wtorek, 26 maja 2015

Gruzja - w poszukiwaniu Raju na ziemi.


"Gruzja powinna być zakończeniem, a nie początkiem. Wszystko tu stwarza wrażenie przybicia do przystani, dotarcia pod dach. Wszystko – klimat, krajobraz i obyczaje – namawia, żeby przysiąść w cieniu, łyknąć wina, odetchnąć i pomyśleć: fajnie tu.
Piękny to kraj, Gruzja."
Tak pisał Kapuściński, a jakie jest moje odczucie?- oczywiście podobne... z malutką domieszką smutku.

Moją przygodę z Gruzją rozpoczęłam kilka lat temu... przez zupełny przypadek. Będąc w Betlejem, zobaczyłam obok bazyliki Narodzenia Pańskiego powiewająca flagę Kustodii Ziemi Świętej , "podobną" flagę posiada Gruzja i od tego momentu postanowiłam pojechać do kaukaskiego kraju ( każdy pretekst jest dobry aby poznać świat). Flaga Gruzji posiada pięć czerwonych krzyży, duży nawiązuje do krzyża jerozolimskiego, symbolizuje Jezusa Chrystusa, a mniejsze- czterech ewangelistów. Inna wersja mówi, że na fladze Gruzji widnieje krzyż św. Jerzego i cztery krzyże miasta Bolnisi lub czterech regionów Gruzji.
Gruzini odegrali kluczową rolę w wyprawach krzyżowych, wielu rycerzy i obrońców wiary chrześcijańskiej udało się do Palestyny, aby brać udział w walkach na terenach Ziemi Świętej. Słynny czerwono-biały krzyż krzyżowców był oparty na gruzińskiej fladze bitewnej, która dziś jest flagą narodową Gruzji. I wyjaśniło się skąd to podobieństwo flag Kustodii Ziemi Świętej i Gruzji.

Flaga Gruzji

krzyż jerozolimski
I to był mój początek przygody z Gruzją. Później był reportaż  Ryszarda Kapuścińskiego "Kirgiz schodzi z konia", zdjęcie monastyru Świętej Trójcy na tle wygasłego wulkanu Kazbegi ( to zdjęcie "dręczyło"mnie do tego stopnia, że musiałam tam być i... byłam tam).
kościół Cminda Sameba... i Kaukaz
 oraz piękna legenda opowiadająca o powstaniu Georgii jako Raju na ziemi.

Gdy Bóg stworzył niebo, ziemię, ludzi, zwierzęta postanowił obdarować narody ziemią do zamieszkania. Gdy ludzie dowiedzieli o zamiarach Boga, zaczęli kłócić się o najlepsze tereny ziemskiego globu. Tylko Gruzini spokojnie czekali na swój kawałek ziemskiej posiadłości i z uśmiechem, ze śpiewem oczekiwali na decyzję Boga. Gdy Bóg obdzielił już wszystkie narody ziemią , zauważył biesiadujących Gruzinów, którzy nie czekali w kolejce.
Bóg postanowił oddać radosnym Gruzinom Raj na Ziemi, miejsce, które przeznaczył na swój ziemski odpoczynek. A była to piękna kraina, obfitująca w góry, doliny, rzeki, morze, pełna zwierzyny, roślin, ciepłe lecznicze źródła... a także złoto.
I do dziś Gruzini , mają to szczęście, że mieszkają w najpiękniejszym zakątku świata, Raju na Ziemi. 


Gruzja powitała mnie na maleńkim porcie lotniczym im. Dawida Budowniczego w Kutaisi. Może dużego wrażenia na przyjeżdżających nie robi to miejsce, ale na odjeżdżających turystach już tak. Na lotnisku znajdują się niesamowicie miękkie sofy-kanapy do spania. Można tutaj spokojnie spędzić noc pod czujnym okiem ochrony lotniska - niczym w najlepszym hostelu.
lotniskowe kanapy do spania i mój mąż"leżakujący"
Na powitanie, taksówkarz wiozący mnie do Kutaisi podarował mi  olbrzymią butlę domowego wina, nie mogłam oprzeć się spróbowaniu trunku "damszniej raboty"( po dłuższym pobycie w Gruzji stwierdziłam, że wino domowego wyrobu jest o niebo lepsze od tego ze sklepowej półki). I ... na lekkim rauszu zawitałam do jednego z najstarszych miast świata.
Greckie mity i zapisy historyczne datują początki Kutaisi na czasy króla Minosa (XVII-XV w. p.n.e.). Starożytni Grecy uważali Minosa, króla Krety, oraz Ajetesa, władcę Kolchidy, za "bliskich bogom". Kutaisi opisane zostało w mitologii greckiej jako miasto Ai w Kolchidzie, do którego podróżował Jazon i Argonauci po złote runo.
„Jazon i Medea” – obraz Johna Williama Waterhouse’a z 1907 r


Pomnik Medei w Batumi
Kutaisi, było stolicą Królestwa Kolchidy.Wspominali o nim w swoich dziełach Ajschylos, Pindar, Ptolemeusz, Pliniusz Starszy, Herodot. Herodot w swych" Dziejach", opisuje mieszkańców Kolchidy, mit o Medei, położenie kraju, uzbrojenie w perskiej armii. Grecy w Kutaisi umiejscowili mitycznego króla Ajetesa, który nad rzeką Phasis- obecnie Rioni założył miasto Aja - czyli Kutaisi . Aż trudno uwierzyć, że  Kochida jest "rówieśniczką Grecji i starszą siostrą Rzymu"- jak pisał Kapuściński.
Kutaisi i rzeka Rioni

Kutaisi
Obecnie Kutaisi, chociaż jest drugim co do wielkości miastem Gruzji, nie przypomina cudownej krainy. Domy, ulice czekają na gruntowny remont. Chodniki - to dotyczy praktycznie całej Gruzji- poza nielicznymi wyjątkami, wymagają pracy u podstaw. Tak w fatalnym stanie trotuarów dawno już nie widziałam. Więcej jest dziur, braków w asfalcie i płytkach niż w miarę kompletnej nawierzchni. Dla niewprawionego pieszego jest to maraton z przeszkodami. Można to oczywiście potraktować jako ciekawostkę podróżniczą.
Kutaisi ... "super" nawierzchnia chodnikowa, i Gruzini grający w tryktrak.


Rzeka Rioni

Rioni i w oddali widoczna katedra Bagrati
W pierwszym odruchu, ze względu na szacunek do tak wiekowego grodu, chciałam opisać historię tego miasta. Ale jak opisać dzieje Kutaisi, sięgające wiele wieków przed narodziny Chrystusa? Tutaj potrzeba wprawnego historyka, aby niczego nie poplątać z trzech tysięcy lat istnienia Kutaisi. Już to, że miasto w swych dziejach było kilkanaście razy burzone ( Tbilisi było ścierane z powierzchni ziemi ponad 40 razy!), pokazuje jak ciekawą historię posiada Kutaisi. Nie podejmuję się tego zadania. Wspomnę tylko, że swój ślad zostawili tutaj Grecy, Rzymianie, Persowie,Turcy, Mongołowie, Rosjanie...
Zanim opiszę moje spotkanie z najstarszym miastem świata wspomnę o Polakach związanych z Kutaisi.
Mrocznymi zgłoskami w historii tego miejsca zapisała się deportacja Polaków z Wilna i okolic, podczas II wojny światowej. Do obozu nr 331 wywieziono 1329 Polaków. Więźniowie pracowali w zakładach lotniczych i samochodowych, w kamieniołomach, cegielniach, przy budowie dróg. W 1947 wybuchł bunt w obozie i Polaków podzielono na grupy i wywieziono do innych obozów na terenie ZSRR.
W Kutaisi urodził się Władysław Raczkiewicz – prezydent RP na uchodźctwie, prezes Światowego Związku Polaków z Zagranicy, marszałek Senatu, wojewoda nowogródzki, minister w czterech rządach II RP.


Władysław Raczkiewicz i Władysław Sikorski (1940r, Londyn)

W Kutaisi urodził się także  Stanisław Horno-Popławski - polski rzeźbiarz, malarz, wykładowca. Był współorganizatorem i profesorem Liceum Sztuk Plastycznych w Białymstoku, profesorem nadzwyczajnym na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, profesorem zwyczajnym w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Gdańsku, głównym projektantem rzeźb przy odbudowie Starego Miasta w Gdańsku.
Stanisław Horno-Popławski

I tutaj muszę napisać, że jednym z symboli mojego rodzinnego miasta Białegostoku, jest  rzeźba "Praczek" na Plantach. "Musiałam" pojechać aż do Kutaisi aby bliżej poznać autora sympatycznych kamiennych pań z białostockiego parku.
"Praczki" na białostockich Plant, autorstwa Stanisława Horno-Popławskiego
Symbolem Kutaisi, które przez 124 lata było stolicą Gruzji, jest katedra Bagrati, która w 1994r. została wpisana wraz z zespołem klasztornym w Gelati na listę światowego dziedzictwa kulturalnego i przyrodniczego UNESCO. Właściwa nazwa  świątyni to Katedra Wniebowzięcia NMP. Budowę świątyni ukończono w 1003 roku, fundatorem katedry był król zjednoczonej Gruzji - Bagrat III i od jego imienia świątynia przejęła nazwę. Katedra znajduje się na wzgórzu Ukimerioni, skąd roztacza się piękny widok na miasto.
Wzgórze Ukimerioni i widok na Kutaisi
Katedra jest symbolem "złotego wieku" Gruzji, politycznej potęgi i jedności narodowej. W 1995r, 25 sierpnia katedra została ponownie konsekrowana a od 2001 roku jest pod opieką  Gruzińskiego Kościoła Autokefalicznego.
Świątynia pięknie prezentuje z dolnego miasta, zwłaszcza nocą, gdy oświetlają ją setki reflektorów.
katedra Bagrati

Katedra Bagrati
Katedra Bagrati została zniszczona w 1691 roku przez Turków osmańskich ( została wysadzona w powietrze centralna część świątyni i  pobliski zamek). Był to najtragiczniejszy dzień w historii miasta. Od tego momentu miasto nigdy nie powróciło do dawnej świetności. Osiemdziesiąt lat później wojska rosyjskie podczas bombardowania miasta dopełniły dzieła zniszczenia - zburzona została kopuła, okna i kolumny. Kamienie i cegły ze zburzonej katedry posłużyły do budowy szkół i okolicznych domów.


Ruiny katedry Bagrati
historia odbudowy katedry Bagrati
Obecnie katedra jest odbudowana, ale niezbyt zgodnie z wizerunkiem średniowiecznej architektury. Dosyć brutalnie połączone stare i nowe, co trochę kłóci się z wizerunkiem średniowiecznej świątyni. Połączono beton w brutalnej odsłonie ze średniowiecznymi fragmentami budowli. Wygląda to trochę dziwacznie, UNESCO także nie jest tym zachwycone i wpisało Bagrati na listę obiektów zagrożonych, groziło usunięciem z listy zabytków. W 2013r pod pewnymi warunkami władze Gruzji wraz z przedstawicielami UNESCO doszły do porozumienia i jak na razie Bagrati pozostaje na liście światowych zabytków.
Bagrati i kontrowersyjna odbudowa-dobudowa

Wnętrze katedry Bagrati z nowoczesną dobudową-odbudową
Wnętrze katedry Bagrati
Katedra Bagrati
Katedra Bagrati
Krzyż św. Nino przed wejściem do katedry Bagrati
Katedra Bagrati
Miłe spotkanie z Gruzinami na wzgórzu katedralnym
Katedra Bagrati
Dzwonnica katedralna
Prace archeologów na wzgórzu Ukimerioni odkryły, że stała tu świątynia ju w IV wieku, a ruiny zamku datowane są na III wiek n.e.
Ruiny, wykopaliska na terenie wzgórza katedralnego
Ruiny zamku na wzgórzu Ukimerioni
I na razie zakończę moje spotkanie z Kutaisi, aby nie przytłoczyć tutaj zaglądających zbyt dużą ilością zdjęć. Nie jest to koniec mojego spotkania z jednym z najstarszym miast świata.
Ciąg dalszy na pewno nastąpi.

piątek, 1 maja 2015

Talent, geniusz, szaleństwo i ... arcydzieło.


Do refleksji, czym jest talent w powiązaniu z szaleństwem, skłoniła mnie książka Mirandy Glover "Arcydzieło".
Sięgnęłam po tę pozycję zaintrygowana okładką, na której widniała układanka puzzli z fragmentów kobiecych twarzy, a także słowami Leonarda da Vinci, które zapraszają do głębszego poznania intencji twórczych malarzy.
"Dobry malarz musi malować dwie podstawowe, jak to się mówi, rzeczy: człowieka i jego intencje. To pierwsze jest łatwe, drugie zaś - trudne"- Leonardo da Vinci

Miranda Glover i jej książkowa bohaterka - Esther Glass, uchyliła mi rąbka tajemnicy świata sztuki współczesnej. Nowatorskie pomysły, zabawa w odkrywanie nowych wizji artystycznych, krążący pieniądz wśród mecenasów sztuki, marszandzi, układy wzajemnej adoracji, media i reklama... to wszystko składa się na funkcjonowanie nowatorskiej sztuki we współczesnym świecie.
Przyznaję się, że niezbyt przepadam za odwiedzinami w tzw. nowoczesnych galeriach sztuki... bo po prostu nie rozumiem, nie umiem odczytać i rozszyfrować dzieł, w szerokim tego znaczeniu, tam umieszczonych. Aby "podziwiać" eksponaty twórców nowoczesnej sztuki potrzebna jest instrukcja "obsługi" i krótka notka- co autor dzieła miał na myśli. No cóż, wtedy nie jest to dla mnie intymna zabawa ze sztuką, ale trójkąt, gdzie ciągle słyszę szepty twórcy, że to, a to miał na myśli tworząc dzieło, że tak trzeba patrzeć i odczuwać. I gdzie w tym wszystkim jest subtelna nić łącząca widza i sztukę, gdzie spotkania z ponadczasowymi arcydziełami, które nie potrzebują tłumaczeń i wyjaśnień, gdzie czytelne intencje artysty, o których wspominał Leonardo w rozważaniach o sztuce?
Trudno jest teraz o takie dzieła sztuki. Miranda Glover w swej książce to potwierdziła. Sztuka perfomance, Fluxus, happeningi  są oddalone o miliony lat świetlnych od dzieł dawnych mistrzów. W pewnym sensie rozumiem artystów i chęć pokazania czegoś nowego i nowatorskiego, ale jak dla mnie jest to tylko sztuka chwili, tymczasowa, która mija nie pozostawiając trwałego śladu łączącego widza z dziełem.
Jak np. odnieść się sztuki Jeffa Koons'a, którego dzieła osiągają na aukcjach milionowe ceny; jak np. plastikowy królik, którego sprzedano za 80 milionów dolarów?
Ciekawe jest to, kim są ludzie, którzy za taki kicz potrafią zapłacić tak wiele? - to jest interesujący temat dla socjologów, psychologów... i urzędów skarbowych. 
różowy królik Jeffa Koons'a

 Kolejne "dzieło" Jeffa Koons'a
Jeff Koons i jego "arcydzieło"
Aby powstało ARCYDZIEŁO potrzebny jest talent, geniusz i szaleństwo, czasami z domieszką choroby, nałogów, uzależnień . Tylko taka mieszanka wyzwala bezkresne emocje, wizje, obrazy, które zachwycają wiele pokoleń. Także Miranda Glover przyznała, że arcydzieła malarzy z dawnych epok mają to coś, błysk geniuszu i talentu, które są intrygujące, tajemnicze i zachwycające i nie podlegają przedawnieniu mimo upływu lat. W książce spotkamy się z dziełami Hansa Holbiena, Edouarda Maneta, Jeana Ingresa, Rafaela, Jamesa Whistlera, Gustawa Klimta , Lonarda da Vinci ... i bohaterkami ich dzieł.
To właśnie kobiety - muzy malarzy, były i jak sądzę, są nadal natchnieniem dla twórców. To kobiecy urok, tajemniczość, uroda ... zerkają na nas - odbiorców- z płócien, rzeźb, rycin.
Najsłynniejszą kobietą z obrazu bez wątpienia jest Mona Lisa Leonarda da Vinci
Madonna Liza
Obecnie obraz jest wyceniony na - 743.000.000$!  Taka cena może być przyczyną bólu głowy.
Nikt przed Leonardem, ani później nie namalował takiego Arcydzieła, w którym można odnaleźć geniusz twórcy - grę kolorów, cieni, linii, zabawę perspektywą, tajemnicę uśmiechu, urok kobiety.
Bo i trudno spotkać w historii świata tak utalentowanego człowieka jakim był Leonardo da Vinci. Oprócz genialnego wszechstronnego talentu ( chyba łatwiej jest wymienić rzeczy, którymi Leonardo się nie zajmował), miał także mroczną tajemnicę- uwielbiał otaczać się młodymi chłopcami. Twierdził, że są to jego uczniowie, ale jak historia pokazuje, pod jego "opiekuńczymi" skrzydłami nie wykształcił się żaden adept malarstwa.
Tak na marginesie, trudno jest podziwiać w Luwrze Monę Lizę, która jest ukryta za szybą pancerną, w lekko przyciemnianej sali, gdzie tłumy widzów kłębią się przed obrazem, a na tafli szyby widać światełka aparatów fotograficznych  i kamer.
Leonardo da Vinci - autoportret około 1510- 1515 r.
Szaleństwa malarzy różny mają wymiar- są wynikiem choroby, różnych fobii, depresji, schizofrenii, tragicznych doświadczeń życiowych. Chyba każdy artysta skrywa jakąś tajemnicę, jak widać, twórcza siła potrzebuje karmić się specyficznymi" smakołykami" jakimi są tragizm, używki, narkotyki.
Np Jan Matejko aby tworzyć potrzebował codziennie wielu litrów czarnej kawy i papierosów, które palił niczym przysłowiowy smok. Tworzył, podobnie jak Leonardo, światłocieniowe obrazy- to taki obraz w obrazie.
Jan Matejko
Jan Matejko, Alchemik Sędziwój i tajemnicze światłocienie
Może kiedyś ktoś się pokusi aby napisać książkę w podobnym tonie jak Brown, rozsławiając geniusz Matejki?

Wracając do szaleństw malarzy, to warto wspomnieć o Janie Klemensie Minasowiczu, warszawskim malarzu ekscentryku. Według relacji świadków, Minasowicz wykradł z cmentarza głowę swej zmarłej miłości. Z zabalsamowaną głową dziewczyny, podróżował po Europie, twierdząc, że jest jego muzą i natchnieniem.
Minasowicz kolekcjonował także stare bułki z warszawskich piekarni oraz klepsydry z murów cmentarnych i kościelnych. Zmarł, nie wykupiwszy leków, twierdząc, że są zbyt drogie, a przy tym mając spory majątek.

Płyta nagrobna Klemensa Minasowicza na Warszawskich Powązkach
Jestem ciekawa, jakie obrazy malował Minasowicz, nie mogłam doszukać się żadnych reprodukcji dzieł  warszawskiego ekscentryka.

Paradowanie z relikwiami ukochanej może, delikatnie pisząc, dziwić, ale także inny malarz nie odstępował swej muzy - żony , którą "ukrył" w lasce.
Był nim Salvador Dali,  hiszpański malarz, grafik, rzeźbiarz. Szokował swymi strojami, poglądami, opiniami, seksualnością. Twierdził, że tylko Gala jest jego natchnieniem i największą miłością oczywiście razem w pakiecie ze sztuką.
Salvador Dali z żoną Galą
Salvador Dali i obraz Gali


Choroba, jak w przypadku Francisco José de Goyi, wyzwoliła czarne emocje, które miały swe ujście w tworzeniu malarskich wizji.  Hiszpański malarz, gdy stracił słuch, odsunął się od rodziny, zamieszkał  w domu na wsi, gdzie tworzył w samotności. W "Domu Głuchego", jak nazywał swój dom, stworzył serię Czarnych Obrazów, umieszczając je na ścianach. Później obrazy zostały przeniesione na płótna. Jednym z nich  jest "Saturn pożerający własne dzieci".
Goya, Autoportret
Goya, Saturn pożerający własne dzieci

Przykładem do czego może doprowadzić mroczna choroba psychiczna jest Richard Dadd. Angielski malarz cierpiał na depresję i schizofrenię maniakalną, które doprowadziła Richarda do morderstwa. Zabił swojego ojca twierdząc, że jest wcieleniem diabła, poranił turystkę brzytwą, widząc w niej bóstwa egipskie. Po tych wydarzeniach, Dadd spędził 42 lata w zakładzie psychiatrycznym tworząc tam tajemnicze dzieła.
Richard Dadd
Richard Dadd  "Mistrzowskie cięcie baśniowego drwala"
Jednym z najbardziej nieszczęśliwych malarzy był ...Vincent van Gogh. Cierpiał na padaczkę, halucynacje, paraliż i zmiany w psychice spowodowane syfilisem (na tę przypadłość cierpiał również Stanisław Wyspiański, Monet), psychozę paranoidalną, chorobę Meniera (schorzenie błędnika), zatrucie ołowiem, a także porfirię- chorobę genetyczną powodującą zmiany w mózgu i wyglądzie. Zaburzenia psychiczne u artysty spowodowane były długotrwałym spożywaniem absyntu, terpentyny oraz naparu z naparstnicy, która miała leczyć objawy padaczki. Skutkiem ubocznym było uszkodzenie siatkówki oka i postrzeganie świata w żółtych kolorach. Dlatego też na obrazach  Vincentego króluje żółty kolor.
Vincenty cierpiał także z powodu nieudanych związków z kobietami, niezrozumienia przez najbliższych i przyjaciół ( po kłótni z- Gauguinem  obciął sobie ucho, które przesłał w kopercie  przyjaciółce Rahel). Bieda, choroby, wyczerpanie fizyczne i wypalenie artystyczne doprowadziły artystę do samobójstwa.
Za życia artysta sprzedał tylko jeden obraz "Czerwona winnica"... a obecnie? na liście najdroższych obrazów w historii, dzieła van Gogha wycenione są na kwotę 729 milionów dolarów - dotyczy to 7 obrazów. Ich wartość przewyższa jedynie Pablo Picasso (1.001 miliarda dolarów za 10 dzieł a trzecim jest Andy Warhol -612 ml dolarów  za 7 obrazów).
Vincenty van Gogh "Piętnaście słoneczników"
Vincenty van Gogh- autoportret
Wracając na rodzime podwórko można doszukać się wielu artystów, którzy swój geniusz malarski łączyli z szaleństwem.

Jacek Malczewski uwielbiał damskie secesyjne bluzki i serdaki oraz fartuszki z falbankami. Na wsi paradował w białych płóciennych koszulach, czarnych pończochach i hiszpańskiej pelerynie. Do tego lubił portretować się w habicie, zbroi, albo w tortownicy na głowie.
Malczewski sam projektował swoją garderobę. Jego siostra wykonywała renesansowe berety, a u krawca zamawiał aksamitne bluzki à la Rembrandt i kolorowe kamizelki.
Nieodzownym zestawem jego ulubionych ubrań były: czarna peleryna, kapelusz na karku, do tego czapka na uszy i owijacze na nogawkach kraciastych spodni.

Malarz miał też inne przyzwyczajenia. Udawał czasami kulawego, kłaniał się jak żołnierz, albo dygał jak dziewczyna. Podczas pracy rzucał za siebie brudne pędzle, które jego służący musiał zręcznie złapać  i natychmiast podać mu pęk czystych. Obraz Malczewskiego "Polski Hektor" osiągnął najwyższą cenę sprzedaży jaką zanotowano w Polsce- 2,6 mln zł.
Jacek Malczewski "Polski Hektor"
Jacek Malczewski- "Idź nad strumienie"autoportret w białym stroju



I chyba poprzestanę na szaleństwie i ekstrawaganckim zachowaniu krakowskiego malarza Młodej Polski, bo tematu artystów i ich szaleństwa  nie da się wyczerpać.