "otchłani" muzeum. Potencjalny zwiedzający zostaje sam na sam z historią i muzeum.
Dom jest nieduży, na zwiedzanie wystarczy pół godziny. Nawet pokazy multimedialne nie zajmują zbyt wiele czasu. Dom-Muzeum nie posiada dużej ilości eksponatów. Większość z nich udostępniło  Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie.


















Ale za czasów Adama Mickiewicza dom, także nie posiadał "oszałamiającego" wystroju.
"W kącie na prawo stało kapą białą osłonięte żelazne łóżko, na którym wydał tchnienie ostatnie, nieopodal od łóżka stolik, na którym do dzieci, przyjaciół i znajomych pisywał; dalej kanapa i drewniane oplatane krzesło, przy progu umywalnia, drugi stolik na środku, na ścianach zwierciadło i litografij parę. Wszystko to skromne, proste pospolite".-Teodor Tadeusz Jeż.
"Widziałem dom smutny i opuszczony i widziałem izbę o jednym kwadratowym oknie, w której był zamieszkiwał. Przedsień prowadziła do niej, a umeblowanie składało się ze stołu, kilku krzeseł prostych i łóżka. Pokój trącił pustkowiem, był ciemny i nawet wilgotny"-  Zenon Fisz "Listy z podróży" 1858 r.

Niestety, Adam Mickiewicz Konstantynopolem "nacieszył" się tylko dwa miesiące. Śmierć poety i zarazem polityka do dziś jest nierozwikłaną zagadką. Oficjalna wersja wpisana w akt zgonu (dokument sporządził Jan Gembicki) stwierdza skomplikowaną chorobę z wylewem krwi do mózgu, inna z kolei podaje, że nasz wieszcz narodowy umarł na cholerę (w tym czasie w Konstantynopolu nie było zachorowań na tę śmiertelną chorobę- Ludwika Groppler tak pisała -Wiedzieć nawet trudno czy to rzeczywiście cholera była, bo zupełnie nie sczerniał... W mieście jej nie ma, czasem w okolicach gdzieniegdzie zdarzy się wypadek" , a jeszcze inna, że został otruty arszenikiem przez przeciwników politycznych. Służalski w liście  do księcia Adama Czartoryskiego tak napisał - "Nie była to choroba, ale piorun...", ponieważ śmierć przyszła nagle i niespodziewanie.Co ciekawe, Henryka Służalskiego posądza się o podanie trucizny Adamowi, jak też doktora Drozdowskiego. Hipotez i poszlak jest wiele.
Ostanie chwile życia Adama Mickiewicza są dość szczegółowo opisane, ponieważ w chwili śmierci poecie towarzyszyli mu bliscy, przyjaciele, znajomi, można doliczyć się 13 osób, które były w pobliżu poety w ostatnich chwilach jego życia.. Relacje świadków są czasami zbieżne, czasami pochodzą z opowiadań innych osób, a dzięki tym przekazom wiemy co Mickiewicz jadł, pił, kto go odwiedził, co mówił.
Przytoczę kilka relacji z tamtych dni.
"Mickiewicz jadł podle, stołował się głównie w podmiejskich garkuchniach. Po 20 listopada jesienne słoty i pogarszający się stan zdrowia uniemożliwiły mu nawet to. Przestał wychodzić nawet na obiad, odwołał też ważna wizytę u angielskiego ambasadora, bo nie czuł się na siłach, by sprostać obowiązkom.W nocy z 25 na 26 listopada było już tak źle, że współmieszkańcy wezwali lekarzy. Podawali leki przeciw cholerze, ale na nic to zdało. Mickiewicz umarł "trzy kwadranse na dziewiątą wieczorem".
"Zostawszy sam ( Bednarczyk) z Mickiewiczem, przerażony gwałtownym pogorszeniem jakie niebawem nastąpiło w stanie chorego, Bednarczyk, na wezwanie gospodyni, pośpieszył po najbliższego lekarza. Był nim Polak, dr. Dębicki.
Lekarz wysłuchawszy objawów choroby, rozpoznaje w nich gwałtowną cholerę, oświadcza, że "ratunku... nie ma"; na żądanie zaś aby się udał do chorego, odmawia: "Do każdego innego bym poszedł, lecz to mąż znamienity, wyleczyć go niepodobna - a powiedzą żem go zabił". Dopiero kiedy Bednarczyk przykłada mu nabity pistolet do głowy, mówiąc" W łeb ci strzelę, jeżeli natychmiast nie pójdziesz", lekarz decyduje się iść, ale w mieszkaniu oddychającego jeszcze chorego, chodząc po stancji, wyrzeka: "Po co mnie tu wezwano, ratunku nie ma, już nie żyje, powiedzą, żem go otruł".

27 listopada 1855 roku w mieszkaniu, zgodnie ze ówczesnym zwyczajem, sporządzono akt zgonu, w południe rysunek ołówkiem poety, o godz 14 zdjęcie pośmiertne z profilu i półprofilu, oraz odlew gipsowy pośmiertnej maski.

Maska pośmiertna Adama Mickiewicza wykonana dzień po śmierci poety.

Adam Mickiewicz na łożu śmierci.
Według rysunku Teofila Kwiatkowskiego (1809-1891).

"Łzy rzewne polały się nam z oczu gdyśmy spojrzeli po sobie a potem na trupa. Uczucie sieroctwa i pewnej próżni życia owiało nas... Podaliśmy sobie dłonie i łkając przyrzekliśmy spełnić godnie i z niezachwianym męstwem pielgrzymkę naszą. Patrzyliśmy na tę głowę szlachetną, po której w nieładzie białe i długie rozrzucały się włosy i na te usta wpół otwarte, lecz sine, jakby gotowe do odezwania się, i milczeliśmy grobowym milczeniem". 
"Życia dokończył z zupełną przytomnością, smutnym wejrzeniem, nic nie mówiąc. Ksiądz Ławrynowicz, Żmudzin i demokrata w ostatniej chwili namazał go olejem św., a Lévy zamknął mu oczy". Do trumny ubrano go w niebieską konfederatkę, którą nosił po domu i opisane przez Norwida na żywym człowieku "futerko wytarte, szaraczkowym suknem powleczone".
Wiele interesujących, czasami patrząc przez pryzmat współczesności, można przeczytać w książce "Zwłoki Mickiewicza, próba nekrografii poety" Stanisława Rośka.


Ciało Adama Mickiewicza zostało zabalsamowane 30 listopada 1855 roku i złożone do  trumien dębowej, cynowej i orzechowej ze względu na pogłoski dotyczące śmierci poety na cholerę. Trumny zostały opieczętowane przez francuski konsulat. Do trumny włożono fotografię żony poety, kosmyk włosów najmłodszego syna Józia, krucyfiks, a twarz przykryto całunem.Trzy trumny nie zmieściły się na schodach klatki schodowej więc zostały pozostawione w sieni pod schodami. Znajdowały się tam ponad  30 dni.. Mieszkańcy okolicznych domów wnosili zażalenie do władz miasta na tak długie przetrzymywanie zwłok w mieszkaniu na Perze.
"Zwłoka pochodziła z dwóch przyczyn. Jedni z rodaków chcieli żeby pochowany został w szyfliku (folwarku) o cztery godziny drogi od Konstantynopola, leżącym w lasach Anatoli; drudzy aby odwieziony został do Francji, według woli samego nieboszczyka. Rząd zaś francuski wahał się ciało wpuszczać do Francji, z obawy wniesienia z nim cholery. Sprawa o tym zabrała więcej miesiąca czasu, lecz wreszcie pozyskano zezwolenie wywiezienia zwłok do Francji".
"Trumna była duża drewniana, bejcowana, powleczona barwą brunatno wiśniową i osłaniała trumnę wewnętrzną, ołowianą (cynową). Nie stały przy niej świece, nie osłaniały jej całuny, nie zdobiły wieńce..." Tomasz Jeż
31 grudnia 1855 odbyła się ceremonia pożegnania Adama Mickiewicza w Konstantynopolu. O godz.10.30  w kościele św. Antoniego z Padwy była celebrowana msza żałobna.
Wnętrze bazyliki pw. św. Antoniego z Padwy w Stambule

Bazylika pw. św Antoniego z Padwy w Stambule
Wejście do bazyliki pw. Antoniego z Padwy w Stambule
W bazylice pw. św. Antoniego odbywają się msze św. w jęz. polskim. Stambuł 
"Gdy transportowano zwłoki"od rana, mimo posępnej i dżdżystej pory, gromadzić się poczęły tłumy w ulicy, z której miał wyjść kondukt pogrzebowy. Ulica się zapełniła, zapełniły się ulice przyległe. Gdy wóz ruszył, poszły za nią gęstą ciżbą tłumy niezliczone, złożone 8/10 części przynajmniej z Bułgarów. Czerniąca się zawojami czarnymi i czerwieniąca fezami lawina ludzka, płynęła po ulicach ciasnych, posuwając się powolnie za karawanem, który otaczaliśmy my, a eskortowała z bronią pochyloną i kirem osłonięta piechota z dywizji Zamoyskiego. W orszaku licznie reprezentowali się Grecy...
Para koni ciągnęła wóz, całun zwyczajny okrywał trumnę. Dodać należy, że nikt ich do przyjścia nie wzywał, tłumy szły, towarzyszyły ciału do końca, to jest, póki go na łodzi nie złożono..."
7 stycznia 1856 roku statek "Eufrat" przybył do Marsylii. Po 30 dniach kwarantanny, 9 lutego trumnę złożono w podziemiach kościoła św. Magdaleny w Paryżu.
21 lutego o godz. 11 odbyło się nabożeństwo pogrzebowe i trumnę złożono w grobowcu na cmentarzu Montmorency, gdzie została wcześniej pochowana żona Adama Mickiewicza, Celina, której szczątki wcześniej ekshumowano  z cmentarza Pere-Lachaise.
Nagrobek Adma Mickiewicza w Paryżu na cmentarzu Montmorency. W płycie pomnika umieszczony został medalion z wizerunkiem poety wzorowany na masce pośmiertnej. 

Po 35 latach, 27 czerwca 1890 roku dokonano ekshumacji  i pociągiem przez Zurych i Wiedeń trumna ze szczątkami Adama Mickiewicza dotarła wieczorem 3 lipca do Krakowa.
Ekshumacja prochów Adma Mickiewicza na cmentarzu Montmorency, pocztówka z  ok 1905 rok. Zbiory Muzeum Literatury w Warszawie.
Trumnę tymczasowo złożono w Zakładach Zbożowych przy ulicy Warszawskiej w Krakowie.
Dzień później 4 lipca odbył się pogrzeb Adama Mickiewicza na Wawelu. Pogrzeb poety przerodził się w wielką patriotyczną manifestację.
Może trudno w to uwierzyć, ale po śmierci Adama Mickiewicza, wybuchł szał na wszelkie pamiątki po poecie. Z fragmentów cynowej trumny wykonano niezliczone pamiątki z wizerunkiem wieszcza - pierścionki, medaliony, brosze. Wizerunek Adama Mickiewicza znajdował się na pudełkach zapałek, opakowaniach mydła toaletowego, na ustnikach papierosów, na stalówkach, fajki przypominały głowę Mickiewicza...

...a to kilka fragmentów z książki opisującej przebieg ceremonii  pogrzebowej Adama Mickiewicza w Krakowie.


Książka autorstwa Moniki Paś wydana z okazji wystawy pamiątek związanych z pogrzebem Adama Mickiewicza.
Wystawa odbyła się w Krakowie w Muzeum Narodowym , 25 listopada 2005 -31 stycznia 2006 roku

Jeden z wieńców pogrzebowych Adama Mickiewicza, zbiory Muzeum Narodowego w Krakowie. 





Zdjęcie z pogrzebu Adama Mickiewicza w Krakowie 4 lipca 1890 roku.

Zdjęcie z pogrzebu Adama Mickiewicza w Krakowie 4 lipca 1890 roku
Chyba dobry moment wybrałam, aby zamieścić post dot, śmierci Adama Mickiewicza. Wielki Tydzień, Wielkanoc i nadzieja, że śmierć i ostatnia droga jest początkiem nowego.
W przypadku Adama Mickiewicza "ostatnich dróg" było wiele...

"On był dla ludzi mego pokolenia i miodem, i mlekiem, i żółcią, i krwią duchową. – My z niego wszyscy, on nas był porwał na wzdętej fali natchnienia swego i rzucił w świat".  Zygmunt Krasiński

Adam Mickiewicz według dagerotypu paryskiego z 1842 roku

13 komentarzy:

  1. Pochłonęłam Pani wpis.
    Udokumentowany mnóstwem interesujących zdjęć. Szczególnie zaciekawiło mnie Muzeum Adama Mickiewicza, które dzięki Pani zdjęciom i opisom mogłam "zwiedzić".
    Takie literackie wędrówki są dla mnie zawsze bardzo ciekawe. Śladem nasze Wieszcza podążyłam kiedyś do jego muzeum w Śmiełowie.
    Gdy przebywał w tym wielkopolskim pałacu cieszył się jeszcze młodością i dobrym zdrowiem.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muzeum Adama Mickiewicza w Stambule nie posiada wielu eksponatów. Jest to muzeum raczej emocjonalne, daleki kraj, wiele kilometrów od Polski, a tu tak bardzo związane z Polską miejsce.
      Gdy piałam mój post, to niezwykle zaciekawiły mnie losy Polnii przebywającej na emigracji w Konstantynoplu. Mój post dotyczył A. Mickiewicza i osób z nim powiązanych, ale Poloków, którzy w znaczący sposób zazanaczyli swój pobyt w Turcji było bardzo wielu.
      Cieszę się, że mogłam Panią zabrać na wycieczkę po Stambule.
      Posyłam moc przedświatecznych pozdrowień. :)))
      PS
      Satmbuł odwiedziłam, a w Śmiełowie nie byłam...

      Usuń
  2. Stambuł jest jednym z piękniejszych miast, które do tej pory udało mi się zwiedzić. To była miłość od pierwszej wizyty :) Posiada w sobie "to coś", czego nie jestem w stanie wytłumaczyć, zresztą nie mam takiej potrzeby, to się czuje! Szkoda, że wcześniej nie doszukałam się powiązania miasta z A. Mickiewiczem. Następnym razem nadrobię zaległości :) Generalnie nie mam zwyczaju wracać do tego samego miejsca po raz kolejny, gdyż jest tyle nowych, jeszcze przeze mnie nie "odkrytych".Jednakże po wizycie w Stambule wiedziała,że w tym przypadku "zasady są po to,żeby je łamać" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, tak! Stambuł to wyjątkowe miasto, kryje w sobie jakiś tajemny narkotyk, który potrafi jak magnes przyciągać turystę.
      Stambułem jest oczarowana. To miasto żyje, tętni, pulsuje. Tam widać żywy miejski krwiobieg, jest tam brak sztuczności. Może ta autentyczność sprawia ,że to miasto uzależnia.
      A co do Mickiewicza, to nasz Wieszcz narodowy odwiedził w swoim życiu tyle miejsc na świecie, że trudno za nim nadążyć, co, gdzie, kiedy robił, łącznie z miejscem urodzenia i śmierci.
      Życzę łamania zasad i powrotów w ulubione miejsca na świecie. A tak na marginesie tego samego życzę i sobie. :))
      Posyłam moc serdeczności.

      Usuń
  3. Bardzo interesujący wpis. Nie znałam przyczyn śmierci Mickiewicza.
    A to ciekawostka...
    Pozdrawiam wiosennie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem dlaczego wybieram tak niszowe tematy.
      Zdaję sobie sprawę, że los Mickiewicza nie porywa czytelnika w przestworza, ale warto czasami przypomnieć historie Wielkich Polaków.
      Śmierć Adama Mickiewicza nie jest rozwikłana do dnia dzisiejszego.
      Dziękuję za wiosenne pozdrowienia i odwzajemniam się już prawie świątecznymi pozdrowieniami. :))

      Usuń
    2. Kiedyś do szaleństwa czytałam biografie znanych i sławnych ludzi. Dlatego mocno się zdziwiłam, że akurat historii śmierci Mickiewicza nie znałam.
      Wraz z tym wpisem odżyła we mnie chęć powrotu do ciekawych biografii.
      Miłych Świąt życzę :))

      Usuń
  4. Bardzo ciekawie wszystko opisałaś, sporo się można dowiedzieć.W Stambule byłam w 2005 roku, ale znam go jak to z wycieczki fakultatywnej. Pamiętam ,że miasto mi się podobało, ale byliśmy też uczestnikami wybuchu bomby, na szczęście był to wybuch kontrolowany, bo policja znalazła ją wcześniej, ale wspomnienia trochę słabe.
    Pozdrawiam serdecznie:)
    Wesołych świąt:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chciałam Stambułu zwiedzać w pośpiechu, dlatego też byłam tam 2 tygodnie. Nie cierpię wycieczek fakultatywnych, bo przypominają mi one bieg maratoński. Staram się jak mogę zwiedzać świat indywidualnie, choć czasami zdarza mi się wykupić wycieczkę organizowaną przez jakieś biuro podróży, ale jest to wybór ostateczny.
      Gdy odwiedziłam Stambuł, na szczęście nie byłam świadkiem, czy też ofiarą żadnego wybuchu. Miasto jest naszpikowane do granic możliwości policją i wojskiem, aby wejść do większości obiektów przechodzi się przez bramki jak na lotnisku. Może na początku kontrole mnie trochę rozpraszały, ale do wszystkiego można się przyzwyczaić i skanowanie bagażu traktowałam jak coś oczywistego.
      Również życzę Wesołych Świąt Wielkanocnych.

      Usuń
  5. Zupełnie inaczej czyta się wpisy o miastach, w których już się było, nawet przez chwilę.
    Zastanawia mnie ilu mieliśmy Polaków, którzy odnieśli sukces w biznesie i zupełnie o nich nie pamiętamy. Szkoda...

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdy szperałam w publikacjach na temat Stambułu/Konstantynopola, to zadziwiła mnie niesamowite wyczyny Polaków przebywających w państwie osmańskim. Polacy budowali drogi, mosty, kanały, tworzyli sieć telekomunikacyjną, byli doradcami, naukowcami, artystami.
    Szkoda, że tworzyli potęgę innego państwa...
    A co do pisania o miejscach, w których się było, to fakt, że wtedy inaczej patrzy się na dany temat, bo przez pryzmat własnej duszy i oczu.

    OdpowiedzUsuń
  7. No to sobie usiadłam z herbatką, poczytałam i dowiedziałam tylu ciekawych rzeczy i dzięki Tobie znów czuję się o niebo mądrzejsza.
    Wiesz Dorotko, ja Twoje posty traktuję jak książkę i do ich czytania znajduję odpowiedni czas i miejsce:)
    Nie inaczej było również i tym razem.
    Dziękuję za wyczerpujące informacje do których pewnie zajrzę jeszcze nie raz.
    Pozdrawiam serdecznie z zimowych Jerzmanowic.
    A u Ciebie w Suwałkach to dzisiaj pewnie Syberia?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)) Przyzwyczaiłam się do "mojej" suwalskiej Syberii. U mnie nie ma armagedonu pogodowego. Jest dosyć zimno jak na druga połowę kwietnia, ale za to świeci piękne słońce. Czyli nie jest tak źle. :))
      Miło mi, że moja opowieść o Stambule i naszym Wieszczu trochę Ciebie Marysiu zaciekawiła. Zdaję sobie sprawę , że jest to opowieść niezbyt popularna, ale lubię zagłębiać się w mało chwytliwe ( czyt. które mają małą ilość odsłon w internecie)tematy.
      Postaram się aby mój następny post był bardziej wakacyjny.
      Posyłam wiele uśmiechów ze słonecznej Suwalszczyzny.

      Usuń